Alarm nie może być jedyną ochroną
Większość użytkowników pojazdów jest zdania, że alarm załatwia sprawę bezpieczeństwa pojazdu. Niestety, statystyki policyjne udowadniają, że jest zupełnie inaczej. Zabezpieczając pojazd przed kradzieżą nie można polegać jedynie na zapewnieniach producenta alarmu.
Wszyscy posiadacze pojazdów często bardziej wierzą w skuteczność elektronicznych zabezpieczeń swojego samochodu niż są jej pewni.
Niestety, bardzo wielu użytkowników dowiaduje się o wadach instalacji alarmowej, kiedy rano nie znajduje samochodu pod domem. Wszyscy nie mogą parkować na parkingach strzeżonych, a niewielu wie, jak zamontować dobrą i gwarantującą maksymalne bezpieczeństwo instalację alarmową.
Amatorzy cudzej własności działający w Polsce osiągnęli praktycznie poziom mistrzowski i absolutnej pewności, że akurat nasze auto nie zostanie skradzione, nikt nie jest w stanie zagwarantować.
Jak instalować
Bardzo istotną kwestią przy zabezpieczaniu samochodu jest odpowiednio zamontowana instalacja alarmowa. Na krajowym rynku działa wiele firm oferujących rzekomo niezawodne systemy alarmowe. Niestety, złodzieje udowadniają praktycznie każdej nocy, że takie alarmy nie istnieją. Wielu kierowców nie wie, co zasugerować instalatorom. Dobra instalacja alarmowa powinna uniemożliwiać wejście niepowołanym osobom do samochodu, jeśli jednak już tak się stanie powinna zablokować i unieruchomić auto.
Adam Synowiec, współwłaściciel firmy ALS Autoelktronik, jest zdania, że najlepsze są zabezpieczenia ze zmiennym kodem, które uniemożliwiają rozkodowanie systemu.
— Obecnie jednym z najlepszych zabezpieczeń jest autoalarm Silicon Pride, który oprócz pilota ma oddzielny mały nadajnik, dzięki któremu pojazd jest na bieżąco informowany, że jedzie nim właściwa osoba. Jeśli nawet złodzieje zabiorą nam kluczyki i pilota, to daleko nie odjadą — tłumaczy Adam Synowiec.
Ponadto zawsze można, na własne życzenie, do już zainstalowanego systemu wprowadzić kilka własnych innowacji.
Własne koncepcje
Spora liczba kierowców, szczególnie tych znających się lepiej na samochodach, stosuje właśnie rozwiązania niekonwencjonalne. Ich pojazdy mają tzw. własny system uruchamiania, uzyskany dzięki połączeniu odcięcia zapłonu z dowolnym elementem elektryki pojazdu. Na przykład, połączenie systemu z włącznikiem ogrzewania tylnej szyby powoduje to, że samochód nie odpali, jeśli osoba nie zorientowana przed przekręceniem kluczyka w stacyjce nie włączy właśnie tego urządzenia. Oczywiście, złodzieje potrafią obejść również takie zabezpieczenia, jednak jest to dużo trudniejsze i bardziej czasochłonne. Nie we wszystkich nowych pojazdach wykonanych w najnowszych technologiach możliwe jest wprowadzenie innowacji tego typu, ponieważ za większość funkcji odpowiada tam komputer. Jednak nawet wówczas kierowca nie powinien pozostać bezradny, ma bowiem możliwość wprowadzenia własnego systemu zabezpieczeń, choć w takim przypadku jest to znacznie trudniejsze, a tym samym droższe.
Gdy ukradną
Zdarza się, że czasami zawiodą wszystkie systemy i samochód po prostu znika. Przed dwoma laty na krajowy rynek weszło nowe urządzenie LoJack. Jest to radiowy nadajnik, który umożliwia znalezienie skradzionego pojazdu. Urządzenie to jest montowane na życzenie właściciela, ale bez jego wiedzy o umiejscowieniu nadajnika w aucie. Zaczyna działać dopiero po uruchomieniu go przez centralę firmy montującej, po zawiadomieniu przez właściciela o zniknięciu samochodu. W policyjnych radiowozach zamontowane są odbiorniki radiowe, które wyłapują sygnał nadajnika w skradzionym pojeździe.
Zgodnie z danymi tygodnika „Motor”, skuteczność tego systemu jest bardzo wysoka. Od momentu wprowadzenia go w Polsce i instalacji pierwszych nadajników odzyskano 21 spośród 24 skradzionych aut, które były wyposażone w urządzenia typu LoJack.
Jedno jest pewne, im lepiej zabezpieczymy nasz pojazd, tym mniejsze jest ryzyko jego kradzieży, jednak jak wszędzie nie ma rzeczy niemożliwych.
— Nie ma na rynku systemu zabezpieczającego samochód, który zapewnia 100-procentową ochronę samochodu, są jednak takie, które minimalizują ryzyko kradzieży do kilku procent — mówi Adam Synowiec.
Krzysztof Kluska