W relacjach Polski z Ukrainą utrwala się dualizm

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-06-30 18:35

Po najnowszej eksplozji nacjonalizmu Ukraina straci hipotetyczny status specjalny na jej drodze do UE. Nie będzie mowy o żadnej przyspieszonej ścieżce negocjacyjnej czy ulgowym zamykaniu kolejnych rozdziałów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przetworzenie dorobku niedawnej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC — Ukraine Recovery Conference) w Gdańsku na konkrety w obszarze gospodarki potrwa nie miesiące, lecz lata. Wszystko oczywiście zależy od rozwoju sytuacji na froncie napastniczej wojny Rosji z Ukrainą, której choćby zamrożenie w formule przestrzeganego przez obie strony rozejmu — bo trwały pokój w ogóle nie wchodzi w grę — na razie jest mrzonką. Zdecydowanie szybciej rozwija się sytuacja na przeplatającej się z URC zupełnie innej polsko-ukraińskiej ścieżce skażonej od ponad miesiąca ostrą konfrontacją historyczno-wizerunkową. Po nadaniu przez Wołodymyra Zełenskiego imienia Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) jednostce specjalsów, wyjątkowo zasłużonej w wojnie obronnej Ukrainy przeciwko Rosji, Karol Nawrocki zrewanżował się odebraniem ukraińskiemu prezydentowi Orderu Orła Białego, co uruchomiło efekt kuli śnieżnej.

W Kijowie błyskawicznie postępuje procedura uchwalenia ustawy o wzniesieniu Ukraińskiego Panteonu Narodowego. Zebrane w nim zostaną wszystkie postaci, które przez tysiąc lat zapisały się na kartach idei niepodległości Ukrainy wielkimi literami. Pierwszy garnitur jest dosyć oczywisty — pewnikami do upamiętnienia w panteonie są np. XI-wieczny wielki książę Jarosław Mądry, XVII-wieczni hetmani kozaccy Bohdan Chmielnicki i Iwan Mazepa oraz również bezdyskusyjnie XX-wieczny polityk niepodległościowy Stepan Bandera. Lider Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której zbrojnym ramieniem była UPA, postrzegany jest współcześnie przez przeważającą część ukraińskich patriotów, zwłaszcza z bliskiej nam proeuropejskiej zachodniej Ukrainy, niczym u nas Józef Piłsudski. Na powojennej emigracji Stepan Bandera został zabity w 1959 r. przez agenta radzieckiego KGB w Monachium i tam spoczywa na leśnym cmentarzu. Planowana już od wielu lat ekshumacja wkrótce stanie się aktualna, jego prochy zapewne zostaną w wielkiej narodowej demonstracji złożone do nowego panteonu.

Zarysowuję perspektywę wydarzenia raczej nieuchronnego, które umocni negatywny zwrot w dwustronnych relacjach. Będzie się umacniał dualizm. Z jednej strony oczywista jest konieczność stałego wspierania Ukrainy, która dzięki niezłomnemu, okupionego ofiarami uporowi jest buforem chroniącym Polskę, czyli zarazem obszar Unii Europejskiej oraz Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), od bezpośredniej bliskości agresywnej Rosji na długiej granicy. Z drugiej — Ukraina po najnowszej eksplozji nacjonalizmu straci hipotetyczny status specjalny na drodze do UE. Nie będzie mowy o żadnej przyspieszonej ścieżce negocjacyjnej czy ulgowym zamykaniu kolejnych rozdziałów. W każdym razie żaden rząd Polski niezależnie od jego oblicza nie dołoży ręki do nadzwyczajnego złagodzenia dla Ukrainy kryteriów członkowskich, zatem proces akcesyjny może potrwać nawet kilkanaście lat.

Już za tydzień, 7-8 lipca, na szczycie NATO w Ankarze będą fizycznie dwaj skonfliktowani prezydenci. Karol Nawrocki będzie przewodniczył polskiej delegacji, a Wołodymyr Zełenski to gość zaproszony na część posiedzenia. Sekretarz generalny Mark Rutte potwierdził, że bezpieczeństwo Ukrainy pozostaje bardzo ważnym tematem w agendzie sojuszu. Moskwa nieustająco usiluje blokować integrację euroatlantycką Ukrainy i przedstawia ją jako marionetkowy kraj zależny od słabnącego wsparcia Zachodu. Prezydencki konflikt polsko-ukraiński został mocno nagłośniony przez Kreml, ponieważ idealnie wpisał się i wręcz potwierdził generalną tezę Władimira Putina, który uzasadnił rozpętanie w 2022 r. pełnoskalowej wojny sprawowaniem rządów w Kijowie przez faszystowską juntę. Oczywiście w Ankarze o sprawie upamiętniania UPA oraz odwetowego odebrania najwyższego polskiego orderu nikt nie wspomni. To nie czas i miejsce. Ciekawe natomiast, czy Karol Nawrocki i Wołodymyr Zełenski zamienią choćby dwa słowa, nie mówiąc o podaniu sobie rąk. Obstawiam, że raczej będą tak krążyli przy owalnym stole Rady Północnoatlantyckiej oraz w kuluarach szczytu, by wzajemnie pozostać dla siebie powietrzem.