7 kropek szczęścia

Agnieszka Janas, Pweł Janas
opublikowano: 2008-03-31 00:00

Przybywa chętnych do prowadzenia butików przy placu Trzech Krzyży. Każdy chce się znaleźć w dobrym towarzystwie.

W czasie uroczystości otwarcia salonu włoskiej marki Coccinelle na placu Trzech Krzyży w Warszawie butik trzeszczał w szwach. Kelnerki wytrwale roznosiły kanapki i szampana. Jednak ręce po nie wyciągali, nieliczni w tym gronie, mężczyźni. Panie przebierały w różnokolorowych torebkach, portfelikach, paskach rozłożonych na półkach i ladach. Głośne uwagi, przymiarki, błysk fleszy wymierzony w elegancji tłum. Nie czy, ale co kupić? Decyzje nabrały tempa, gdy Joanna Horodyńska chwyciła za czarną marszczoną torebkę.

— Tę chcę mieć — wykrzyknęła stylistka, wychodząc z nieco wystudiowanej roli prowadzącej otwarcie sklepu.

Biedronka w locie

30 lat temu Parma (ta od szynki) była zagłębiem produkcji galanterii skórzanej. Wielu rzemieślników marzyło o sławie Guccich, sióstr Fendi czy Salvatore Ferragama. Był wśród nich czterdziestopięcioletni Giacomo Mazzieri. W mieście doczekał się uznania wśród klientów i kolegów po fachu. Jego ambicje wykraczały jednak poza granice miasta. Odważył się i założył własną firmę — Coccinelle (biedronki). Jej nazwa miała pomóc w zdobyciu serc i portfeli klientek.

— We Włoszech to symbol szczęścia, powodzenia w życiu i w biznesie. Biedronka, którą ozdobione są nasze wyroby, została przedstawiona w locie. Symbolizuje dynamiczny rozwój naszej firmy — opisuje logo Luca Malavolta, dyrektor handlowy Coccinelle.

Także w Polsce biedronkę darzy się sentymentem. Od dziecka powtarzamy wyliczankę „leć do nieba, przynieś nam kawałek chleba” do chodzącej po ręku siedmiokropki. To owad, podobnie jak np. mucha. Ale czy widział ktoś, aby za biedronką biegać z packą?

Biedronki przyniosły chleba założycielowi. Siedem lat po rozpoczęciu działalności na szerokie wody firmę wyprowadził Angelo, syn założyciela. Dziś jest członkiem zarządu i prezesem firmy, w której pracuje także jego brat Marco. Siedziba główna mieści się w rodzinnej Parmie. Jednak Coccinelle nie jest już własnością Mazzierich. Należy do holdingu Mariella Burani Fashion Group. Weszła też na giełdę, aby zdobyć pieniądze na rozbudowę sieci sprzedaży. I zrealizować marzenia Giacoma.

— Sklepy zaczęły powstawać w połowie lat 90. Pod koniec dekady wyszliśmy poza Włochy. Obecnie około 65 proc. obrotów firmy pochodzi z rynku europejskiego. Nie spoczywamy na laurach. Myślimy o rozwoju na Dalekim Wschodzie, w Ameryce Środkowej oraz w Europie Środkowo-Wschodniej — wylicza dyrektor Malavolta.

To dopiero początek ekspansji firmy nad Wisłą. Kolejny butik biedronek pojawi się w maju w stołecznym centrum handlowym Klif. Powoli staje się on polską galerią La Fayette. Kolejne biedronki wylądują także m.in. we Wrocławiu (centrum Renoma), Krakowie, Poznaniu, Katowicach czy w Trójmieście.

— Interesują nas głównie miasta powyżej 300 tys. osób i Szczecin. Wprawdzie jest on nieco mniejszy, ale żyje tu liczna grupa zamożnych mieszkańców — dodaje Marcin Powierza, dyrektor zarządzający firmy PFC., która ma wyłączność na reprezentowanie Cocinelle w Polsce.

Lekkie jak piórko

Flagowy produkt firmy to torebki. Włoscy projektanci potrafią zrobić wrażenie na klientkach. Wyroby Coccinelle na tle konkurencji wyróżniają się nie tylko przywieszoną na rzemyku metalową biedronką w locie. Są naprawdę lekkie.

— Torby powstają ze skór cielęcych i kozich. Zanim trafią w ręce naszych stylistów i kaletników, leżakują kilka sezonów, by nabrać miękkości. Większość skór pochodzi z Toskanii — chwali się Luca Malavolta.

W Parmie dokonywana jest selekcja skór. W pracowni projektanci wymyślają nowe wzory. Tu powstają też prototypy. Ale tradycyjne rzemiosło nie oparło się globalizacji, znaczna część produkcji została przeniesiona na Daleki Wschód.

— Proszę się nie obawiać. Nasz partner pracuje m.in. dla Prady. Wyroby Coccinelle to w 90 proc. rezultat pracy ręcznej. Tylko przy wykrawaniu skór dopuszczamy posługiwanie się maszyną — uspokaja Luca Malavolta.

Skoro te same ręce szyją torebki i dla Coccinelle, i dla Prady, to czy synowie Giacoma nie marzą o statusie marki luksusowej?

