A kto nam co zrobi?

Dawid Tokarz
opublikowano: 2004-02-06 00:00

Jeżdżą po kraju i robią w konia coraz to nowe ofiary. Bonnie & Clyde? Skąd! Para bezkarnych oszustów — przyznać trzeba — z pewną fantazją.

Połowa grudnia 2003 r. W znanej kancelarii prawniczej Małecki & Rychłowski (adwokaci broniący Lwa Rywina) ma się odbyć walne zgromadzenie udziałowców spółki BCB. Prawie wszystkie udziały należą do firmy Profilhaus Polska, kontrolowanej przez małżeństwo Adama N. i Annę S.-N. Wskutek wielu popełnionych wcześniej przestępstw, on ma dozór policyjny, za nią rozesłano listy gończe. O planach zwołania zgromadzenia dowiaduje się jeden z wielu wierzycieli państwa N. Zawiadamia policję. Próba zatrzymania małżeństwa kończy się fiaskiem.

— Okazało się, że oszukali także swoich byłych pełnomocników prawnych. Po tym, jak zakończyli współpracę z tą kancelarią, zaczęli wykorzystywać jej papier firmowy do uwiarygodniania swych interesów, a jej siedzibę — do fikcyjnych zgromadzeń udziałowców — mówi nasz informator, uczestniczący w tej akcji.

— Jako adwokat nie mogę nic na ten temat powiedzieć... — ucina rozmowę Marek Małecki, wspólnik w kancelarii Małecki & Rychłowski.

Tylko dozór

19 grudnia 2003 r. Prokuratura Okręgowa w Olsztynie kieruje do tamtejszego sądu rejonowego akt oskarżenia, dotyczący nieprawidłowości, związanych z bankructwem dużej firmy budowlanej — Energopolu Trade Olsztyn (ETO). Upadłość to wynik wyprowadzenia ze spółki najcenniejszego składnika jej majątku — osiedla mieszkaniowego, wznoszonego przy ul. Strumykowej na warszawskim Tarchominie.

— Zarzuty, dotyczące wyrządzenia szkody majątkowej na szkodę spółki ETO — w kwocie ponad 15,8 mln zł, działania na szkodę wierzycieli i poświadczenia nieprawdy w dokumentach przedstawiliśmy jej prezesowi Sławomirowi T. i prokurentowi Tadeuszowi A. Trzecia osoba — Marek K., prezes Emmersona, warszawskiej spółki, pośredniczącej w handlu nieruchomościami — jest podejrzany o pomocnictwo w tych przestępstwach — mówi Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

— Liczę, że sąd mnie uniewinni. Prokurator poszedł po linii najmniejszego oporu! Postawił przed sądem tych, co są pod ręką i stawiają się na każde wezwanie. A ci, którzy rzeczywiście odpowiadają za upadłość ETO, czyli państwo N., ukrywają się w najlepsze — i dlatego mają spokój. Moim jedynym błędem było, że nie sprawdziłem ich wiarygodności i uwierzyłem w ambitne plany, które przed nami roztaczali: nowe osiedla na Tarchominie i w Młocinach czy też apartamentowiec w Konstancinie — mówi jeden z oskarżonych.

— Prokurator, prowadzący sprawę, ma świadomość, że wydarzenia, które są przedmiotem aktu oskarżenia, odbywały się z inspiracji państwa N. Wydał nawet decyzję o postawieniu im zarzutów, ale musiał zawiesić postępowanie — ze względu na niemożność ustalenia miejsca ich pobytu. Wezwania, kierowane do Adama N., wracały z informacją, że pod danym adresem nikt taki nie mieszka; czasem przedstawiał on też jakieś lewe zwolnienia. Z Anną S.-N. — jeszcze gorzej: zupełnie wsiąkła. Mimo wszystko liczymy, że się znajdą — mówi Mieczysław Orzechowski.

Jednocześnie z decyzją o przesłaniu aktu oskarżenia do sądu, olsztyńska prokuratura wyłączyła część materiałów do odrębnych postępowań.

— Małżeństwo N. po osiągnięciu swego celu i przejęciu majątku, wyprowadzonego z ETO, „przy okazji” dokonało kilku innych przestępstw. Głównie były to oszustwa na szkodę i osób fizycznych, i kilku spółek (m.in. warszawskiego przedsiębiorstwa państwowego PBU Północ — chodzi o około 2 mln zł), a także urzędu skarbowego (nienależny zwrot VAT na kwotę prawie 0,5 mln zł). Sprawy te przekazaliśmy prokuraturom w Warszawie i Krakowie — kontynuuje Mieczysław Orzechowski.

