Ameryka może wpłynąć na światowe rynki akcji

Piotr Kuczyński
31-07-2001, 00:00

Ameryka może wpłynąć na światowe rynki akcji

W ostatnich trzech latach w USA początek sierpnia to były spore wzrosty. Tak może być i teraz.

Gdyby posługiwać się cyklami panującymi na giełdzie, to widać, że w ostatnich 3 latach w Stanach Zjednoczonych przynajmniej początek sierpnia dawał spore wzrosty. Dopiero później była przecena. Dość łatwo to wytłumaczyć. Po ogłoszeniu wyników za II kwartał gracze mieli nadzieję, że w następnym kwartale będzie lepiej. Tak może być i tym razem.

Z Ameryki

Trwa ostra walka między bykami a niedźwiedziami. Pierwsza część tygodnia była dla niedźwiedzi, druga dla byków. Wynikiem są niewielkie zmiany indeksów (nieco większy spadek na DJIA) i utrzymanie sytuacji dalekiej od jasności.

Dane makro w minionym tygodniu nie dawały specjalnych podstaw do optymizmu. Wzrost PKB w drugim kwartale wyniósł jedynie 0,7 proc. (w pierwszym kwartale było to 1,3 proc.). To najgorszy wynik od 8 lat. Oczekiwano wzrostu o 0,9 proc., chociaż były i dużo gorsze prognozy. Wielu inwestorów odetchnęło z ulgą, że PKB nie spadło. Rynek dowiedział się też o spadku zamówień na dobra trwałego użytku (o 2 proc.) jak również, że zrewidowana wartość indeksu optymizmu konsumentów Uniwersytetu Michigan spadła do 92,4.

Nadzieja w konsumpcji

Warto sięgnąć do bardzo wnikliwego i ciekawego raportu Beskidzkiego Domu Maklerskiego z 24.07 „Czy USA grozi recesja”. Przedstawiono tam poziom konsumpcji w ciągu ostatnich 35 lat, na który naniesiono wskaźnik optymizmu wśród gospodarstw domowych Michigan Sentiment. Są trzy momenty, w których Michigan Sentiment podobnie jak w obecnym roku gwałtownie spadał. Były to lata 1973, 1979 i 1990. W każdym z tych okresów wzrost konsumpcji został zahamowany, a okres stagnacji przeplatany kwartałami wzrostu i spadku wydatków gospodarstw trwał średnio prawie dwa lata. Proces wyhamowania konsumpcji nie odbywał się natychmiast po spadku wskaźnika optymizmu, ale zazwyczaj dopiero w następnych kwartałach. Jedyna nadzieja na ożywienie to zmuszenie konsumentów do zwiększenia popytu. Jak? Trzeba spowodować, by pożyczali więcej lub odraczali spłaty. I to wszystko w tak potwornie zadłużonym społeczeństwie. To niezbyt właściwa i bezpieczna droga do ożywienia.

Mocny spadek zysków

W tym tygodniu spółki będą kontynuowały podawanie wyników kwartalnych. Oczekiwania zmniejszenia zysków spółek z indeksu S&P 500, w wyniku olbrzymiej ilości ostrzeżeń, w poprzednim tygodniu wynosiły 17,9 proc. To najgorszy wynik od 1991 roku, kiedy w USA była recesja. Po opublikowaniu wyników przez 78 proc. firm składających się na indeks S&P 500 (dane z First Call/Thomson Financial) oczekuje się, że zyski spadną o 17,2 proc. Przewidywania na 3 kwartał mówią o spadku o 11,5 proc., a na czwarty kwartał o wzroście o 0,9 proc.

Dużo ostatnio mówiono o sile dolara szkodzącego amerykańskim eksporterom. Jednak administracja amerykańska potwierdziła, że USA nie zrezygnują z polityki mocnej waluty. Po prostu obawiają się wpływu osłabienia dolara na deficyt obrotów bieżących. Nie widać nic dobrego w gospodarkach światowych. W Japonii sytuacja jest coraz gorsza. Ostry spadek nadwyżki handlowej i spadek wskaźników aktywności gospodarczej pokazuje, że recesja opanowała tę gospodarkę.

Ożywienia nie widać

Problemem jest to, że nawet, jeśli spółki podają wyniki zgodne z oczekiwaniami, to jednocześnie meldują, że przyszłość nie jawi się różowo. Nie widać na razie żadnych oznak ożywienia w wyniku redukcji stóp, a jest już III kwartał, w którym powinno już coś zacząć świtać. W tej sytuacji nawet optymiści zaczynają wątpić w to, czy ożywienie przyjdzie w tym roku.

W tym tygodniu rynek zostanie dosłownie zalany danymi makro. Najważniejsze to wtorkowy indeks zaufania konsumentów. Analitycy liczą na niewielki wzrost. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby spadł.

Jeśli spojrzeć na analizę techniczną, to widać, że nie ma jednoznaczności. DJIA w tej chwili jest ciągle między 10170 a 10650 pkt. Z tym, że średnia 200-sesyjna i linia trendu spadkowego zeszły już do 10570. Przełamanie 10650 pkt dawałoby więc pewność wystąpienia „efektu sierpnia” i ataku na 11100 pkt. Oczywiście przełamanie wsparcia spowodowałoby konieczność testowania 9960 pkt. S&P 500 jest w podobnej sytuacji. Tkwi między 1170 a 1220 pkt. Przełamanie 1220 doprowadziłoby do testowania linii szyi formacji RGR na poziomie 1270. Nasdaq dokładnie w takim samym układzie — Horyzont 1940–2100. Przełamanie 2100 pkt dałoby w wyniku konieczność testu 2300 pkt. TRIN nie daje sygnału sprzedaży. Sugeruje w ten sposób, że wsparcia są niezagrożone — w najgorszym razie może powstać trend horyzontalny.

