Najpierw zniesiono cła na używane samochody z Unii Europejskiej, później wprowadzono akcyzę.
Po naszym przystąpieniu do wspólnoty europejskiej okazało się, że akcyza jest podatkiem niedobrym, bo blokuje wolny handel.
Przez wiele lat do Polski zjeżdżały z Zachodu samochody nowe, stare i te nie nadające się już praktycznie do niczego. Ale Polak potrafi! Po kilku tygodniach wytężonych prac z warsztatu wyjeżdżał piękny samochód i dopiero później okazywało się, że auto jest złożone z trzech innych i nie wiadomo, dokąd dojedzie o własnych siłach.
Na razie akcyza
Od trzech lat nie ma już cła na samochody sprowadzane z państw Unii Europejskiej. Jednak dosłownie 3 miesiące po jego zniesieniu okazało się, że do kraju wjeżdża wszystko co tylko można naprawić. Rząd postanowił wprowadzić podatek akcyzowy naliczany w zależności od wieku pojazdu i zakazał sprowadzania do kraju samochodów rozbitych.
— Zupełnie słusznie, ponieważ auta te nie spełniały najczęściej podstawowych norm, jak choćby jazda prosto, nie mówiąc już o geometrii nadwozia, która praktycznie nie istniała. Oczywiście nie można zabronić handlu samochodami używanymi, jednak można walczyć o to, żeby do Polski nie przyjeżdżał złom, którego pozbywają się nasi sąsiedzi — mówi Jakub Faryś, dyrektor ZM SOIS.
Podatek akcyzowy ma na celu przede wszystkim ograniczenie sprowadzania samochodów starych i mocno zużytych. Jednak unijni finansiści i prawnicy stwierdzili, że taki podatek to zamach na wolny handel wewnątrz wspólnoty. Trochę racji mają, bo skoro staliśmy się jednym rynkiem i auto kupione u Smitha podlega opodatkowaniu, to również samochód kupiony od Kowalskiego powinien być objęty takim podatkiem.
Chodzi o kasę
Nieoficjalnie mówi się, że problem nie tkwi w obowiązku płacenia, tylko w tym, jak obowiązek się nazywa. W Danii są jeszcze wyższe opłaty związane ze sprowadzaniem samochodów i nikt nie chce z tego powodu wykluczyć jej ze wspólnoty europejskiej.
— Wpływy z akcyzy trafiają do budżetu państwa, ale jeśli zmienimy przepisy i wprowadzimy zamiast akcyzy, powiedzmy, podatek rejestracyjny czy diagnostyczny, czy jakikolwiek inny, wtedy pieniądze te trafią do budżetów lokalnych — tłumaczy Wojciech Drzewiecki, szef firmy Samar, zajmującej się badaniem rynku motoryzacyjnego.
Jego zdaniem, jeśli coś może stanowić konkurencję dla krajowego rynku motoryzacyjnego, to są to samochody nowe, lekko uszkodzone, które na zachodzie Europy są znacznie tańsze i nawet po naprawie ich cena jest bardzo atrakcyjna.
Jakieś ograniczenie
— Czy to podatek akcyzowy, czy rejestracyjny, cel jego wprowadzenia jest jeden. Nie możemy stać się motoryzacyjnym wysypiskiem Europy — twierdzą przedstawiciele branży motoryzacyjnej.
— Importerzy i dealerzy nie obawiają się zalania polskiego rynku używanymi samochodami z Zachodu. Problem jest w tym, że można do Polski sprowadzać auta nie spełniające normy czystości spalin Euro 2, co oznacza w rezultacie, że można sprowadzać nawet bardzo stare samochody. A jeśli chodzi o podatki, to nie oszukujmy się — są wszędzie. W Niemczech płaci się na przykład podatek roczny i im auto starsze, tym opłata wyższa. Więc dlaczego u nas znosić tego typu obowiązki i pozwolić bez żadnych ograniczeń sprowadzać samochody bardzo stare, które niebawem trzeba będzie złomować, tylko nie wiadomo jeszcze na czyj koszt — mówi Jakub Faryś.
Obecnie można jednak sprowadzać do kraju pojazdy uszkodzone, co z pewnością jest dobre dla firm zajmujących się naprawą pojazdów.
Niestety, nie wiadomo kiedy mogą zmienić się przepisy dotyczące sprowadzania samochodów i w jakim kierunku pójdą. Wiadomo natomiast, że auto, które sprowadzono uszkodzone będzie musiało przejść w Polsce badanie diagnostyczne. Bez tego nie będzie go można zarejestrować.