Akcje Elektrimu parzyły w ręce...

Katarzyna Latek
opublikowano: 2008-01-16 07:28

Po wezwaniu w wolnym obrocie zostało tylko 1,53 mln akcji Elektrimu. Oznacza to, że spółka nie musi wracać na giełdę.

PAI Media udało się kupić niemal wszystkie pozostające w wolnym obrocie walory Elektrimu — wynika ze wstępnych szacunków. Oznacza to, że cesarz notowań nie musi już wracać na giełdę. Zarząd GPW nakazał bowiem w swojej uchwale, że spółka musi podjąć starania o powrót na parkiet, jeśli w wolnym obrocie pozostanie więcej niż 15 proc.

Według naszych informacji Vivendi i Maciej Niebrzydowski pozostają w posiadaniu swoich pakietów — odpowiednio ponad 15 i ponad 5 proc. Z tego wniosek, że w rękach drobnych akcjonariuszy zostało nieco ponad 1,5 proc. walorów Elektrimu. W sumie na wezwanie PAI Media, który miał dotąd 27 694 460 akcji Elektrimu, odpowiedzieli właściciele 37 999 464 walorów, czyli 45,36 proc. Cena za akcję wynosiła 7,82 zł.

Wróci, jak będzie chciał

— Nie analizowałem jeszcze struktury akcjonariatu Elektrimu po wezwaniu. Jednak jeżeli rzeczywiście pozostałe po wezwaniu 20 proc. udziałów jest w rękach dużych akcjonariuszy, to oznacza, że Elektrim nie musi wracać na giełdę — mówi Ludwik Sobolewski, prezes warszawskiej giełdy.

Przypomnijmy, że według uchwały GPW, zarząd Elektrimu miał się zobowiązać (i został już do tego upoważniony przez akcjonariuszy) do podjęcia starań o przywrócenie spółki na giełdę lub New Connect po zakończeniu postępowania upadłościowego. Nie musiałby tego robić tylko w wypadku likwidacji lub gdyby liczba akcji pozostających w wolnym obrocie była niższa niż 15 proc.

Ludwik Sobolewski dodaje, że ma nadzieję, iż Elektrim mimo wszystko wróci na giełdę, a w przypadku, gdy free float jest tak niewielki — na New Connect.

Akcje Elektrimu od 11 stycznia nie są już notowane na GPW, a do 21 stycznia mają zostać ostatecznie wyłączone z obrotu giełdowego.

Mają pieniądze?

W sprawie Elektrimu i jego upadłości pojawił się wczoraj kolejny wątek. Otóż Elektrim Telekomunikacja — joint venture Elektrimu i Vivendi — poinformował, że spłacił spółce 62 mln EUR (220 mln zł), których się od niego domagała.

Tym samym prawie już była giełdowa spółka ma pieniądze, by spłacić obligatariuszy. Ich żądania były dla Elektrimu pretekstem do występowania z wnioskiem o upadłość. Domagają się m.in. około 40 mln EUR — to brakująca część tzw. kwoty głównej z tytułu obligacji plus odsetki.

— Warto pamiętać, że fundusze przekazane teraz przez Telco na rzecz Elektrimu pomogą mu uniknąć upadłości i wrócić na GPW — zaznacza Aleksander Kobecki, rzecznik Telco.

Prezes Sobolewski uważa, że przekazane przez Telco pieniądze to tylko część potrzeb upadłej spółki. Jego zdaniem, prawdopodobnie nie oznaczają końca sprawy upadłościowej, choć mogą ułatwić spółce zawarcie układu.

Prawnicy samego Elektrimu bardzo ostrożnie przyznają, że hipotetycznie możliwy jest scenariusz spłaty obligatariuszy za pieniądze od Telco. Jednak upierają się, że spółka nie dostała tej kwoty (o tym więcej w tekście obok). A nawet gdyby dostała, na spłatę jednego z wierzycieli potrzebna byłaby zgoda wszystkich pozostałych oraz zgoda sądu. Tymczasem ostateczna lista wierzycieli nadal nie powstała.

…a Elektrim Telekomunikacja ocalał

Widmo upadłości Elektrimu Telekomunikacji zostało oddalone o miesiąc. Teoretycznie chodzi o długi. Praktycznie — o udziały w PTC.

Giełdowemu Elektrimowi nie udało się wczoraj doprowadzić do upadłości Elektrimu Telekomunikacji (ET) — mimo że bardzo się starał. Sędzia podjął decyzję o odroczeniu rozprawy o miesiąc. Argumentacja?

— Obie strony zarzucają sobie niecne intencje. Sąd chce dać im czas na wykazanie, że jest tak, jak twierdzą — podsumował sędzia.

Przed wczorajszą rozprawą Elektrim Telekomunikacja poinformował, że spłacił Elektrimowi 62 mln EUR (220 mln zł). Tym samym nie ma już powodu upadłości ET.

Prawnicy Elektrimu byli jednak zupełnie innego zdania. Stwierdzili, że pieniądze nie wpłynęły na konto spółki. Fakt, że ET miało tyle pieniędzy, świadczy o tym, że znowu się zadłuża, a przecież jest niewypłacalny. I zażądali ustanowienia zarządu przymusowego, by spółka nie mogła zaciągać dalszych zobowiązań (sąd ten wniosek odrzucił).

Okazało się, że Telco faktycznie nie przelało pieniędzy bezpośrednio Elektrimowi, choć zleciło taki przelew bankowi. Pieniądze znajdują się obecnie na rachunku depozytowym w sądzie. A ET chce zapłacić, ale obwarował wpłatę wieloma warunkami, podkreślając, że jest to spłata nienależna i w przyszłości może domagać się jej zwrotu.

Po kilkugodzinnym przerzucaniu się argumentami prawnicy ET zarzucili Elektrimowi, że wcale nie chodzi mu o odzyskanie pieniędzy — choć jest od tego o krok — lecz wyłącznie o doprowadzenie do upadłości firmy, którą dzieli z Vivendi.

— Elektrim dąży do tego, by przez ogłoszenie upadłości Telco zakończyć lub skomplikować spór o udziały w Erze — podsumowywał mecenas Rafał Sarbiński.

Elektrim bronił się, że sam jest w upadłości i potrzebuje pieniędzy, a postępowanie upadłościowe toczy się szybciej niż zwykły proces. Dalszy ciąg w

Katarzyna Latek, [email protected]