Ścieżka budżetowa pochyła jak co roku

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-08-22 08:00

Może ekipa Donalda Tuska zmobilizuje się w ostatnim kwartale, by wrócić do prawnej normalności i budżet 2027 ukończyć przed sylwestrem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W hierarchii konstytucyjnej coroczna ustawa budżetowa jest najważniejsza po samej Konstytucji RP, albowiem została w niej – jako jedyna – doprecyzowana proceduralnie. Projekt autorstwa Rady Ministrów wpływa do Sejmu najpóźniej 30 września, zaś parlament ma na ukończenie budżetu i przedłożenie ustawy prezydentowi do podpisu cztery miesiące. Powinny być zapisane oczywiście trzy, aby budżet ukazywał się w Dzienniku Ustaw do sylwestra, ale twórcy Konstytucji RP popełnili fatalny błąd i bez sensu dodali na procedowanie jeszcze miesiąc z nowego już roku. W 37-letnich dziejach III Rzeczypospolitej fundamentalna ustawa tylko raz ogłoszona została przed 31 grudnia, udało się to ekipie Leszka Millera z budżetem 2003. Później już wszystkie miały/mają na końcu zapis, w którym zmienia się ostatnia cyferka, tegoroczna wersja brzmiała: „Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia, z mocą od dnia 1 stycznia 2026 r.”. To przecież gwałt na kanonach prawa, najważniejszy akt prawny z definicji ma trwale przewidziane spóźnienie i obowiązywanie z mocą wsteczną. Może teraz ekipa Donalda Tuska zmobilizuje się w ostatnim kwartale, by wrócić do prawnej normalności. Notabene dużo zależy od marszałka Włodzimierza Czarzastego, który jest w stanie wymusić zdyscyplinowanie prac komisyjnych i tak ustawić kalendarz trzech czytań projektu, aby z uwzględnieniem etapu senackiego wszystko zostało ukończone przed Bożym Narodzeniem.

Prezydent na namysł podpisowy w sprawie budżetu ma tylko siedem dni, zatem wyrobienie się parlamentu przed świętami spowodowałoby publikację do 31 grudnia. Trzeba przypomnieć, że konstytucyjnie prezydent nie może budżetu zawetować, czyli zwrócić go do Sejmu w celu ponownego uchwalenia większością trzech piątych głosów, którą tzw. konsorcjum 15 października oczywiście nie dysponuje. Natomiast może odmówić podpisu i skierować budżet prewencyjnie do Trybunału Konstytucyjnego (TK) w celu oceny jego zgodności z ustawą zasadniczą. Taki numer nie zdarzył się w III RP jeszcze nigdy, ale Karol Nawrocki wykonuje tak niepojęte zygzaki konstytucyjne, że może być prekursorem również na ścieżce budżetowej. Jeśli faktycznie by to zrobił, to sparaliżowany organ Bogdana Święczkowskiego miałby na wydanie orzeczenia dwa miesiące.

Brak ustawy do sylwestra nie oznacza, że od 1 stycznia budżet państwa leży odłogiem. Rada Ministrów w takiej sytuacji prowadzi gospodarkę finansową sektora centralnego na podstawie projektu, który zostanie wniesiony do Sejmu do 30 września 2026 r. W tym względzie Konstytucja RP jest bardziej przewidująca od archaicznej amerykańskiej, ponieważ w USA regularnie trafia się okresowa zapaść wydatków federalnych. Notabene żadne polskie przepisy nie regulują sytuacji, gdyby TK – niezależnie od jego stanu i składu – uznał niekonstytucyjność części lub całości budżetu. Logika prawna oraz ustawa o finansach publicznych podpowiadają, że państwo mogłoby finansowo dociągnąć na rządowym projekcie bezustawowo nawet do… 31 grudnia 2027 r. Wszelkie takie dywagacje to niby teoria, ale w warunkach coraz bardziej ostrego ścierania się Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem – i na odwrót – o każdy szczegół proceduralny możemy spodziewać się naprawdę wszystkiego.

Żaden prezydent nie skierował budżetu do TK prewencyjnie, ale od trzech lat uprawiany jest inny proceder. Po objęciu rządów przez tzw. konsorcjum 15 października Andrzej Duda i Karol Nawrocki ustawy budżetowe podpisywali, ale zaraz potem niektóre przepisy kierowali do zbadania przez TK w trybie zwyczajnym, czyli tzw. następczym. Andrzejowi Dudzie w budżecie 2024 nie spodobało się nieuczestniczenie w jego uchwalaniu skazanych posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, natomiast w budżecie 2025 – przycięcie przez parlament wydatków tzw. świętych krów, w szczególności TK oraz Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Karol Nawrocki we wniosku dotyczącym budżetu 2026 napiętnował niskie finansowanie ochrony zdrowia oraz zapaść finansów publicznych. Tematu budżetu 2024 TK w ogóle nie podjął, natomiast wobec budżetu 2025 oczywiście orzekł niekonstytucyjność obcięcia wydatków własnych i KRS, ale nie miało to żadnych następstw. Budżet 2026 nie został jeszcze oceniony przez upadły TK, bo nawet trudno sobie wyobrazić, jak brzmiałoby orzeczenie. Akurat skokowy wzrost publicznego zadłużenia państwa to zjawisko, któremu nie da się przecież zaprzeczyć.