Marzyli o 10 pojazdach, mają 320. Za to brakuje kierowców. Postawili na transport i spedycję. Dzisiaj to uznany międzynarodowy przewoźnik.
Siedemnaście lat temu pięciu panów postanowiło wykorzystać poluźnienie gospodarczych ograniczeń w Polsce. Dwóch braci zajmujących się transportem, radca prawny, pracownik z Hartwiga i drugi z Budimeksu założyli przedsiębiorstwo joint venture.
— Taka formuła była najkorzystniejsza ze względów podatkowych — przypomina Adam Rams, wiceprezes zarządu Grupy Delta Trans.
Tak powstała jedna z pierwszych prywatnych firm spedycyjnych w kraju, która zajęła się przewozami międzynarodowymi. Dziś Delta Trans Logistik oraz spółki Delta Trans Transporte i Delta Plus tworzą Grupę Delta Trans.
Dwa w jednym
Pierwszą siedzibą firmy był Chorzów. Mieli magazyn liczący 250 mkw. (dziś 25 tys. mkw.) i zatrudniali 30 osób (teraz — 720). Adam Rams przyznaje, że rozwój przedsiębiorstwa znacznie przerósł ich początkowe zamierzenia.
— Myśleliśmy o 10 pojazdach, a mamy ich 320 — mówi wiceprezes.
Do transportu i spedycji doszła działalność agencji celnych.
— Pamięta pani takie hasło reklamowe szamponu — dwa w jednym? My właśnie tak postępowaliśmy. Oferowaliśmy, że przywieziemy towar, odprawimy na granicy, a nawet złożymy gwarancję na należności celno-podatkowe — Rams tłumaczy, jak zdobywali klientów.
Jednego pozyskał w przestworzach. Dzisiaj Delta Trans wysyła po towar tego klienta prawie 100 samochodów tygodniowo.
— Wracałem samolotem z Paryża do Krakowa. Kiedy samolot zaczął schodzić niżej, mężczyzna siedzący koło mnie zaczął nerwowo zerkać przez okienko. Sądziłem, że obawia się lądowania. Zacząłem go uspokajać, że mamy dobrych pilotów. Okazało się, że międzynarodowy koncern wysłał go, aby znalazł miejsce pod budowę nowego zakładu. Tak się zaczęła nasza współpraca — opowiada Rams.
Firma miała 30 placówek na prawie wszystkich przejściach granicznych. Wejście Polski do UE ograniczyło działalność agencji celnych. Firma zwolniła wtedy 200 osób. Dziś Delta Trans posiada osiem oddziałów agencji celnych, ale nie mają już tak istotnego udziału w przychodach firmy.
Inwestycja w Lipinach
Po kilku latach magazyn w Chorzowie już nie wystarczał. Tym bardziej że przybywali kolejni klienci. Firmy motoryzacyjne oczekiwały rozwiązań logistycznych, magazynowania i dostaw zgodnie z zasadą just in time. Delta Trans się rozrastała. Przybywało samochodów. Brakowało miejsca. Był jeszcze dodatkowy aspekt, aby szukać innego miejsca. Hałas.
— Odkręcanie kół o pierwszej w nocy za pomocą klucza pneumatycznego nie należy do cichych czynności — opowiada Rams.
Kupili od upadającej firmy 20--hektarową działkę z bazą transportową w Lipinach. Ta dzielnica Świętochłowic miała dwie cenne zalety: atrakcyjną cenę oraz wszelkie pozwolenia na budowę kolejnej hali. To umożliwiło szybkie powstanie centrum logistycznego. Kilka magazynów, stacja diagnostyczna i dużo miejsca na dodatkowe składy.
Samochód w kontenerze
W ślad za wielkimi koncernami do Polski w połowie lat 90. zaczęły wchodzić zachodnie firmy spedycyjne.
— Zastanawialiśmy się, jak może utrzymać się taka firma jak nasza. Doszliśmy do wniosku, że tylko oferując jakość, potwierdzoną certyfikatami ISO, dodatkowe usługi oraz rozsądne ceny — mówi Rams. Ta strategia okazała się słuszna. Opinie klientów dały firmie w 2004 roku trzecie miejsce w rankingu branżowym. Obecnie oprócz przewozu towarów oferuje usługi magazynowania, konfekcjonowania, paletowania, etykietowania, mycie i naprawę opakowań zwrotnych. Nowoczesne rozwiązania informatyczne umożliwiają kontrolę stanu zapasów, a system GPS — pozycjonowanie pojazdów.
Na placu przed jednym z magazynów stoją fabrycznie nowe samochody osobowe w prawie wszystkich kolorach. W hali odbywają się demontaż i pakowanie do kontenera. W ten sposób auta jadą na Wschód. Tam, po drugiej stronie granicy podobna hala —i samochody stają z powrotem na kółkach. Dzięki temu przy jego sprzedaży obowiązuje niższy podatek, bo jest montowany na Ukrainie. Dobrze to znamy. W Polsce trochę wcześniej też stosowano ten system.
Kogo za kółko
Najbliższe plany? Ukończenie w Lipinach budowy magazynu do składowania materiałów niebezpiecznych, o powierzchni 10 tys. mkw. Kolejny krok to zwiększenie liczby pojazdów specjalistycznych do przewozu szkła oraz uruchomienie holenderskiego oddziału firmy.
— Osiągamy tam 10-15 proc. przychodów — wyjaśnia Adam Rams.
Problemy? Największy to brak kierowców i mechaników samochodowych — tak wielu ich wyjechało z Polski do krajów UE.
— Niewykluczone, że będziemy zatrudniać pracowników z Ukrainy czy Białorusi — mówi wiceprezes.
