A mury rosną, rosną, rosną...

opublikowano: 23-08-2021, 20:00

W ostatniej zwrotce kultowych „Murów” Jacek Kaczmarski postawił gorzką tezę przytoczoną w tytule.

Widowni pragnącej ich runięcia taka fraza końcowa nie pasowała, więc ją zaklaskiwała lub przerabiała „A murów nie ma, nie ma, nie ma...”. Historia jednak wciąż potwierdza, że bard pokolenia Solidarności miał rację. Notabene tekst napisał w 1978 r. do oryginalnej pieśni Lluísa Llacha „L’Estaca”, przy czym po katalońsku to wcale nie mur, lecz pal lub pika.

Na wszystkich kontynentach murowanie granic ma się doskonale i kreatywnie rozwija. Wobec dramatycznej ewakuacji NATO z Afganistanu nagle również w Polsce stało się inwestycją bardzo pilną, zapoczątkowaną w formie zasieków. Koło historii wykonuje obrót, albowiem w naszym regionie Europy symbolem przemian stało się w 1989 r. właśnie cięcie granicznych drutów kolczastych i rozbijanie murów. Akurat PRL ich nie znała, ponieważ była otoczona trzema bratnimi państwami Układu Warszawskiego. Obecnie sąsiadów mamy siedmiu, z tego czterech swojaków ze strefy Schengen (Niemców, Czechów, Słowaków i Litwinów), natomiast granice z trzema (Rosjanami, Białorusinami i Ukraińcami) to zarazem kresy UE i NATO. Podczas imigracyjnego tsunami w 2015 r. problem napływu mas ludzkich z Azji czy Afryki bezpośrednio nas nie dotknął ze względu na osłonięcie kilkoma państwami buforowymi. Teraz jednak Aleksander Łukaszenko — uruchamiając biznes reeksportu pośredniego imigrantów do UE — spowodował, że odcinek polsko-białoruski nagle stał się frontowy.

Najpotężniejszym w dziejach świata klasykiem gatunku jest mur chiński z XV wieku. Jego efektywność obronna okazała się jednak niska, zwłaszcza po zmianach granicznych. Współcześnie najsłynniejszy i najważniejszy politycznie był oczywiście mur rozcinający Berlin w latach 1961-89. Nocą 12/13 sierpnia 1961 r. stanęły jedynie zasieki, prawdziwa budowa i umacnianie trwały przez wiele późniejszych lat. Doświadczenia inwestycyjne i eksploatacyjne towarzyszy z NRD mogą zostać obecnie wykorzystane przez władców zarówno Polski, jak też innych czujących zagrożenie państw. Mariusz Błaszczak, nasz minister infrastruktury, pardon, obrony, ogłosił wzmocnienie prowizorki solidnym, zasiekowym płotem o wysokości 2,5 metra. Projekt wygląda na rozwojowy — idąc przetartą ścieżką berlińską, będzie można dodać samostrzelne stanowiska karabinów maszynowych, potem rozciągnąć wielokilometrowe prowadnice, wzdłuż których biegałyby owczarki alzackie, etc. Na razie konstrukcję zapożyczamy od bratnich Węgier, czyli know-how zostaje w Grupie Wyszehradzkiej. Generalnie jednak aż się prosi murowo-zasiekowa standaryzacja, uregulowana unijnym rozporządzeniem.

Dla Polski na granicy z Białorusią wzorcem będzie ten 2,5-metrowy podwójny płot z drutem kolczastym, wzniesiony przez Węgry już pięć lat temu na granicy z Serbią.
Laszlo Balogh / Reuters / Forum

W tym kontekście szkoda, że zamroziliśmy relacje z Izraelem. Żydowskie państwo od 2000 r. wzniosło odcinkami betonowy mur bardziej nowoczesny od berlińskiego — co prawda pojedynczy, lecz wyższy, a przede wszystkim bardzo głęboko rozbudowany pod ziemią w celu uniemożliwienia podkopów. Palestyńczycy po swojej stronie muralami przypominają żydowskie getta z drugiej wojny światowej, ale takie nawiązanie Izrael wyłączył z dziedzictwa Holokaustu. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości oraz Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w 2004 r. uznały bardzo kosztowną inwestycję za sprzeczną z prawem międzynarodowym, ale Sąd Najwyższy Izraela (wydający także werdykty konstytucyjne) orzekł, iż właśnie jest jak najbardziej zgodna. Tę ciekawostkę przypominam na wszelki wypadek, gdyby kiedyś zamurowanie granicy Polski z Białorusią stało się przedmiotem sporu między Trybunałem Sprawiedliwości UE a naszym Trybunałem Konstytucyjnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane