W sierpniu, według niepublikowanych jeszcze danych, rynek faktoringu skurczył się w stosunku do lipca o 4,15 proc. W odniesieniu do sierpnia 2019 r. dynamika była dodatnia i wyniosła 5,57 proc. Narastająco od początku roku obroty faktoringowe też są na plusie, choć minimalnym — 23,68 proc. Gdyby nie znakomity I kwartał, dodatniego wyniku by nie było.

W kredytach firmowych sytuacja jest znacznie słabsza. Danych za sierpień jeszcze nie ma, natomiast w lipcu, jak podaje Komisja Nadzoru Finansowego, portfel kredytów operacyjnych przedsiębiorstw zmniejszył się o 5,1 mld zł, czyli o 3,6 proc. w ujęciu miesięcznym i 9,9 proc. w rocznym. W czerwcu spadek wyniósł 6,7 mld zł. Wartość kredytów inwestycyjnych spadła natomiast w lipcu o 1,6 mld zł, czyli o 1,1 proc. w stosunku do czerwca. Rok do roku dynamika była dodatnia i wyniosła 5,8 proc., co świadczy tylko o tym, jak niska jest ubiegłoroczna baza.
Nie ma mrożenia kredytów
Podczas niedawnego forum ekonomicznego w Karpaczu dało się słyszeć narzekania przedsiębiorców na banki, że w koronakryzysie zamknęły się na nowe finansowanie i trzeba przedstawić twarde zabezpieczenia, żeby dostać kredyt. Z kwartalnej ankiety rozsyłanej przez NBP do szefów komitetów kredytowych wynika, że od początku pandemii faktycznie doszło do zaostrzenia polityki kredytowej banków wobec przedsiębiorstw. Z naszych rozmów z bankowcami wyłania się jednak inny obraz rynku.
— Nie zamrażamy finansowania i nie zaostrzyliśmy polityki kredytowej w stopniu, który istotnie wpłynąłby na ocenę zdolności kredytowej. Na każdą transakcję patrzymy indywidualnie i dbamy, aby odpowiadać na potrzeby naszych klientów — mówi Paweł Stamburski, dyrektor obszaru bankowości biznesowej i korporacyjnej w Santander Banku Polska.
Wyjaśnia, że od początku kryzysu bank koncentrował się na zapewnieniu płynności klientom, świadomy, że dostęp do finansowania ma kluczowe znaczenie dla przetrwania firm w czasie lockdownu. Santander, tak jak inne banki, odroczył płatność rat kapitałowych i przedłużył terminy zapadających linii kredytowych.
— Wiedzieliśmy, że klienci będą potrzebować czegoś więcej — dopływu kapitału obrotowego i inwestycyjnego. Dlatego stworzyliśmy program nowego finansowania, budując platformę wiedzy o tym, w jaki sposób rozpoznawać potrzeby klientów w warunkach ograniczonego dostępu do informacji. Uruchomiliśmy procedurę przyznawania klientom korporacyjnym nowych środków na uzupełnienie niedoborów finansowych lub pojawiające się okazje biznesowe — mówi Paweł Stamburski.
Zainteresowanie nowym finansowaniem jest jednak ograniczone. Banki ankietowane przez NBP podkreślają spadek popytu na kredyty wśród firm, szczególnie inwestycyjne. Powodów jest kilka: mniejsze obroty w koronakryzysie, obawy o przyszłość i pieniądze z Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR). PFR zalał rynek kapitałem w ramach ratowania gospodarki, mocno podtapiając przy tym sektor finansowy. Choć banki są nadpłynne jak nigdy, w kredytach dla firm zapanowała susza.
— Saldo depozytów firmowych wzrosło o 16 proc. Pracuję w branży 22 lata i czegoś takiego nie widziałem. Większość banków ma apetyt na pożyczanie i chętnie zaoferuje finansowanie. Problem w tym, że popyt jest dużo mniejszy, także wykorzystanie już dostępnych limitów, a część klientów ma zapas płynności. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich — sytuacja firm jest bardzo różna — mówi Jerzy Śledziewski, wiceprezes BNP Paribas, odpowiedzialny za segment SME i korporacje.
Według KNF w czerwcu i lipcu saldo depozytów firmowych rosło w ujęciu rocznym w granicach 30 proc. Od marca do lipca zwiększyło się z 331 mld zł do 374 mld zł. Kumulacja nastąpiła w czerwcu, gdy na rachunkach firmowych leżało 375 mld zł.
