Agnieszka Radwańska:MS Word wie najlepiej

WK
opublikowano: 2009-10-30 00:00

Dziecko z takiej rodziny jak Radwańscy nie ma wyboru — musi zostać sportowcem. Dziadek, znany hokeista, ojciec — tenisista, no i trener. Gdyby nawet Agnieszka nie miała talentu do tenisa, i tak grałaby dobrze. Ale go ma. Dlatego po prostu musiała zostać gwiazdą.

Ci, którzy nie interesują się tenisem, zwracają uwagę głównie na polskie nazwisko wymieniane w światowej czołówce zawodniczek i na kwoty trafiające na konto Agnieszki po kolejnych zwycięstwach. Ci, dla których tenis jest religią, liczą punkty zdobywane w turniejach WTA, opłakują porażki, częściej cieszą się ze zwycięstw i czekają na następne. Wszak od czasów Wojciecha Fibaka nikt z Polaków nie zaszedł tak wysoko w światowych rankingach. Tymczasem ledwie dwudziestoletnia dzisiaj Agnieszka od dzieciństwa jeździ z turnieju na turniej i z turnieju na turniej staje się mocniejsza…

Krakowianka. Ale pierwsze lata życia spędziła w Niemczech — tata był trenerem w klubie Gruen-Gold Gronau. Tam jako sześciolatka wygrała swoje pierwsze, dziecięce jeszcze, zawody. Wróciła z rodzicami i młodszą o dwa lata siostrą Ulą do Polski. I trenowała, trenowała, trenowała. Przyszły pierwsze laury w turniejach juniorów. Najpierw w kraju i nie od razu te największe. W 2003 r. była druga w Zabrzu, rok później nie dała już tam szans przeciwniczkom. Wygrała też w Gdyni.

Przełom w karierze przyniósł rok 2005. Już z licencją profesjonalistki w kieszeni szesnastolatka z Krakowa wygrała juniorski turniej w Wimbledonie. Rok później przyszedł triumf we French Open — kolejnym turnieju zaliczanym do wielkiego szlema. I jeszcze nagroda WTA za debiut roku. To był sezon! W jego trakcie Radwańska awansowała o 324 miejsca — na 57. pozycję w rankingu WTA.

Sezon 2007 zaczęła średnio. Dobre występy w licznych turniejach, wysokie miejsca, ale żadnych zwycięstw. Na dodatek kontuzja stopy. Dopiero w sierpniu w Sztokholmie pierwsze zwycięstwo w turnieju WTA. Wcześniej nie dokonała tego żadna Polka. Pokonując Rosjankę Wierę Duszewiną, Radwańska awansowała na 33. miejsce w rankingu. Dwa tygodnie później wskoczyła jeszcze "oczko" wyżej.

Rok 2008 to już seria sukcesów. Pattaya Women's Open to drugi wygrany turniej WTA. Miał co prawda najniższą — czwartą kategorię, ale okazał się tylko rozgrzewką przed kolejnymi sukcesami. Następny był — również wygrany — Qatar Total Open, turniej pierwszej kategorii, najlepszy występ Radwańskiej w turniejach WTA. Później jeszcze zwycięstwo w Istanbul Cup 2008 i w International Women's Open. Dzięki temu Radwańska wspięła się na 11. pozycję w rankingu WTA. A był to rok wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Na jej koncie uzbierał się okrągły milion dolarów z nagród.

Sezon 2009 to dla młodej krakowianki ponad dwadzieścia turniejów. Większość zakończona na wysokich miejscach. Skrupulatnie gromadzone punkty pozwoliły Agnieszce wejść pod koniec sezonu do pierwszej dziesiątki zawodniczek w rankingu WTA. I jeszcze poprawić stan konta. Wszystko to jednak przypłaciła wielkim wysiłkiem. Czasami bólem. Najpierw dolegliwości kręgosłupa, później kontuzja dłoni…

Mimo to Agnieszka do końca walczyła o wejście do ósemki, co uprawnia do gry w kończącym sezon turnieju mistrzowskim. Nie udało się. I co z tego? W czasach komputeryzacji za naprawdę popularną uznaje się osobę, której nazwiska nie podkreśla edytor tekstów MS Word. Według tych kryteriów do niedawna spośród Polaków tylko Wojciech Fibak był tenisistą światowej klasy. Tymczasem Agnieszka ma dopiero 20 lat, a jej nazwisko już ponad dwa lata temu uwolniło się od czerwonego podkreślenia. Czyli, że już weszła do historii światowego tenisa, co swoim autorytetem poświadcza Microsoft.