To dzięki "PB" światło dzienne ujrzała sprawa wykorzystania informacji poufnych z PGNiG przez maklerów i doradców.
Pracownik pionu relacji inwestorskich PGNiG, a także osiemnastu maklerów i doradców z siedmiu firm inwestycyjnych — to główne postaci afery, dotyczącej wycieku informacji poufnych z gazowej spółki. "Rzeczpospolita" nazywa dochodzenie w tej sprawie największym w dziejach polskiego rynku kapitałowego.
— Postępowania administracyjne wobec maklerów i doradców mogą potrwać co najmniej kilka miesięcy. Grozi im odebranie uprawnień do wykonywania zawodu — mówi Łukasz Dajnowicz z biura prasowego Komisji Nadzoru Finansowego.
Postępowanie prowadzi prokuratura, a nieuczciwym finansistom grodzi grzywna do 5 mln zl i do 5 lat więzienia.
100 mln zł mniej
Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki informacjom, podanym przez portal pb.pl 6 sierpnia ubiegłego roku zaraz po tym, jak kurs PGNiG gwałtownie spadł w drugiej części sesji giełdowej. Towarzyszyły temu bardzo wysokie obroty. Nasi rozmówcy — maklerzy i analitycy — przyznali, że to pokłosie plotek na rynku, mówiących o tym, że spodziewany wynik spółki za drugi kwartał 2008 r. będzie znacznie odbiegał od konsensusu rynkowego. Jeden ze specjalistów powiedział wprost, że będzie to 100 mln zł mniej.
Wystarczył jeden telefon
KNF i prokuratura ustaliły, że informacja dotycząca wyników PGNiG została przekazana ze spółki przez pracownika departamentu relacji inwestorskich pracownikowi jednej z firm inwestycyjnych w rozmowie telefonicznej. Później informacja błyskawicznie się rozeszła, a w efekcie kilka instytucji rozpoczęło sprzedaż papierów gazowego potentata.
— Urząd ustalił, że większość sprzedających akcje spółki stanowili inwestorzy instytucjonalni z czterech grup finansowych, z tego 73 proc. łącznego wolumenu sprzedaży stanowiły transakcje na rachunkach jednej grupy finansowej — podaje KNF.
Według "Rz", dwie z tych instytucji to fundusze z grupy ING i PZU.
Kamil Zatoński