— Dopracowaliśmy się opinii marki dla pań z klasy wyższej średniej. Chcemy utrzymać dominację w tym segmencie. Nie myślimy o wejściu do grupy marek luksusowych z najwyższej półki, takich jak Gucci. Luksus kojarzy się z pewną dyskryminacją, selekcją. Nasze torebki mają być dostępne dla wielu kobiet — przekonuje Luca Malavolta.

Prestiżowe sąsiedztwo

Od dwóch lat szeroką falą płyną do nas znane marki. Najbardziej prestiżowym adresem butików jest plac Trzech Krzyży. Nagromadzenie ekskluzywnych sklepów, np.: Escada, Max Mara, Burberry, Georgio Armani, Zegna, Boss oraz kultowych butików np. Warszawska Nike (odzież vintage) przyciąga tu wielbicieli mody. W tym także kunsztu włoskich kaletników. Dowód?

— Cztery lata prowadzę z Anią Kiljańczyk salon bolońskiej marki Furla przy placu Trzech Krzyży. I nie mogę narzekać ani na brak klientek, ani na obroty. W prowadzonym przez Furlę rankingu sklepów według średniej wartości zakupów na jeden paragon nasz butik zajął piąte miejsce w Europie w 2007 r. Kupującym wydałyśmy około 2 tys. kart stałego klienta. Obserwujemy, że osoby dysponujące nimi wracają do nas na zakupy — mówi Hanna Różańska, współwłaścicielka franczyzy Furla na Warszawę.

Furla słynie z toreb. Co zaproponowała w tym sezonie?

— Jestem zachwycona torbą „workiem” z dopinanym parcianym paskiem na ramię. Wybrałam dla siebie złoto-srebrny egzemplarz. Podobają mi się także inne barwy tegorocznej kolekcji: morska zieleń, pomarańczowy i nowa fioletowo-niebieska hortensja — wymienia Hanna Różańska.

Nie odpuszcza także znajdujący się niedaleko sklep marki Francesco Biasia. Kusi obszernymi torbami z licznymi, dużymi kieszeniami. Są ozdobione marszczeniami, mają ściągane zamknięcia. A więc znowu — worki. Nie brak im także afrykańskich inspiracji ani klimatów z pogranicza Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Od przybytku głowa nie boli. Na razie na placu dominują Włosi, ale wiele wskazuje na to, że bez walki pola nie oddadzą Francuzi. Branża plotkuje, że wkrótce pojawi się tu legendarny gigant Louis Vuitton. Będzie się działo. n

Honor Guccich

Słynny z wyrobów skórzanych włoski dom mody Gucci założył we Florencji w 1921 Guccio Gucci (1881-1953). W 1947 r. zaprojektował torbę bamboo, która jest jednym z najbardziej charakterystycznych produktów firmy. Z żoną Aidą Calvelli miał sześcioro dzieci. Po śmierci Gucciego syn Aldo rozwinął firmę — otworzył butiki w Londynie, Paryżu i Nowym Jorku, później także w Hongkongu i w Tokio. Biznes kwitł, ale rodziną wstrząsały skandale. Paolo, syn Salda, oskarżył go o malwersacje finansowe. Aldo cudem uniknął więzienia. Nie zabrakło też morderstwa. Maurizio, wnuk założyciela, zginął w 1995 r. Trzy lata później wdowa po nim, Patrizia została skazana na trzy lata za zlecenie zabójstwa. Z zazdrości.

Owad z wyliczanki

Rodzina biedronkowatych (Coccinellidae) obejmuje przeszło 5,2 tys. gatunków chrząszczy. W Polsce żyje około 80. Żywią się mszycami, dlatego są używane do ich zwalczania. Jednym z ich przedstawicieli jest biedronka. Charakteryzują ją pokrywy skrzydłowe: czerwone lub pomarańczowe w plamki. W naszym kraju najpopularniejsza jest siedmiokropka.

Liczby w torebce

51

sklepów Tyle salonów firmowych ma Coccinelle w świecie. Do tego dochodzi 1350 punktów handlowych w wielomarkowych salonach mody.

90-125

euro Tyle kosztuje torba Goodi Bag. Jej sprzedaż powiązana jest z akcją charytatywną. 10 proc. trafia do fundacji Francesco Ravy, wspierającej dzieci.

1

mln sztuk Taka jest wielkość roczna produkcji i sprzedaży artykułów marki Coccinelle.

Sarah rozpętała burzę

Fendi, szanowany włoski dom mody, przeżywał w 1997 r. zastój twórczy. Klientkami były eleganckie starsze panie. Kolekcje odbiegały od awangardy mody. To za mało, aby utrzymać się na kapryśnym rynku. I nagle w jednym z odcinków serialu „Seks w wielkim mieście” pojawia się Sarah Jessica Parker. Pod pachą ma nową torebkę w kształcie bagietki. Cacko z miękkiej skórki z subtelnym logo FF. Sarah jest wyrocznią stylu. Kobiety chcą tego, co nosi w serialu. Następnego dnia butiki Fendi opustoszały z torebek bagietek. Ustawiły się kolejki. Nic to — powstały listy społeczne. Szał na bagietkę już nieco opadł, bo firma wypromowała inny kultowy wzór Spybag. Ale wciąż na torebki marki Fendi czeka się nawet trzy lata.