UBS obniżyło docelową wartość indeksu S&P 500 na koniec 2010 roku do 1150 pkt. Średnia prognoz analityków nakietowanych przez Bloomberga nadal jednak wynosi 1259 pkt, co dałoby 21 proc. potencjał wzrostów.
Jak w środowym raporcie pisze Jonathan Golub, główny strateg amerykańskiego rynku akcji w UBS, broker spodziewa się, że na koniec roku indeks wyniesie 1150, czyli 10 proc. powyżej obecnie notowanych poziomów. Poprzednia prognoza mówiła o potencjale wyższym aż o 200 pkt.
Główną przyczyną obniżenia oczekiwań są skromniejsze prognozy zysków spółek wchodzących w skład indeksu na najbliższe kwartały. Golub zredukował prognozę na 2010 o 3,5 proc., a prognozę na 2011 ściął o całe 6 proc., wskazując na ostatnie rozczarowujące dane makro. Sugerują one scenariusz spowolnienia wzrostu gospodarczego najbliższych kwartałach.
Swoje zrobi także zwiększona awersja do ryzyka, która przełoży się na niższe wskaźniki cena/zysk. Inwestorzy będą unikać akcji, obawiając się o wysokie zadłużenie i cięcia budżetowe w gospodarkach rozwiniętych, sądzi Golub.
Jeżeli chodzi o perspektywy gospodarki, UBS jest ostrożny, ale jego zdaniem scenariusz podwójnego dna koniunktury jest mało prawdopodobny. „Ożywienie gospodarcze w USA pozostaje nietknięte, a ryzyko spadku zysków półek jest nieznaczne” – stwierdza Golub.