Już pod koniec ubiegłego roku wróżbita stwierdził, oglądając gwiazdy, że na
rynkach finansowych dojdzie w tym roku do przełomu. Przewidywał wówczas, że
surowce zaczną tanieć, dolar pójdzie w górę, podobnie zresztą jak akcje na
rynkach rozwijających się w USA. Na razie jego prognozy się sprawdzają.
W
2001 r. pisał o słabości dolara względem innych światowych walut. Miała trwać
sześć lat. W tym samym roku przewidywał dno na rynku ropy i złota. W kolejnych
trzech latach pisał w książkach, że ceny ropy gwałtownie wzrosną i mogą
przekroczyć 100 USD za baryłkę. Później wielokrotnie ostrzegał przed zapaścią na
rynku nieruchomości i w systemie bankowym USA. Rekomendował zakupy akcji spółek
działających na alternatywnym rynku energii.
- Teraz jest czas na inwestycje w dolarach. Amerykańska waluta pójdzie w górę. W tym samym czasie ceny surowców pójdą w dół. W latach 2008-2011 najwięcej zarobić dadzą akcje amerykańskich firm – mówił w październiku 2007 r.
Jego zdaniem, docelowa wartość Dow Jonesa w najbliższych 48 miesiącach to 32 000 punktów, o 179 proc. więcej niż poziom indeksu na poniedziałkowym zamknięciu Wall Street. Równie optymistycznie jest w przypadku ropy. Baryłka, według prognoz astrologa, jeszcze w tym roku ma kosztować 68 USD.
Pożyjemy, zobaczymy…
