W marcu warszawski sąd rejonowy ogłosił upadłość likwidacyjną spółki Ambra, specjalizującej się w dystrybucji obuwia z segmentu ekonomicznego. Z właścicielem spółki, Grzegorzem Ambroziakiem, nie udało się nam skontaktować. Katarzyna Uszak, syndyk Ambry, poinformowała, że pod szyldem Ambra nie działa już żaden sklep. Przypomnijmy, kilka lat temu warszawska spółka prowadziła ich nawet 90. Dodatkowo współpracowała ze 100 salonami partnerskimi. Katarzyna Uszak zastrzega, że znaki towarowe, w tym marka Ambra (w urzędzie patentowymjest zarejestrowana marka Ambra Premium), nie trafiły do masy upadłościowej. Z raportu nadzorcy sądowego, ustanowionego w ramach postępowania upadłościowego, wynika, że większość znaków towarowych zostało zarejestrowanych na inną firmę, powiązaną z głównym udziałowcem obuwniczej spółki. Informacja o upadłości była zaskoczeniem dla branży, która — choć w ubiegłym roku słyszała o problemach finansowych Ambry — nie spodziewała się tak dramatycznego finału.
— Trzeba też pamiętać, że niektórym firmom z szeroko pojętej branży odzieżowej nie udało się nigdy wyjść z kryzysu. Segment ekonomiczny w części obuwniczej był szczególnie trudny, bo działają na nim mocni gracze. Trudno jest konkurować z niemieckim Deichmannem czy giełdowymCCC, o czym przekonało się już kilka mniejszych firm, próbujących bezskutecznie zaistnieć w tym segmencie. Część zapomniała, jak istotna jest marka — również na najniższej półce — mówi Agnieszka Górnicka, prezes firmy badawczej Inquiry. W aktach postępowania sądowego nadzorca zwraca uwagę na podobne przyczyny problemów warszawskiej spółki. — Kryzys oraz duża konkurencja na rynku spowodowały spadekwartości sprzedaży detalicznej w branży obuwniczej. Odbiło się to negatywnie na wynikach sprzedaży spółki i doprowadziło do sytuacji, w której dłużnik nie był w stanie regulować wymagalnych zobowiązań — czytamy w sprawozdaniu o stanie masy upadłości. Problemy Ambry zaczęły się kilka lat wcześniej. Już w 2013 r. zanotowała 8 mln zł straty netto, która do 10 grudnia 2014 r. zwiększyła się do 13
mln zł. Przychody spółki spadły w tym czasie z 48,5 mln zł do 30 mln zł. Na koniec zeszłego roku jej zobowiązania przekroczyły 23 mln zł. Sławomir Świętochowski, dyrektor zarządzający sieci obuwniczej Kari, potwierdza, że polski rynek, szczególnie w segmencie ekonomicznym, w ostatnim czasie nie należał do najłatwiejszych.
— Zaczęły się nim mocno interesować dyskonty i hipermarkety. Operując na niedostępnych dla tradycyjnych sklepów obuwniczych marżach, są w stanie oferować produkty w bardzo niskich cenach. Hipermarkety dysponują również sporą powierzchnią działów obuwniczych, dzięki czemu mogą zaprezentować dość szeroką gamę modeli i wzorów — mówi Sławomir Świętochowski.
Dyrektor Kari zwraca uwagę na jeszcze jeden rynkowy trend, który nie sprzyjał Ambrze.
— Polacy zaczęli szukać produktów modowych, zgodnych z najnowszymi trendami, również na najniższej półce cenowej — mówi Sławomir Świętochowski. Nie pomogły też lokalizacje.
— Większość sklepów Ambry była zlokalizowana nie w centrach handlowych, ale przy ulicach, gdzie handel wymiera. Powiedziałbym nawet, że w Polsce zostały tylko dwie ulice handlowe — sopocki Monciak i zakopiańskie Krupówki. Trudno zresztą, aby było inaczej, jeśli nawet w 20-, 30-tysięcznych miastach buduje się galerie handlowe — mówi Sławomir Świętochowski. © Ⓟ