Powszechnie zadawanemu pytaniu o szanse uzyskania przez rząd premiera Marka Belki wotum zaufania towarzyszy przekonanie, że jeśli Sejm powie NIE — to już koniec i prezydent rozpisze przedterminowe wybory. Nic z tych rzeczy! Matka Konstytucja wytyczyła w takich razach drogę przez mękę.
Już w piątek 14 maja mogą dziać się w Sejmie rzeczy, o których się filozofom nie śniło. Nie chodzi o exposé programowe premiera i dyskusję nad nim, lecz o głosowanie. Do uchwalenia wotum zaufania wcale nie potrzeba aż 231 głosów — w tym wypadku większość bezwzględna liczona jest od posłów obecnych na sali (a dokładniej — naciskających guziki) i przy najmniejszej dopuszczalnej frekwencji 230 posłów wystarcza zaledwie ich 116 głosów. A to zmienia sytuację...
Jeśli Rada Ministrów nie otrzyma jednak wotum zaufania, to będzie nadal działała — ale tylko jako administrator — natomiast inicjatywę przejmie Sejm. Czy podzielona izba ma szanse wyłonić premiera bardziej akceptowalnego niż Marek Belka? Jeszcze niedawno wszystkie oczy zwracały się ku Józefowi Oleksemu, ale poszedł on między marszałki i chyba ta funkcja mu się spodobała. Na swoje pięć minut liczą w tej sytuacji ludowcy, gotowi o każdej porze doby zgłaszać Janusza Wojciechowskiego — jednak casus Waldemara Pawlaka z roku 1992 nie ma szans na powtórkę.
Gdy Sejm po dwóch tygodniach kłótni skapituluje, inicjatywa wróci do prezydenta. Jest oczywiste, że natychmiast zostanie ponownie powołany rząd Marka Belki, który zwróci się do Sejmu o wotum zaufania. Istnieje jednak zasadnicza różnica — za trzecim podejściem wystarcza zwykła większość, czyli teoretycznie JEDEN głos popierający rząd, przy 459 wstrzymujących się...