6 pytań do Patryka Filipiaka: Trzeba szykować się na upadłości

Rozmawiał Marcel Zatoński
opublikowano: 2020-03-19 22:00

1. „PB": Będzie fala upadłości w polskiej gospodarce?

W niektórych branżach sytuacja jest już bardzo poważna. W weekend spadki przychodów rzędu 80-90 proc. odczuła gastronomia, branża turystyczna może się pożegnać z wyjazdami w kwietniu i na weekend majowy, a pod znakiem zapytania stoi cały sezon letni. Firmy muszą szczegółowo przeanalizować, za co i komu należy płacić w pierwszej kolejności, zacząć cięcie kosztów i w wielu przypadkach przygotować wnioski o rozpoczęcie postępowania restrukturyzacyjnego.

2. Nie za wcześnie? Dopiero co został ogłoszony rządowy plan pomocowy ze znacznymi kwotami dla firm.

Co prawda jeszcze nie znamy projektów ustaw, ale już widać, że program będzie dla niektórych branż niewystarczający. Mam obawę, że potrzeba nam teraz całkowitych zwolnień z pewnych danin w trakcie de facto zawieszenia działalności. Chodzi np. o zwolnienia, a nie tylko odroczenia płatności składek ZUS. Konieczne jest przyspieszenie możliwości korzystania ze wsparcia Funduszy Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na wypadek zwolnień grupowych. Również banki powinny wspierać płynność firm poprzez zawieszanie spłaty kredytów. Jednak przy tej skali problemów w całej gospodarce — i w świetle tego, że wydatki konsumpcyjne Polaków w okresie kwarantanny w związku z obawami przed utratą pracy mocno spadną — firmy z branż takich jak turystyka, gastronomia, transport czy niespożywczy handel detaliczny już teraz powinny myśleć o ochronie przed upadłością.

3. A jeśli będą czekać na państwową pomoc?

Menedżerowie muszą kontrolować wypłacalność firm, którymi kierują. Obowiązujące przepisy są w tej sprawie jasne: wniosek o upadłość należy złożyć w ciągu 30 dni od utraty wypłacalności przez firmę. Nic się w tej sprawie nie zmieniło, a sankcje — także karne — dla menedżerów za niewypełnienie tego obowiązku są znaczne, łącznie z odpowiedzialnością z majątku osobistego.

4. To może przepisy powinny się zmienić?

W Niemczech wprowadzono kontrowersyjne rozwiązanie, zgodnie z którym wniosku o upadłość nie trzeba składać, jeśli niewypłacalność spowodowana jest epidemią koronawirusa. Pamiętajmy jednak, że niezłożenie takiego wniosku może wprowadzić wierzycieli w błąd co do kondycji firmy — i pociągnąć innych na dno.

5. Będą hurtowe wnioski o upadłość?

Zapewne tak — i sądy tego nie udźwigną, bo już teraz posiedzenia są zawieszone, sędziowie nie orzekają, a pod koniec marca wejdzie w życie nowelizacja przepisów o upadłości konsumenckiej, która zwiększy liczbę wniosków tego rodzaju. Postępowania będą się przedłużać, ochrona przed wierzycielami będzie przyznawana później — a trudno zakładać, że w tych warunkach wszyscy przedsiębiorcy solidarnie nie będą próbowali egzekwować swoich długów.

6. Co pan doradza klientom w tej sytuacji?

Warto już teraz pracować nad cięciem kosztów i wnioskami o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego. Jego otwarcie pozwala zawiesić spłatę wierzytelności powstałych przed postępowaniem, chroni też przed wypowiedzeniem kluczowych umów, np. najmu, a w gastronomii czy niespożywczym handlu detalicznym obrona lokalizacji jest kluczowa. Pozwala też na wypowiedzenie trwale nierentownych kontraktów. Firma musi być jednak w stanie regulować bieżące zobowiązania, co oznacza, że jeszcze przed otwarciem postępowania trzeba zredukować koszty — i przede wszystkim nie zwlekać z decyzjami, bo obawiam się, że sytuacja będzie jeszcze gorsza, więc lepiej zacząć się bronić, nim zaczną robić to wszyscy inni.

Dr Patryk Filipiak, wspólnik w kancelarii Filipiak Babicz, prezes Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja. [FOT. WM]