Informacja o polskim cydrze, który dociera do Kenii, przekazana dwa dni temu przez Marka Ziółkowskiego, naszego ambasadora w Nairobi, wywołała spore poruszenie branży. Eksporter pozostał anonimowy, bo Marek Ziółkowski zastrzegał, że nie jest upoważniony do podania nazwy producenta.

Zdjęcia Cydru Lubelskiego, produkowanego przez Ambrę, prezentuje na swojej stronie internetowej firma C&C Polaken i podaje kenijski adres pocztowy. Nie udało nam się dodzwonić do Roberta Ogóra, szefa Ambry.
- Polski cydr w Afryce być może brzmi dziś trochę egzotycznie, ale jest tu przecież obecne chociażby Sommersby [należący do Carlsberga cydr, w Polsce pod tą marką koncern sprzedaje piwo – red.]. Nie ma więc powodu, by nie docierały tam też nasze produkty. Przecież polska wódka już się w tamtym rejonie zakorzeniła – komentuje Grzegorz Bartol z zarządu Barteksu.
Jego zdaniem polski cydr to zdecydowany kandydat na kolejny hit eksportowy, któremu dobrą reklamę robi popularność polskich jabłek w świecie. O jego dużym potencjale branża mówi odkąd tylko produkcja i sprzedaż zaczęły intensywnie się rozkręcać po obniżce akcyzy, która zrównała go z piwem, czyli od 2013 r.
Zalety polskiego cydru jako naturalnego, robionego z soku z polskich jabłek, a nie z koncentratu, zachwala na stronie internetowej C&C Polaken, podkreślając, że produkty innych krajów są sztucznie aromatyzowane i zawierają mniej jabłek.
- Polski cydr jest po prostu bardzo dobrym produktem. Nie ma dzisiaj chyba innej kategorii żywności, która by tak silnie rosła. Oczywiście baza wciąż jest stosunkowo niska, bo sprzedaż w Polsce to na razie kilkanaście milionów złotych rocznie, ale też produkt jest tani – twierdzi Grzegorz Bartol.
Cydr to przefermentowany sok z jabłek. Niekwestionowanym liderem w jego światowej produkcji jest Wielka Brytania. Kolejni są Francuzi, Hiszpanie i Irlandczycy.
