Skonsolidowane przychody warszawskiej giełdy wzrosły w I półroczu o 23 proc. (do 137,5 mln zł), a zysk netto o 31 proc. (do 71,5 mln zł.). W samym II kwartale przychody zwiększyły się o 19 proc. (do 68,3 mln zł), a zysk netto o 18 proc. (do 32,9 mln zł.).
— Nasz zysk jest spektakularnie wysoki — komentował na wtorkowej konferencji Ludwik Sobolewski, prezes GPW.
Od prognoz wynik nie różnił się jednak znacząco.
Jednostkowo giełda ma po półroczu 1,6 zł zysku na akcję. To o tyle istotne, że właśnie ten zysk (całoroczny) dzielony będzie pomiędzy akcjonariuszy w formie dywidendy. W ubiegłym roku wyniosła ona 3,21 zł, czyli 99,8 proc. jednostkowego zarobku. Podobnie może być i teraz.
— W następnych latach też będziemy wypłacać dywidendę, nie będziemy zatrzymywać zysków ponad konieczną miarę. Będziemy się zbliżać do wskaźnika wypłaty dywidendy na poziomie 100 proc. — powiedział Ludwik Sobolewski.
Według prognoz Kamila Stolarskiego, analityka Espirito Santo, GPW zarobi w tym roku na czysto 127,6 mln zł, czyli 3,04 zł na akcję. Jego zdaniem, tyle właśnie trafi do inwestorów w kolejnym roku, co oznacza stopę dywidendy na poziomie 7 proc. Specjalista podkreśla jednak, że jeśli spadki na GPW potrwałyby dłużej, to możliwe, że analitycy mogą zacząć ciąć prognozy wyników giełdy na 2012 r.
— W I półroczu obroty na rynku akcji były rekordowe. Podobnie było też w sierpniu, mimo spadków notowań, a może dzięki nim. Wydaje się jednak, że jeśli wartości indeksów pozostaną na niskim poziomie, część inwestorów może się odwrócić od akcji i obroty przygasną —mówi Kamil Stolarski.
Przychody z obsługi obrotu akcjami mają około 55-procentowy udział w łącznych przychodach GPW. Ponad 10- -procentowy udział mają jeszcze przychody ze sprzedaży informacji, a także przychody z obrotu instrumentami pochodnymi. Te ostatnie w I półroczu spadały, co Ludwik Sobolewski tłumaczy niewielką zmiennością indeksu WIG20, czyli instrumentu bazowego dla najpopularniejszych kontraktów terminowych. Rosły za to przychody z instrumentów dłużnych i opłaty od emitentów (głównie dlatego, że jest ich coraz więcej). Giełdzie rosną też… koszty. Przede wszystkim koszty wynagrodzeń, ale też koszty usług obcych.
— Koszty operacyjne rosną szybciej, niż oczekiwaliśmy. Może to martwić część inwestorów, ponieważ jednym z argumentów, który przekonywał ich do inwestycji w akcje GPW, jest wysoka dźwignia operacyjna — przychody rosły przy praktycznie stałych kosztach — mówi Kamil Stolarski.
Przedstawiciele giełdy uzasadniają wzrost kosztów głównie zwyżką wydatków marketingowych, które w dłuższej perspektywie mają się zwrócić.
Dłuższą perspektywę trzeba będzie też przyjąć do wracającego jak bumerang tematu przejęcia przez GPW kontroli nad Towarową Giełdą Energii (TGE). Jeszcze niedawno Ludwik Sobolewski liczył, że proces sprzedaży TGE może się zakończyć w tym roku. Teraz już nie jest takim optymistą.
— Jesteśmy zdecydowani konsolidować rynek energetyczny na poziomie organizatorów obrotu giełdowego. Jest ogromne prawdopodobieństwo, że złożymy ofertę niewiążącą na zakup akcji TGE. Nie chcę mówić, co będzie, jeśli ta oferta doprowadzi do zawarcia transakcji. Wiemy, co zrobić, ale to perspektywa, która nie zostanie zrealizowania w krótkim czasie. Transakcja wymaga zgody UOKiK [GPW stałaby się monopolistą w tym obszarze — red.], wymaga zmiany statutu, wymaga negocjacji. To horyzont co najmniej kilku miesięcy, jeśli oczywiście my będziemy w niej uczestniczyć jako kupujący, bo według naszej wiedzy oferta została skierowana nie tylko do GPW — mówi Ludwik Sobolewski.
TGE ma kilku udziałowców, w tym m.in. skarb państwa (22,3 proc.), a także Elektrim, PGE czy ZE PAK. Zainteresowanie przejęciem TGE wyrażała wcześniej skandynawska giełda energii Nord Pool Spot.