Producent chemii budowlanej wstrzymał decyzję o wejściu na parkiet. Przystopował również z przejęciami.
To miał być przełomowy rok dla Alpolu, spółki ze Świętokrzyskiego, ale kluczowe decyzje zawisły na kołku.
— Koniec 2008 r. nie skłania do podejmowania dalekosiężnych decyzji ze względu na niepewność co do lat 2009 i 2010. Dziś koniecznością wydaje się mobilizowanie sił do rozwoju organicznego — mówi prezes Władysław Gumułka.
Alpol miał w mijającym roku zdecydować o kierunku rozwoju. Jedną z dwóch opcji było wejście w dwa lata na parkiet.
— Giełda miała pomóc w intensywnym rozwoju. Dziś te plany musieliśmy odsunąć. W ostatnich miesiącach próby wejścia na GPW raczej kończyły się niepowodzeniem — wyjaśnia prezes.
Alternatywą dla giełdy miało być wejście inwestora branżowego lub finansowego. To nadal możliwe. Gorzej z akwizycjami. Firma prowadziła rozmowy z potencjalnymi celami przejęć, ale i te plany odkłada. Chce przeczekać kryzys na rynkach kapitałowych.
Prezes ma również problem z eksportem. Spółka wysyła produkty głównie do Rosji i na Ukrainę.
— Sprzedaż zagraniczna jest dziś wielką niewiadomą. Gospodarki naszych sąsiadów są w recesji. Utrzymanie sprzedaży z 2008 r. w przyszłym roku byłoby olbrzymim sukcesem Alpolu — mówi prezes.
W 2008 r. sprzedaż zagraniczna zwiększyła się o blisko 10 proc. W 2007 r. przychody Alpolu wyniosły blisko 65 mln zł. W tym roku sięgną 77 mln zł. Zysk netto, według prezesa, wzrósł pięciokrotnie, ale dokładnych danych prezes nie ujawnia. Liczy, że przychody w 2009 r. wzrosną o 10 proc.