O robieniu biznesu na roślinnych zamiennikach mięsa, produktowej ewolucji i eksportowych szansach mówi Katarzyna Gębala, prezes grupy Well Well
W archiwum „PB" znalazłem artykuł sprzed prawie ćwierć wieku, z 1998 r., pod tytułem: „Bezmięsny rynek boom ma już za sobą". Wypowiadała się w nim pani, twierdząc, że: „trzeba przekonać konsumentów, że żywność wegetariańska może być uzupełnieniem zwykłego posiłku". No to jak, boom mamy za sobą, czy jednak przez te lata udało się przekonać konsumentów?
Uważam, że już od dłuższego czasu i jako konsumenci, i cały rynek spożywczy uczestniczymy w wielkiej rewolucji żywieniowej. Coraz więcej osób odkrywa, że codzienna dieta ma znaczenie – wpływa na nasze zdrowie, na środowisko, że należy na nią patrzeć również pod kątem etycznym i społecznym. Z tych bardzo różnych powodów coraz więcej konsumentek i konsumentów decyduje się coś zmienić w swoich nawykach zakupowych i żywieniowych, przemodelować codzienną dietę. Proces zmiany świadomości zaczął się rzeczywiście wiele lat temu, ale ostatnio bardzo mocno przybrał na dynamice. Obserwujemy, że ta zmiana angażuje coraz więcej osób – i inspiruje ludzi w różnym wieku i o różnych motywacjach. Zatacza to po prostu coraz szersze kręgi.
Startowaliście na rynku w 1993 r. pod marką Polsoja. Jak duży jest teraz biznes waszej grupy i jak zmienił się skład produktów, by dopasować je do zmieniających się oczekiwań konsumentów?
Wszystko się zaczęło od Polsoi i tofu. Na początku były produkty bazujące na białkach sojowych. Kilka lat temu do naszego portfolio dołączyła marka Well Well, stworzona po pierwsze dla rynków międzynarodowych, a po drugie – dla rynku polskiego jako propozycja dla konsumentów, którzy poszukują produktów warzywnych i roślinnych niekoniecznie zawierających soję. Pod marką Well Well wprowadziliśmy pasty warzywne, falafele, burgery itp. Bierzemy pod uwagę, że oczekiwania rynków i konsumentów szybko się zmieniają, więc i my stale zmieniamy ofertę. Ostatnio przeszliśmy rebranding, który polegał m.in. na wdrożeniu nowych receptur. W niektórych produktach w ogóle nie pojawia się soja, korzystamy z białek z innych roślin. Wiemy jednocześnie, że część konsumentów szuka produktów bardzo zbliżonych smakiem do mięsnych, żeby łatwiej im było przejść transmisję od diety tradycyjnej do wegańskiej, żeby po prostu mogli uzupełnić dietę o takie smaki, do których przywykli. Widzimy też przeciwne potrzeby – konsumenci szukają neutralnych smaków. My staramy się znaleźć odpowiedź na obie te potrzeby.
Oprócz wegetarian i wegan jest coraz więcej tzw. fleksitarian, którzy nie porzucają całkiem mięsa, lecz szukają alternatywy dla schabowego, która schabowym nie jest. Z czego się teraz robi te rzeczy, z grochu?
Fleksitarianie to rzeczywiście największa grupa konsumentów. Są otwarci na eksperymenty kulinarne. Oferta białek roślinnych i składników, z których można przygotować produkty imitujące potrawy mięsne, jest coraz szersza. To produkty z roślin strączkowych, ze zboża, z różnych grzybów. Tych dodatków roślinnych jest naprawdę bardzo wiele.
Mamy specyficzną sytuację: wojnę w Ukrainie, wysoką inflację, wizję recesji. Czy w tych warunkach produkty inne niż typowa czy też stereotypowa żywność – przez co rozumiem chleb z serem i szynką na śniadanie oraz kotlet z ziemniakami na obiad –mogą być realną, konkurencyjną cenowo alternatywą dla dużej grupy konsumentów?
Przede wszystkim warto podkreślić, że cała branża spożywcza boryka się obecnie z podobnymi wyzwaniami. Wzrosły koszty energii, opakowań, bardzo podrożała logistyka. Problem jest więc uniwersalny. Koszty produkcji żywności plant-based są wyższe przede wszystkim ze względu na mniejszą skalę. Nie ma jednak żadnych powodów, by dieta wegańska czy wege była postrzegana jako droższa. Oferta produktów jest bardzo szeroka, jest z czego wybierać. Najlepszym dowodem jest to, że sieci dyskontowe rozwinęły linie takich wyrobów pod markami własnymi, w czym też jako producent bierzemy udział. Jeśli konsument kupuje świadomie, wybiera produkty, które zużyje – to jestem przekonana, że per saldo dieta bezmięsna wykorzystująca produkty plant-based nie będzie dużo droższa od standardowej. Tym bardziej że w ostatnich miesiącach widzimy galopujący wzrost cen produktów pochodzenia zwierzęcego. Myślę więc, że ta rozbieżność kosztów między kategoriami będzie się zmniejszać.
Polska jest dużym eksporterem żywności: warzyw, owoców, mięsa, nabiału. Czy możemy stać się też dużym eksporterem przetworzonej żywności pochodzenia roślinnego?
Uważam, że na naszym rynku już jest wiele firm rodzimych – i start-upów, i większych graczy – którzy mają słuszne ambicje, by zaistnieć na rynkach międzynarodowych. Myślę, że im się uda. My jako Well Well dostarczamy produkty do wielu krajów w Europie i zainteresowanie stale rośnie. Konkurencja wprawdzie też jest ogromna, ale jest duża otwartość na nowe smaki i nowe receptury. To, co jest opracowywane w Polsce, ma dużą szansę, by odnieść sukces na rynkach zagranicznych.
Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcast, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji
w tym tygodniu: „Jak się zmienia polska dieta"
goście: Michał Maksymiec – GfK, Katarzyna Gębala – Well Well, Paweł Gurgul – Maczfit, Marian Owerko – Bakalland, Michał Pokorski i Damian Józefiak – HiProMine