— W dużej mierze są to fundusze pozyskane z PFR. Nie są wykorzystywane do prowadzenia działalności, ale trzymane jako bufor płynościowy. Może to być spowodowane tym, że firmy — nie wiedząc, jak w praktyce będzie wyglądał proces umarzania finansowania z PFR — odkładają decyzje o wydawaniu pieniędzy — mówi Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego.
Jego zdaniem utrzymująca się nadpłynność sektora przedsiębiorstw sugeruje, że część firm nie potrzebowała aż tak bardzo zastrzyku płynnościowego. W przeciwnym razie pieniądze poszłyby na pensje pracownicze albo uregulowanie innych zobowiązań. Wygląda na to, że firmy przeznaczyły je w dużej mierze na spłatę zobowiązań wobec banków. Zgodnie z warunkami wypłaty funduszy z peeferowskiej tarczy antykryzysowej na przedterminowe zamknięcie kredytu mogły przeznaczyć do 25 proc. otrzymanej kwoty, skorzystały więc z okazji. Jerzy Śledziewski zwraca uwagę, że w ostatnich czterech miesiącach saldo kredytów dla firm korporacyjnych i MSP na rynku zmniejszyło się o 7 proc. Według naszych informacji w przypadku kredytów w rachunku spadek w sektorze jest dwucyfrowy — z około 50 proc. przed kryzysem do około 40 proc.
Inwestycje długo nie ruszą
O słabym popycie na finansowanie świadczy też poziom wykorzystania pieniędzy z funduszu gwarancji płynnościowych BGK. Z puli 100 mld zł uruchomiono 10 proc. Jeszcze gorzej jest z kredytem inwestycyjnym. Według NBP już w IV kwartale 2019 r. portfel zmniejszył się o 27 mld zł. Inwestycje prywatne od lat kuleją, a przyczyną jest niepewność otoczenia prawnego i makroekonomicznego. Pandemia tylko wzmocniła obawy dotyczące przyszłej koniunktury. Ostatnie propozycje resortu sprawiedliwości w sprawie konfiskaty prewencyjnej nie poprawiają klimatu.
— Firmy odraczają decyzje inwestycyjne w związku z niepewną sytuacją epidemiczną, co jest zrozumiałe. W tym roku niewiele się zmieni, a według naszego głównego ekonomisty w przyszłym akcja kredytowa też nie będzie duża, wzrośnie o 3-4 proc. Jestem jednak optymistą — liczę, że gospodarka będzie potrzebowała więcej kredytu — mówi Jerzy Śledziewski.
Prognozy rzeczywiście nie dają podstaw do wielkiego optymizmu. Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, uważa, że jeszcze długo nie będzie popytu inwestycyjnegoi w pierwszej połowie 2021 r. dynamika będzie oscylować w okolicach zera.
— Ogólny scenariusz makro, przy założeniu kontynuacji ożywienia z tego roku, przewiduje wzrost inwestycji prywatnych w drugiej połowie przyszłego roku. Po wycofaniu instrumentów pomocowych PFR pojawi się popyt na kredyt inwestycyjny, ale niewielki. Na koniec roku kredyty inwestycyjne w bankach będą rosły o 5-6 proc., co przy niewielkiej bazie z tego roku będzie praktycznie niezauważalne z punktu widzenia sektora bankowego — przewiduje Piotr Bujak.
Mocniej w górę powinny iść kredyty detaliczne — o 6-8 proc. W przypadku mieszkaniowych w drugiej połowie 2021 r. dynamika może być dwucyfrowa — Prawdziwy sprawdzian na rynku kredytu firmowego czeka nas wiosną przyszłego roku, kiedy zacznie się spłata pomocy z PFR. Zobaczymy wtedy, jaki będzie poziom umorzeń, czy firmy będą oddawać gotówkę, czy nastąpi spadek depozytów — mówi Michał Bolesławski. Jerzy Śledziewski postuluje podjęcie działań wspierających inwestycje. Wskazuje przykład Francji, gdzie — podobnie jak u nas — część pomocy płynnościowej nie została wykorzystana i rząd pracuje nad instrumentami finansowymi pobudzającymi rozwój gospodarczy.
— Warto zastanowić się nad przeformatowaniem np. programów BGK w instrumenty wspierające inwestycje prywatne, nie krótsze niż pięć lat, poprzez tworzenie zachęt dla inwestorów. Można by stworzyć system ulg, preferencji dla przedsiębiorców, którzy dzięki inwestycjom stworzą nowe miejsca pracy — proponuje Jerzy Śledziewski.