Szybszy wzrost gospodarczy oraz efektywne wykorzystanie unijnych środków przyczynią się do obniżenia stopy bezrobocia w Polsce — twierdzą krajowi urzędnicy. Za przykład podają doświadczenia poprzednich kandydatów.
Urzędnicy resortu gospodarki, pracy i polityki społecznej oraz Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej nie mają wątpliwości, że integracja z Unią stwarza większe szanse na efektywną walkę z bezrobociem. Powołując się na analizy makroekonomiczne dowodzą, że w porównaniu ze scenariuszem bez akcesji wzrost gospodarczy w latach 2004--14 będzie wyższy o ponad 10 pkt proc. W związku z tym poziom zatrudnienia w 2014 r. będzie wyższy, a poziom bezrobocia niższy o ponad 0,8 mln osób. Zasadniczy przyrost miejsc pracy, i co się z tym wiąże — spadek poziomu bezrobocia przypadnie jednak na 2008 r.
– Także napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), w tym z tzw. krajów trzecich oraz zmiany w strukturze handlowej po integracji pomogą w walce z bezrobociem. Tak stało się w Hiszpani i Portugalii, gdzie zaraz po integracji bezrobocie spadło o kilka proc., a wzrosło (w Hiszpanii z 16 do 23 proc.) dopiero po kilku latach, i to na skutek kryzysu światowego — podkreśla Maciej Duszczyk z UKIE.
Analitycy szacują, że po integracji napływ BIZ sięgnie 9-10 mld USD rocznie.
— Ponieważ możliwości prywatyzacyjne w dużej części się wyczerpały, dlatego duża część tych inwestycji będzie budowana od podstaw. To oznacza stworzenie kolejnych kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy — mówi Maciej Duszczyk.
Kolejni pracownicy ulokują się na stopniowo otwieranych rynkach UE. Co roku trafi tam ich około 100 tys. Natychmiastowe otwarcie swoich rynków zadeklarowały już m.in. Wielka Brytania, Dania, Szwecja, Holandia oraz Irlandia.
Tymczasem, jak zauważa Janusz Grzyb z resortu gospodarki i pracy, do Polski napływa coraz więcej ofert pracy z byłych krajów WNP, głównie z Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Dlatego rząd będzie musiał w krótkim czasie przedstawić formułę dotyczącą otwierania polskiego rynku pracy.