Absurdalność pytania dyskwalifikuje referendum

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-05-07 18:30

Jedynym naprawdę zrozumiałym każdemu, uczciwym i oczywistym co do następstw było pytanie zadane Polakom w 2003 r. w referendum akcesyjnym.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Po ogłoszeniu 3 maja przez Karola Nawrockiego planu zastąpienia do 2030 r. obecnej Konstytucji RP jakąś nową wersją stawiałem w komentarzu pytanie, jak prezydent wyobraża sobie przeprowadzenie tego proceduralnie. W wyborach w październiku 2027 r. żadna opcja polityczna nawet w koalicji nie ma przecież szans na zdobycie w Sejmie co najmniej dwóch trzecich miejsc, czyli nominalnie 307 z 460. W związku z tym uchwalenie nowej konstytucji w trybie wymaganym przez tę obowiązującą jest z definicji wykluczone. Zarysowałem wtedy karkołomną i hipotetyczną możliwość, że wyprodukowany przez siebie tekst nowej ustawy zasadniczej Karol Nawrocki zechce przedłożyć nie parlamentowi, lecz… bezpośrednio narodowi do zatwierdzenia w referendum. Istnieje tylko prawny drobiazg, otóż zarządzenie przez prezydenta referendum wymaga zgody Senatu, w tym wypadku chodziłoby o skład izby wybrany na kadencję 2027-2031.

Na razie Karol Nawrocki postanowił przeprowadzić referendalne rozpoznanie bojem z Senatem w obecnym składzie. Z zaskoczenia skierował do izby projekt swojego postanowienia o zarządzeniu na niedzielę, 27 września 2026 r., referendum ogólnokrajowego z krótkim pytaniem „Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Na karcie do głosowania miałyby zostać umieszczone również tzw. wyjaśnienia przedstawiające punkt widzenia Karola Nawrockiego na politykę klimatyczną Unii Europejskiej, czyli na Zielony Ład, ETS etc. Koszty tej polityki dla Polski do 2040 r. zostały oszacowane w prezydenckich wyjaśnieniach na 3500 mld zł.

Pytanie referendalne jest absurdalne, ponieważ w ogóle zostało w nim pominięte… czyjaż to wraża polityka! W związku z tym relacja udzielonych przez obywateli Polski odpowiedzi TAK do NIE jest z definicji pustką prawną. Konstytucja RP stwierdza, że jeżeli frekwencja przekroczy połowę uprawnionych, to „wynik referendum jest wiążący”. Przy bardzo naiwnym założeniu, że próg frekwencyjny zostałby 27 września przekroczony, naturalne jest pytanie, w jaki sposób pominięci w pytaniu autorzy polityki mieliby poczuć się związani wynikiem polskiego głosowania. Pewne wskazówki znajdują się dopiero w wyjaśnieniach. Jeśli większość odpowiedzi byłaby na TAK, to udzielilibyśmy zgody na kontynuowanie unijnego zła klimatycznego. Jeśli więcej byłoby jednak krzyżyków NIE, oznaczałoby to „zobowiązanie właściwych organów państwa, w ramach posiadanych przez nie kompetencji” do aktywnego działania na rzecz zawrócenia UE z kursu klimatycznego, wynegocjowania dla Polski wyjątków i zwolnień oraz wprowadzenia systemu finansowej ochrony Polski przed skutkami wspomnianej w pytaniu polityki.

Po wojnie odbyło się w Polsce już siedem referendów, o bardzo różnym charakterze. W PRL ludność głosowała dwa razy – 1946 i 1987, natomiast w III RP pięć – 1996, 1997, 2003, 2015 i 2023. Niezależnie od bardzo zróżnicowanych, często pogmatwanych celów politycznych organizatorów tych głosowań ich wspólnym ciężkim grzechem była sama fatalna treść niezrozumiałych i tendencyjnych pytań. Jedynym naprawdę zrozumiałym każdemu, uczciwym i oczywistym co do następstw było pytanie „Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”, zadane Polakom w 2003 r. Na drugim miejscu znajduje się „Czy jesteś za przyjęciem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe w dniu 2 kwietnia 1997 r.?”, przy czym sam przedmiot tej alternatywy z 1997 r. także był jasny, ale referendum skażone było generalną nieznajomością konstytucji mimo rozesłania przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego do wszystkich wyborców broszurki z tekstem. Natomiast wszystkie inne pytania w pozostałych pięciu referendach były po prostu bełkotem – to określenie bardzo celne, chociaż pejoratywne, zgodnie ze słownikiem jezyka polskiego oznacza tekst/mowę niezrozumiałą i niewyraźną.

Cały powyższy wywód jest wyłącznie teoretyczny, w realu właściwie nie ma sensu. Żadnego referendum klimatycznego nie będzie, prawdopodobieństwo uzyskania przez Karola Nawrockiego zgody Senatu pod wodzą Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wynosi zero. Notabene wypada przypomnieć, że różne składy Senatu odrzucały referendalne pomysły Andrzeja Dudy. Na samym początku kadencji w 2015 r. była to jeszcze izba pod wodzą PO, natomiast w 2018 r. rozkaz odrzucenia zamiaru prezydenta wydał Senatowi w rękach PiS osobiście Jarosław Kaczyński.