Alan Greenspan wystawił laurkę gospodarce USA

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-02-12 00:00

Zaskoczenia nie było. Pisałem ostatnio, że już w zeszłym tygodniu Ben Bernanke, gubernator Fed, zasygnalizował, co może powiedzieć jego szef w środę w Kongresie. Powiedział rzeczywiście to samo, a nawet więcej. Powiedział dokładnie to, co chciał usłyszeć zarówno amerykański inwestor z obozu byków, jak i każdy zwolennik prezydenta Busha. Stwierdził, że ostatni rok był łącznikiem „między okresem spowolnionego wzrostu a dynamicznej ekspansji”. Ta ekspansja ma przynieść w bieżącym roku wzrost PKB o 4,5 do 5,0 proc. (jeszcze nigdy nie słyszałem, by szef Fed był tak dokładny). Liczba miejsc pracy ma rosnąć lawinowo — tak musiałoby być, gdyby prognozy Białego Domu miały się sprawdzić, a Greenspan powiedział, że nie jest to wcale nieprawdopodobne.

Można by obawiać się, że tak szybki rozwój zmusi bank do podniesienia stóp, ale nie — inwestorzy dowiedzieli się, że zagrożenia inflacją nie ma, a stopy jeszcze długo pozostaną na niezmienionym poziomie. Jeśli będzie problem z deficytem budżetowym, może trzeba będzie je kiedyś podnieść. Poza tym słaby dolar pomaga w zmniejszeniu deficytu obrotów bieżących, co jest korzystne dla USA. Jednym słowem bajka, nie gospodarka. Obawiam się, że szef Fed nieco się zagalopował, chwaląc osiągnięcia obecnej administracji. Skutek tej laurki był łatwy do przewidzenia: mocny spadek rentowności obligacji, mocny spadek wartości dolara i wzrost indeksów giełdowych. Indeksom pomagała również informacja, że Comcast chce przejąć Disney’a. Byki pokazały, że rynek nadal jest w hossie.

Dziś wpływ na światowe rynki akcji będą miały wyniki spółek, tygodniowe dane o bezrobociu oraz raport o sprzedaży detalicznej w USA. Przy czym dane o bezrobociu wiele nie zmienią nawet gdyby były słabe. Bardziej istotne dane miesięczne były niedobre, a mimo to indeksy mocno wzrosły, z czego wniosek, że na razie raporty te będą lekceważone. Spółki zajmujące się sprzedażą detaliczną ostatnio meldowały, że w styczniu prognozy zostały przekroczone. Z tego można wywnioskować, że dane o sprzedaży będą dobre. Mamy również wystąpienie Alana Greenspana w drugiej izbie Kongresu, ale po wczorajszym wszystko już jasne. Rynek nie będzie czekał na nie z takim napięciem, jak wczoraj. Poza tym po sesji wyniki podaje Dell, a oczekiwania są bardzo duże. Dzisiejsza sesja (przynajmniej na początku) powinna przedłużyć reakcję na wczorajsze wstąpienie szefa Fed.

Na szczęście nasza giełda jedynie nieznacznie zareagowała na zawirowania na rynku walutowym. Mogło być dużo gorzej, bo złoty wyraźnie osłabł po rewelacjach naszych polityków. Jeszcze przed sesją PKN zapowiedział, że będzie miał bardzo dobre wyniki, a TP SA poinformowała o stracie grupy. Jedna informacja ciągnęła rynek w górę, druga w dół. Zawirowania na rynku walutowym, niepewność w Eurolandzie, spadający indeks BUX — wszystko to wywoływało naturalną chęć realizacji zysków, która nie zmieniła obrazu rynku.

Wiadomo, że jest on w specyficznej sytuacji. Został zaatakowany przez spekulacyjny kapitał zagraniczny. Taki kapitał lubi ostrą jazdę z gwałtownym zakończeniem. Wszyscy to wiedzą, ale widzą również, że to dopiero początek tej jazdy. Przez to, że 28 stycznia indeks opuścił z impetem konsolidację, wielu inwestorów straciło swoje pozycje i nie zdążyło ich odbudować. Mało tego, zapewne sprzedawali, wtedy, kiedy indeks pełzł ku oporowi. Teraz widzą, ze rynek ucieka, a sytuacja techniczna jest jednoznaczna i może się okazać, że WIG20 poważną korektę rozpocznie dużo wyżej. W tej sytuacji jasne jest, że jeśli coś bardzo, ale to bardzo złego na świecie się nie stanie, inwestorzy, którzy opróżnili portfele, każdą korektę będą wykorzystywali do kupowania akcji. A skoro tak, to trudno będzie o dłuższe korekty niż jednosesyjne. Wszystko to oczywiście ma sens przy założeniu, że politycy nie doprowadzą do paniki na rynku walutowym.