Słodkości warszawskiej cukierni A. Blikle wjeżdżają do pociągów, na dobre zadomawiają się w delikatesach i chcą powrócić na imprezy firmowe. Słona część biznesu idzie na razie w odstawkę.
— W tym roku otworzyliśmy siedem punktów — z czego cztery poza Warszawą w galeriach handlowych — w Poznaniu, Łodzi i Katowicach, i to poza nią chcemy teraz rosnąć. Strategia rozwoju zakłada, że do końca 2017 r. będziemy mieć 40- -50 cukierni. Dziś jest ich 30, a kilka punktów czeka zamknięcie — mówi Michał Wólczyński, dyrektor zarządzający A. Blikle. Przyznaje, że nie sprawdził się format lokali przygotowany do biurowców, więc nie będzie rozwijany. Na razie spółka chce się skupić na galeriach handlowych.
— W dwóch przejęliśmy lokale po firmie Cinnabon, uruchamiamy je wraz z otwieraniem się nowych galerii. Na 2016 r. mamy już podpisane umowy na trzy punkty, a kolejne trzy są w fazie negocjacji. Wracamy również od stycznia ze zmienionym pomysłem na franczyzę i aktywnie zaczynamy szukać partnerów do niej — twierdzi Michał Wólczyński.
Słodkie bez słonego
To niejedyne zmiany. Niedawno firma zrezygnowała z prowadzenia delikatesów w centrum Warszawy, zmiany czekają też dwie restauracje, z których zniknie słona część oferty. Zamienią się w kawiarnie, zostanie tylko flagowa — na Nowym Świecie.
— Chcemy skoncentrować się na słodkiej części biznesu. Nie wykluczamy powrotu do pozostałych aktywności, ale dopiero po uporządkowaniu najważniejszej dla firmy działalności — tłumaczy dyrektor zarządzający A. Blikle. Ten rok firma ma szanse zakończyć na plusie na poziomie EBITDA po raz pierwszy od kilku lat. Tegoroczna sprzedaż sięgnie około 25 mln zł, a w trzy lata ma się podwoić.
— M.in. dzięki modyfikacji oferty udało nam się zatrzymać spadkowy trend sprzedaży w dotychczasowych lokalach, a wymieniliśmy jedną trzecią portfela, wprowadzając np. lżejsze produkty, poszukiwane przez młodszych konsumentów. Jedna czwarta przychodów pochodzi już z tych nowości, co utwierdza nas w przekonaniu, że to właściwy kierunek zmian — dodaje Michał Wólczyński.
Pączek w każdej firmie
Od grudnia ciastka firmy jeżdżą w pociągach Intercity.
— Obecność w Warsie traktujemy jako promocję marki, ale też jeden z elementów budowania drugiej nogi biznesu, czyli dostaw do kanału HoReCa i sprzedaży do firm. Chcemy, żeby wrócił zwyczaj, że żadna impreza firmowa nie może obejść się bez tortów czy pączków od Bliklego — mówi dyrektor. Cukiernie szerzej zagościły również w kilkunastu sklepach Piotr i Paweł, a rozmowy z kolejnymi sieciami trwają.
— W różnych rankingach jesteśmy rozpoznawani jako czołowa marka konsumencka, choć nasze wydatki na marketing są praktycznie równe zeru. Zestawiani jesteśmy w nich z Wedlem czy Grycanem, którzy rokrocznie inwestują w działania reklamowe. To pokazuje, jak wielki i niewykorzystany potencjał drzemie w szyldzie A. Blikle — twierdzi Michał Wólczyński.
OKIEM EKSPERTA
Solidna konkurencja
ANDRZEJ GANTNER, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności
Pod względem rozpoznawalności marka ma niewątpliwie duży potencjał, który powinien być przełożony na sieć sprzedaży, czego spółka nie potrafiła na razie w pełni wykorzystać. Dziś takie firmy muszą być obecne we wszystkich dużych centrach handlowych, czego A. Blikle nie doceniał. Wyrosła mu więc solidna konkurencja — przez ostatnie lata widać było silną ekspansję np. Grycana, który nie jest już tylko firmą sprzedającą lody i konkuruje z firmą Blikle również na polu kawiarni i cukierni. Spółka powinna też pomyśleć o odmłodzeniu marki, ale z wyraźnym podkreśleniem polskości, tradycyjności i naturalności produktów, czyli bardzo ważnych dla polskich konsumentów trendów.
Nowi właściciele
Na przełomie 2012/2013 r. w A. Blikle pojawił się inwestor finansowy — fundusz Vertigo. Wówczas firma zakończyła rok przychodami na poziomie 21,9 mln zł i stratą netto ponad 2,5 mln zł. Vertigo dziś jest już większościowym udziałowcem. Andrzej Blikle, który był kolejnym pokoleniem prowadzącym cukiernie, odciął się ostatnio od zmian wprowadzanych w firmie wpisem na profilu na Facebooku. Vertigo sprawy nie komentuje.
Słodko-gorzkie przetasowania
Cinnabon to niejedyny ostatnio przypadek znanej na świecie marki, która po zapowiedziach większego rozwoju nad Wisłą ostatecznie ustąpiła miejsca rodzimym pomysłom. Przedstawiciele spółki nie odpowiedzieli na nasze pytania, dlaczego znikają z kolejnych miejsc. Na facebookowym profilu cukierni w Katowicach piszą m.in. „chcemy dostarczać Wam ciastka najlepszej jakości, ale do tego potrzebujemy optymalizacji procesów. Bardzo chcemy wrócić do Warszawy i do Wrocławia i będziemy dążyć do tego, by nasze zniknięcie z tych miast było tylko tymczasowe”. Amerykańska marka, posiadająca na świecie ponad setkę punktów w ponad 30 krajach, jeszcze w połowie zeszłego roku miała otworzyć ósmy lokal w Polsce. Niedawno z budowania sieci zrezygnowała znana izraelska sieć kawiarni Aroma Espresso, a jej lokale zajęły m.in. krajowa pijalnia czekolady Mount Blanc i cukiernio-lodziarnia Sucre (również polski koncept). Jedyny lokal po sprawdzonym w Czechach pomyśle na punkty z kanapkami — Bageterie Boulevard, które widziały w Polsce miejsce na 200 placówek, zajęło Green Caffe Nero, warszawska sieć kawiarni.