Agenci zapłaczą po Belce

Paulina Sztajnert
opublikowano: 2006-02-13 00:00

Planowana likwidacja podatku Belki i od spadków może utrudnić życie ubezpieczycielom. Na szali leżą nawet 2 mld zł.

Coraz częściej rząd wspomina o zmniejszeniu obciążeń podatników. Pod nóż pójść ma np. podatek od zysków kapitałowych oraz od spadków i darowizn. Realizacja tych planów, paradoksalnie, może uderzyć w rynek ubezpieczeń.

— Podatki dają ubezpieczycielom pewne argumenty przy sprzedaży polis. Ich odebranie może się negatywnie odbić na rynku — mówi Bogusław Sosnowski, prezes Finlife TUnŻ.

Oferta firmy zostałaby uszczuplona o tzw. polisy antypodatkowe, a więc krótkoterminowe ubezpieczenia na życie i dożycie.

— Ich sprzedaż rozwinęła się dynamicznie po wprowadzeniu podatku od zysków kapitałowych. Banki oferują je wspólnie z ubezpieczycielami jako wolną od podatku alternatywę dla depozytów. Zniesienie go podważyłoby sens ekonomiczny takich produktów — mówi Adam Horosz, wiceprezes spółek ubezpieczeniowej grupy Europa.

Uszczerbek byłby niemały.

— Przypis z tego typu polis szacuje się na 2 mld zł rocznie. Spółki, które specjalizują się w ich sprzedaży, musiałyby liczyć się z utratą udziału w rynku. Nie sądzę jednak, by ucierpiała na tym rentowność — ocenia Krzysztof Rosiński, wiceprezes PZU Życie.

Sporo składek z polis antypodatkowych zbierają m.in. Finlife, Nordea Życie, MetLife, Europa Życie i Gerling Życie.

Firmy ubezpieczeniowe mogą odczuć także likwidację podatku od spadków i darowizn. Daje on ważny argument agentom ubezpieczeniowym sprzedającym polisy. Oszczędności odziedziczone w ramach wypłaty z polisy są bowiem zwolnione od podatku. To, co boli ubezpieczycieli, cieszy resztę zainteresowanych.

— Obywatele tylko zyskają, ubezpieczyciele zmuszeni zostaną do stworzenia nowych produktów i mocniejszej walki o klienta — uważa Ireneusz Jabłoński, ekspert Centrum A. Smitha.