AJENCI PR OTESTUJĄ PRZECIW POSTĘPOWANIU SHELLA

Mariusz Zielke
07-01-2000, 00:00

AJENCI PR OTESTUJĄ PRZECIW POSTĘPOWANIU SHELLA

W trybie natychmiastowym koncern zrezygnował z usług czterech warszawskich małżeństw zarządzających stacjami

Konflikt ajentów stołecznych stacji benzynowych z firmą Shell, dotyczący restrukturyzacji systemu zarządzania obiektami, osiągnął swoje apogeum w kwietniu 1999 roku. Wówczas warszawscy dzierżawcy wypowiedzieli umowy i nie odprowadzili utargów do kasy Shella. Odpowiedź koncernu były błyskawiczna — cztery małżeństwa prowadzące stacje straciły pracę.

W listopadzie „PB” poinformował o zmianach organizacyjnych na stołecznych stacjach paliwowych Shella. Dotychczas obiekty te były kierowane na zasadach umów ajencyjnych przez pary małżeńskie, które otrzymywały za swoją pracę prowizję od obrotów. Nowa forma przewiduje dla kierowników stałe, miesięczne wynagrodzenie. Jednocześnie, rekrutując szefów stacji, Shell nie poszukuje już małżeństw, tylko osób z doświadczeniem w handlu. Według Williama Kozika, dyrektora ds. sprzedaży firmy Shell, nowe zasady mają uzdrowić stosunki pomiędzy ajentami a koncernem, które od pewnego czasu są coraz bardziej napięte.

Narastający konflikt

Od początku działalności w Polsce Shell konsekwentnie powierzał kierowanie wszystkimi swoimi punktami małżeństwom. Do 1999 r. w całym kraju powstało 88 tego typu interesów rodzinnych. Wszystko układało się w miarę dobrze do października 1998 r., kiedy to zaczęły krążyć pogłoski o planowanej restrukturyzacji zarządzania stacjami.

— Kiedy rozpoczynaliśmy współpracę z Shellem, obiecywano nam długoterminowy rodzinny interes na zasadach partnerskich. Szybko okazało się jednak, że rozumienie partnerstwa przez firmę Shell zupełnie nie pokrywa się z naszymi wyobrażeniami — żalą się Anna i Jacek Nalberczak, byli kierownicy stacji Shella przy ulicy Stawki w Warszawie.

Lista zarzutów ajentów pod adresem macierzystej firmy obejmuje m.in. złą lokalizację stacji, brak koordynacji działań ze strony centrali, opóźnione reakcje na petycje ajentów w sprawach technicznych i organizacyjnych oraz niekompetencję koordynatorów regionalnych.

— Wielokrotnie próbowaliśmy zorganizować spotkanie z dyrekcją w celu omówienia zasad współpracy. Na nasze prośby odpowiadano lakonicznie i lekceważąco, strasząc natychmiastowym wypowiedzeniem umów — twierdzą ajenci z Warszawy.

W marcu 1999 r. Shell wysłał do ajentów pismo zawierające treść deklaracji, na mocy której „Partnerzy-zleceniobiorcy zrzekają się wszelkich praw zagwarantowanych w dotychczasowym kontrakcie”, zawartym pomiędzy danymi spółkami i Shell Polska. Nowe warunki zamiast prowizji przewidywały wynagrodzenie brutto w formie ekwiwalentu wysokości 1000 USD miesięcznie i miały obowiązywać do czasu zakończenia prac nad nową umową. Suma ta mogła być pomniejszona o wydatki nie zaakceptowane przez Shella.

— O treści nowej umowy nie chciano z nami rozmawiać. Warunki określone w deklaracji były zaś dla nas bardzo niekorzystne. Tzw. wydatki nie zaakceptowane to straty w wyniku kradzieży, które na stacjach zdarzają się nagminnie. Teoretycznie mieliśmy zarobić około 4200 zł, praktycznie mogliśmy nic nie zarobić lub wręcz być narażeni na straty — uważają Joanna i Janusz Pietrzakowie, ajenci stacji przy ulicy Powsińskiej.

