Alan i Wim trzęsą rynkami świata

Marek Knitter
opublikowano: 2002-04-08 00:00

W Unii Europejskiej czy Stanach Zjednoczonych politycy mają raczej ograniczony wpływ na rynki finansowe. Liczą się natomiast szefowie banków centralnych.

Ekonomiści przyznają, że wypowiedzi niektórych polityków, takich jak na przykład George Bush, prezydent Stanów Zjednoczonych, czy Gerhard Schroeder, kanclerz Niemiec, wywołują pewne niepokoje na rynkach finansowych. Trwa to jednak zazwyczaj bardzo krótko. Teraz już nikt nie ma wątpliwości, iż głównymi trybunami światowych rynków są szefowie największych banków centralnych.

Ponad 10-letnia kariera Alana Greenspana jako szefa amerykańskiego banku centralnego z pewnością przejdzie do historii. Analitycy razem z inwestorami dokładnie wsłuchują się w każdą jego wypowiedź. Stąd pojawił się neologizm „green-speak” (trawestacja nazwiska szefa Fed i speak — mówić). Rynki zamierają, gdy z ekranów telewizorów płynie greenspeak. Specjaliści podkreślają najważniejszą cechę szefa Fed — ma on doskonałe wyczucie rynku, a swoimi decyzjami i słowami wyprzedza późniejsze jego zachowanie.

Europejski Bank Centralny i Wim Duisenberg jego prezes nie cieszą się taką estymą jak Alan Greenspan. ECB w swojej polityce jest bardzo konserwatywny i znacznie bardziej przewidywalny niż Fed. Dlatego inwestorzy ze szczególnym napięciem wsłuchują się w wypowiedzi Wima Duisenberga, kiedy ECB ma podjąć decyzję o podwyżce stóp procentowych bądź redukcji. I nikt nie ma wątpliwości, że gospodarka europejska reaguje na sygnały zza oceanu.