Telenowela "Co zrobić z publicznymi mediami" trwa i ma się nieźle. Trwa zażarta dyskusja, ale nie o tym, jak publiczne media mają wyglądać, by na tę nazwę zasłużyć. Politycy dyskutują o tym, czym zastąpić abonament. Lewica chce odpisu od podstawy opodatkowania, Platforma Obywatelska się nie zgadza, bo zdaniem tej partii byłby to abonament, tyle że pod inną nazwą i że tak czy tak zapłacą podatnicy. PO zdaje się wierzyć w finansowe dzieworództwo, że pieniądze biorą się znikąd. Jeżeli zakładamy, że media zwane publicznymi mają być finansowane z pieniędzy publicznych — a tej zasady zdaje się PO nie kwestionuje — to tak czy owak zapłacą podatnicy. Część podatku VAT od działalności medialnej też została wpłacona przez podatników. Spór jest więc jałowy.
Finansowanie mediów publicznych to sprawa istotna, ale w gruncie rzeczy techniczna. To, czy pieniądze będą pochodziły z jednego, czy z drugiego podatku ma trzeciorzędne znaczenie, pod warunkiem że wymyślony przez polityków sposób zapewni w miarę stabilny dopływ gotówki. Czy media będą rzeczywiście publiczne, zależy od tego, jak te pieniądze zostaną wykorzystane.
Politycy łatwo stają się niewolnikami swoich wyborczych pomysłów. Platforma tak się przywiązała do likwidacji abonamentu, że odejście do tego pomysłu uznaje za na tyle niehonorowe, że wyklucza dyskusje na ten temat. Dla innych partii ustępstwa to też plama na honorze. W efekcie coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz, że problem z finansowaniem mediów publicznych rozwiąże się sam.
Adam Sofuł