Protest partnerów

Żaden z warszawskich punktów deklaracji tej nie podpisał. 15 kwietnia 1999 r. Shell wykonał kolejny ruch, nakazując ajentom odejście od dotychczasowego systemu samoobsługi stacji i świadczenie usług na podjeździe. Firma argumentowała to koniecznością podniesienia jakości obsługi.

— Jakość obsługi klientów na stacjach Shell to dla nas sprawa podstawowa — uzasadnia William Kozik.

Zdaniem ajentów, nakaz Shella był nie do przyjęcia. Zobowiązanie miało zostać wykonane „z pomocą pracowników zatrudnionych obecnie przez Zleceniobiorcę”. Ajenci potraktowali to zalecenie jako kolejne uderzenie w nich samych, a dokładniej w ich prowizje. Twierdzą, że obciążając dodatkowymi zadaniami pracowników, musieliby podnieść ich pensje kosztem własnych dochodów.

— Gdybyśmy zastosowali się do zaleceń Shella, naruszylibyśmy przepisy kodeksu pracy — dodaje Janusz Pietrzak.

26 kwietnia wszyscy warszawscy ajenci Shella złożyli wypowiedzenia „Umowy o Świadczenie Usług na Stacji Benzynowej” z półrocznym okresem wypowiedzenia. Ajenci przyznają, że próbowali wywrzeć presję na centralę. Uważają, że działali w dobrej wierze.

— Zarówno przed, jak i po wypowiedzeniu próbowaliśmy dojść do porozumienia z Shellem. Niestety, na nasze apele nikt nie reagował. Otrzymywaliśmy natomiast pisma podające w wątpliwość naszą rzetelność — oświadczają ajenci.

Zajęte należności

Wśród ajentów pojawiły się przypuszczenia, że Shell przygotowuje grunt do zwolnień dyscyplinarnych. Warszawskie stacje zajęły należności za towary Shella na poczet dokonanych nadpłat i przyszłych roszczeń. Koncern zareagował natychmiastowymi wypowiedzeniami umów czterem stacjom.

— Tego samego dnia przedstawiciele Shella pojawili się wraz z ochroną i brutalnie wyrzucili nas ze stacji. Tak skończyło się nasze marzenie o rodzinnym interesie — wyznają Agnieszka i Andrzej Lewaszkiewiczowie, byli ajenci stacji Shella w Pruszkowie.

— Ajenci, którzy nie odprowadzali do firmy Shell utargów ze stacji, stracili nasze zaufanie zarówno jako partnerzy handlowi jak i osoby, które mogą obsługiwać klientów pod znakiem Shell. Dlatego umowy z nimi zostały wypowiedziane w trybie natychmiastowym — komentuje William Kozik.

Wyrzuceni ze stacji ajenci nie mogą jednak zrozumieć, dlaczego Shell nie zwolnił innych uczestników akcji. Kierownicy czterech pozostałych stołecznych stacji wycofali swoje wypowiedzenia. Do stycznia 2000 r. będą funkcjonować na dotychczasowych warunkach. Potem kontrakty zostaną renegocjowane.

SZANSA NA SUKCES: Uwierzyliśmy „największemu koncernowi paliwowemu na świecie”, że związek z nim jest naszą wielką szansą. Obietnice były olbrzymie. Niestety, na nich się skończyło — mówią Joanna i Janusz Pietrzakowie, do niedawna ajenci warszawskiej stacji przy ul. Powsińskiej. fot. MP

KWESTIA ZAUFANIA: Shell musi świadczyć klientom usługi na wysokim poziomie. To zobowiązanie nie może być realizowane przez ludzi, którzy nadużyli zaufania firmy— mówi William Kozik, dyrektor ds. sprzedaży firmy Shell. fot. MP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / AJENCI PR OTESTUJĄ PRZECIW POSTĘPOWANIU SHELLA