— Gdyby rzeczywiście prokuratura chciała ich znaleźć, zrobiłaby to. Co chwilę przecież słychać o ich nowych i starych postępkach. Do mnie też próbowali trafić z podejrzanymi propozycjami, ale ich pogoniłem. Zamiast działać, prokurator woli wyłączyć dotyczące ich materiały i przekazać do innych prokuratur. Bo tak wygodniej! — nie kryje irytacji Tadeusz Grabowski, syndyk ETO.

Jeszcze w trakcie śledztwa Adam N. był w Olsztynie przesłuchiwany jako świadek. Przy tej okazji zatrzymano go na 7 dni w związku z innym postępowaniem, prowadzonym w Szczecinie, a dotyczącym wyłudzenia blisko 200 tys. zł z kart kredytowych. Szczeciński prokurator wystąpił o areszt, ale sąd się nie zgodził i zastosował inne środki zapobiegawcze: dozór policyjny i poręczenie majątkowe wysokości 50 tys. zł.

Proceder po procederze

O małżeństwie N. i ich udziale w doprowadzeniu do upadłości olsztyńskiej spółki pisaliśmy w „PB” w listopadzie 2002 r., zastanawiając się, dlaczego wielka spółka budowlana Energopol Trade (właściciel ETO) i Emmerson, renomowany warszawski pośrednik na rynku nieruchomości, zdecydowały się robić interesy z ludźmi, na których ciążyło wiele prokuratorskich zarzutów. Padały odpowiedzi: „powinniśmy być bardziej czujni, nie wiedzieliśmy, nie sprawdziliśmy”.

A my sprawdziliśmy: w samym tylko Szczecinie prokuratura już wtedy prowadziła kilka spraw, w których Anna S.-N. i Adam N. byli podejrzanymi. O wielokrotne oszustwa firm i osób fizycznych, o przywłaszczenie przedmiotów leasingu. On był pod dozorem policji, ona — poszukiwana listem gończym. A z naszych informacji wynikało, że śledztwa prowadziły też prokuratury w Częstochowie, Wrocławiu i Gdyni. Ówczesnych przestępstw państwo N. dokonywało pod szyldem firmy Profilhaus Polska i agencji reklamowej SG&R (jeszcze kilka lat temu organizatora turniejów i bali golfowych m.in. w podwarszawskim Rajszewie i pomorskim Kołczewie).

Owcześni współpracownicy państwa N. nie wspominali ich dobrze.

— Działali z rozmachem... Do czasu. Potem raptem zniknęli, zostawiając spore długi — mówił nam przedstawiciel First Warsaw Golf and Country Club.

Niemal identyczne zdania usłyszeliśmy od innych ludzi i przedsiębiorstw, którzy spotkali małżeństwo N. na swojej drodze. Poszukujący ich wierzyciele odchodzili sprzed drzwi siedzib kontrolowanych przez nich firm z kwitkiem. Nic dziwnego — zważywszy, że np. centrala Profilhaus Polska długo mieściła się w warszawskim hotelu Europejskim, a inne adresy też były fałszywe bądź nieaktualne.

Status quo

Minął z górą rok — i nic się nie zmieniło! Prokuratura i policja nadal nie mogą odnaleźć poszukiwanej Anny S.-N. Jeszcze bardziej kuriozalnie wygląda sytuacja z jej małżonkiem.

— Według moich informacji Adam N., zgodnie z życzeniem sądu, stawia się co tydzień na komisariacie policji w miejscu zameldowania — Częstochowie. Wystarczyłoby, by prokuratura z Olsztyna zapytała o niego swoje odpowiedniczki z innych miejsc w kraju, a dowiedziałaby się o tym i można by przedstawić mu zarzuty czy — ewentualnie — zatrzymać. Ale współpraca pomiędzy organami ścigania praktycznie nie istnieje! Każdy robi swoje, czyli stawia zarzuty i czeka, aż ktoś inny podejrzanych znajdzie. Wszędzie słyszę: „Wcześniej czy później wpadną!” — mówi z irytacją szef wywiadowni gospodarczej, działający na zlecenie wierzyciela państwa N.

Słowa te nie są pozbawione racji. Wystarczy powiedzieć, że kiedy przygotowywaliśmy ten tekst, zostaliśmy poproszeni przez prokuraturę z Olsztyna o dostarczenie informacji o tym, co w sprawie państwa N. robi prokuratura szczecińska!!! Mimo dziwaczności tej prośby, zrobiliśmy to. Mamy nadzieję, że pomogliśmy...

Pretensji, formułowanych pod adresem prokuratury, jest więcej.

— Dowiedziałem się, że całkiem niedawno małżeństwo N. mieszkało w Konstancinie. Zawiadomiłem o tym szczecińską prokuraturę — z prośbą, by sprawdziła, czy tam się jeszcze pojawiają, a jeśli nie — by zabezpieczyć ewentualnie jakieś dokumenty czy informacje, które dopomogłyby ich wreszcie zlokalizować. Minęło kilka tygodni — nic nie zrobiono! Skandal! — mówi Witold Migoń, prezes agencji obrotu wierzytelnościami Polfin.

Nawet ufundował nagrodę 10 tys. zł za pomoc w odnalezieniu małżeństwa N.

— Nieprawda! Sprawdziliśmy wiadomości pana Migonia, ale niczego nowego nie ustaliliśmy. Teraz za Anną S.-N. są wysłane dwa listy gończe, a jej małżonek Adam N. jest pod dozorem policji. Ale dwa akty oskarżenia przeciwko niemu są już w sądzie — i to sąd jest obowiązany do kontroli, czy stawia się on na policji. My tego nie wiemy. Przypominam też, że występowaliśmy o areszt dla niego, ale sąd zdecydował inaczej — mówi Anna Gawłowska-Rynkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Szef Polfinu podtrzymuje, że jego informacji nie sprawdzono. W Sądzie Rejonowym w Szczecinie dowiedzieliśmy się zaś, że nie ma żadnych informacji z policji, żeby Adam N. uchylał się od środka zapobiegawczego w postaci dozoru policyjnego. Czyli stawia się na komendzie policji w Częstochowie, a mimo to prokuratura z Olsztyna nie może go zlokalizować...

Nowe sprawki

Nam, podobnie jak organom ścigania, nie udało się dotrzeć do państwa N. Wszystkie ich telefony, będące w naszym posiadaniu, okazały się nieaktualne.

Ustaliliśmy jednak, że cały czas dokonują oszustw w całym kraju. Tylko w 2003 r. wzięli w leasing kilka samochodów z najwyższej półki: Volvo S40, Volvo S60, Renault Laguna i Mercedesa 400 S. Wykorzystali do tego spółki, które pojawiały się także wokół upadłego ETO — Platię Polska i BCB. Rat leasingowych oczywiście nie spłacili...

Przez kilka miesięcy oszukali też kilka polskich luksusowych hoteli — na łączną kwotę kilkuset tysięcy złotych. Na ich trasie znalazły się m.in. Belvedere w Zakopanem, Irena Eris Spa w Krynicy Zdrój, Mrongovia w Mrągowie...

— Wcześniej bywali naszymi gośćmi i rozliczali się ze wszystkiego. Niestety — za ostatni pobyt nie zapłacili — są nam winni ponad 30 tys. zł — informuje dyrektor hotelu Mrongovia.

— Przyjechali luksusowym mercedesem, byli bardzo pewni siebie, składali konkretne propozycje handlowe. Przedstawiali się jako szefowie filii szwajcarskiego potentata finansowego, zainteresowanego rzekomo inwestycjami hotelowymi. Sprawdziliśmy, że spółka o nazwie Platia Polska rzeczywiście istniała. Dopiero kiedy zaczęliśmy wysyłać monity o zapłatę, okazało się, że warszawska siedziba tej firmy to prywatne mieszkanie kogoś zupełnie nie związanego z tą firmą. Są nam winni prawie 50 tys. zł! — dorzuca kilka szczegółów przedstawiciel innego hotelu.

Właściciele hotelu Belvedere w Zakopanem zawiadomili nawet o popełnieniu przestępstwa tamtejszą prokuraturę. Jak się dowiadujemy — prowadzi już ona „czynności, które mają doprowadzić do ujęcia sprawców oszustwa”.

Dotychczasowe przygody i doświadczenia, związane z poszukiwaniem państwa N. przez prokuratury w innych miejscach kraju nie nastrajają optymistycznie. Swoje zrobiła też decyzja szczecińskiego sądu z zeszłego roku, który w stosunku do Adama N.: zadowolił się poręczeniem majątkowym, nie uznając za celowe umieszczenia go w areszcie.

Dlatego strzeżcie się biznesmeni, bo jutro małżonkowie N. mogą zapukać do waszych drzwi. A potem? Szukaj wiatru w polu!

Chyba że zdarzy się cud i parę instytucji przyłoży się wreszcie do roboty. Razem — a nie z osobna.