Allianz wyczyścił portfel z Reportera

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-07-24 00:00

Tylko jedno z sześciu TFI wzięło na siebie stratę z nietrafionej inwestycji. Tak nie można — mówią konkurenci.

Fundusz sprzedał papier, którego nikt nie chciał kupić. W środowisku wrze

Tylko jedno z sześciu TFI wzięło na siebie stratę z nietrafionej inwestycji. Tak nie można — mówią konkurenci.

Obligacje Reportera to jedna z najgłośniejszych wpadek funduszy inwestycyjnych. W listopadzie 2006 r. sześć TFI: Allianz, KBC, Legg Mason, Pioneer Pekao, SEB, Skarbiec, zainwestowało w papiery odzieżowej spółki 50 mln zł. Zamiast pokaźnych zysków przyniosły im straty, bo spółka nie wykupiła obligacji i stoi na skraju upadłości. Fundusze z kategorii bezpiecznych musiały odpisać wartość obligacji, co dla klientów oznaczało kilkuprocentowe straty. Z jednym wyjątkiem — Allianz w drugiej połowie 2008 r. pozbył się papierów. Kilka tygodni temu zarządzający na łamach "Pulsu Biznesu" mówił, że udało się je sprzedać, ale nie chciał powiedzieć, komu. Sprawdziliśmy. Obligacje odnalazły się w portfelu innego funduszu zarządzanego przez Allianz TFI: Allianz FIZ (przez spółkę zależną). To fundusz, którego certyfikaty należą do dwóch towarzystw ubezpieczeniowych z grupy Allianz i Allianz Banku. W ten sposób TFI wyczyściło portfel Allianz Pieniężny z trefnych obligacji i stratę zamiast klientów poniosła grupa Allianz.

— Chcieliśmy sprzedać te obligacje na długo wcześniej zanim pojawiły się problemy w spółce. Nie udało się, bo na rynku nie było popytu. Gdy pojawiły się problemy, nie było już szans. Postanowiliśmy wziąć ryzyko i konsekwencje upadku Reportera na siebie i zdjąć je z klientów. Nie widzę w tej transakcji niczego nagannego i nieetycznego, odbyło się to z korzyścią dla uczestników, gdyż nie zrobiliśmy transakcji między funduszami otwartymi. To była sytuacja absolutnie wyjątkowa — mówi Marek Mikuć, wiceprezes Allianz TFI.

To zła metoda

Inne TFI nie skorzystały z takiej możliwości.

— Braliśmy pod uwagę wiele scenariuszy. Z dwóch zrezygnowaliśmy od razu: przesunięcia papierów do innych funduszy i wykupienia ich przez Legg Mason TFI. Z pierwszego, bo nie dało się ustalić ceny, po której inne fundusze miałyby je odkupić. Poza tym, dlaczego klienci funduszu zrównoważonego mieliby płacić za to, co stało się w funduszu dłużnym? Na wzięliśmy straty na siebie, bo pojawia się pytanie, dlaczego mamy ratować tylko klientów tego funduszu. A co z tymi, którzy stracili na akcjach? — mówi Tomasz Jędrzejczak, prezes Legg Mason.

— To zaprzeczenie podstawowej idei zarządzania aktywami — zysk zależy od ryzyka. Tu mamy do czynienia ze schematem: zysk należy do inwestora, a strata do firmy zarządzającej. Takie rozwiązanie dopuszczałbym tylko, jeśli przy zakupie doszłoby do uchybienia w profesjonalnym zarządzaniu. A tu nic takiego nie miało miejsca. Inwestowaliśmy w obligacje zdrowej firmy, która wpadła w problemy przez wiele różnych czynników — dodaje Bogusław Grabowski, prezes Skarbiec TFI.

Byle na korzyść

Niektóre TFI mają wątpliwości czy takie "poprawianie" wyników jest zgodne z prawem. Regulator problemu nie widzi, z jednym "ale".

— Najważniejszy jest interes uczestników i działanie zgodnie z przepisami prawa. Pośrednie przeniesienie straty z nietrafnej inwestycji na rachunek grupy, do której należy TFI, jest korzystne dla uczestników. Ze wstępnej analizy nie wynika też, żeby było sprzeczne z przepisami prawa. Jednak każdy taki przypadek wymaga analizy nadzorczej pod kątem interesu uczestników funduszu. Nie można przecież wykluczyć, że podobne operacje mogłyby zostać wykorzystane w odwrotnym celu, czyli do transferu zysku z funduszu otwartego do funduszu, którego jedynym uczestnikiem byłaby firma z grupy TFI — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Innymi słowy — jeśli klienci zyskali, to OK. I tu pojawia się kilka wątpliwości.

— A co by było, gdyby Reporter nie upadł, wykupił obligacje i wypłacił premię? Można by wówczas zarzucić firmie, że skorzystała kosztem klientów. Po fakcie wiadomo, że nie stracili, ale mogło być inaczej — mówi Tomasz Jędrzejczak.

— Czy na tej operacji nie stracili klienci firm ubezpieczeniowych? Czy w tym funduszu były pieniądze firmy czy aktywa klientów? — zastanawia się inny zarządzający.

Grzegorz Nawacki