Nowi gracze na rynku telekomunikacyjnym przekonują, że oferują nowsze usługi na nowszych urządzeniach i sprawniejszą obsługę.
Operatorzy alternatywni działają krócej niż TP SA. Teoretycznie dysponują nowszymi urządzeniami, a ich organizacja, z racji mniejszej skali działania, powinna zapewniać efektywniejszą i sprawniejszą obsługę klientów.
— Opóźnienia liberalizacji paradoksalnie wyszły nam na dobre, bo dysponujemy nowoczesnym sprzętem — twierdzi Maciej Janas, członek zarządu GTS Polska.
Mniejszy bezwład
Jarosław Bartosiak, dyrektor sprzedaży i obsługi klienta Pilickiej Telefonii, zauważa, że pozycja rynkowa operatora przekłada się na styl prowadzenia przez niego działalności telekomunikacyjnej. Charakterystyczne cechy zachowań operatora zasiedziałego to biurokracja, granie na zwłokę, stosowanie nieuczciwej konkurencji i reklamy, korzystanie ze świetnego zaplecza prawników. Koszty procesów sądowych lub kar wymierzanych przez urzędy państwowe są zabójcze dla małej firmy, podczas gdy operator o silnej pozycji rynkowej traktuje je jako ryzyko wynikające z prowadzenia działalności.
— Krótszy czas działania operatorów alternatywnych przekłada się pozytywnie na jakość jego usług, tj. większą elastyczność rozwiązań technicznych, szybszy tryb podejmowania decyzji, indywidualne traktowanie klientów — twierdzi Jarosław Bartosiak.
Nadrabianie
— Nowi gracze są bardziej operatywni. Musieli przez kilka lat nadrobić 50-letnie zapóźnienie w stosunku do jedynego, chronionego operatora, który budował swoją aktualną potęgę kosztem klientów nie mających wyboru — dodaje Tomasz Maciszewski, dyrektor marketingu i sprzedaży NOM.
Tadeusz Kostka, prezes Telefonii Dialog, dostrzega nie tylko plusy niedawnego wejścia operatorów alternatywnych na rynek.
— Małe jest piękne, ale duży może więcej — chociażby z racji możliwości finansowania inwestycji — zauważa Tadeusz Kostka, prezes Telefonii Dialog.