Oczywiście czasem widać, że rynek lekceważy złe wiadomości. To natychmiast wywołuje komentarze o tym, że nie jest źle, a rynek po prostu buduje bazę. Nie uważam, by tak właśnie było, ale takie opinie i rozbudzone nadzieje na poprawę sytuacji oraz oczekiwania na obniżkę stóp mogą dać wzrost przynajmniej na początku sierpnia. Jedyną przeszkodą byłyby dramatyczne dane makro, których w tym tygodniu będzie bardzo dużo.

Z Polski

W czwartek i w piątek rynek wreszcie odżył. W czwartek było normalne odbicie w rynku niedźwiedzia wywołane przez Elektrim i dobrą sytuację na giełdach światowych. W piątek bardzo szybko indeks doszedł do oporu i po krótkiej korekcie szybko znowu do niego powrócił. Z małą przerwą na dane w USA przebywał w okolicach 1175 przez całą sesję. Końcówka była jednak niezwykle dynamiczna i pozwoliła pokonać opór. Wszystko to na dużo większym obrocie. Tak więc teoretycznie został zapoczątkowany trend wzrostowy.

Problem TP SA

Natura tego wzrostu była nieco podejrzana. Elektrim rósł przed podpisaniem umowy z Vivendi. Tłumaczenie, że rynek nie był pewny, czy to nastąpi, jest dosyć naiwne. To tylko duża spekulacja. BRE rosło, dlatego, że jest pogłoska o wezwaniu. KGHM wzrosło znacznie, ale na śmiesznie małym obrocie. Optimus, Prokom, Softbank to normalne odbicie po dużych spadkach. Dziwnie zachowywała się TP SA (bardzo duży obrót), PKN i Pekao SA. Tak więc w dalszym ciągu możliwe jest, że ten wzrost to tylko pułapka. Na indeksie cenowym tego wzrostu prawie nie widać.

W całej układance bardzo ważne jest zachowanie się kursu TP SA. Tutaj jest parę problemów, a jeden lekceważony przez ogół analityków. Chodzi o poselski projekt ustawy, która ma doprowadzić TP SA do rozbicia na kilka części już od 2002 roku. To oczywiście krok we właściwym kierunku, ale... co z inwestorem strategicznym i z planami prywatyzacji?

Projekt ma spore szanse, chociaż raczej nie w tej kadencji Sejmu, ponieważ skład grupy posłów był bardzo zróżnicowany. Oczywiście jeżeli nie jest to wyłącznie gra przedwyborcza. Prasa publikowała rewelacje o tym, że MSP może dopuścić nowego inwestora, ponieważ nie chce zgodzić się na proponowane przez FT 25 zł. Uważam prawdopodobieństwo takiego ruchu za dokładnie równe zeru. Po pierwsze, kto zapłaci dzisiaj więcej niż 25 zł za akcję? Po drugie, kto zapłaci takie pieniądze po to, by wejść w układ zdominowany przez FT i w spółkę zagrożoną rozbiciem?

To wszystko jednak może wywołać wzrosty. Inwestorzy będą widzieli już oczyma wyobraźni walkę inwestorów o wpływy w TP SA.

Drugą spółką bardzo ważną dla rynku jest Elektrim. Tutaj ważne jest, czy po podpisaniu umowy nie zacznie się spadek zgodnie zasadą „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty”. Mogłoby to rynek znacznie ochłodzić.

W sytuacji makro oczywiście nic nie zmieniło się na plus. Na pewno będą tak jak w USA pojawiać się opinie o poprawie w III kwartale.

Apele o obniżkę

Wicepremier Janusz Steinhoff znowu próbuje wpływać na RPP, żeby obniżyła stopy na najbliższym posiedzeniu. Powiedział m.in., że „RPP powinna koncentrować się na tym, co dzieje się w gospodarce aktualnie, krytycznie oceniam obecną politykę RPP”. Ze świecą trzeba szukać specjalistów popierających RPP. Rada nie reaguje.

Prezes NBP Leszek Balcerowicz powiedział w Sejmie, że polityka pieniężna pozwoliła Polsce uniknąć w 2000 roku groźnego scenariusza zdarzeń. Pan profesor uważa, że doprowadzenie do zastoju, jeśli nie do recesji, gospodarki w imię walki z inflacją nie jest dla kraju groźne. Tymczasem według OBOP, 80 proc. społeczeństwa uważa, że w gospodarce panuje kryzys, 77 proc. twierdzi, że sprawy idą w złym kierunku. W USA, po tak wyglądającym indeksie nastrojów, indeksy giełdowe spadłyby o kilkadziesiąt procent, a Alan Greenspan podałby się do dymisji.

Leszek Balcerowicz powiedział, że sytuacja mogłaby być jednak dużo lepsza, gdyby w pełnym zakresie przeprowadzono konieczne reformy finansów publicznych i gospodarki. Była taka szansa, bo UW rządziła finansami i tworzyła koalicję przez 2,5 roku.

W Czechach nie ma ministra finansów czy prezesa banku centralnego o nazwisku tak głośnym jak Leszek Balcerowicz, a tam inflacja wynosi 5,5 proc., a stopy procentowe są do niej zbliżone — redyskontowa 4,25 proc., lombardowa 6,25 proc., repo 5,25 proc. PKB w I kwartale wzrosło o 5,8 proc.

Ważny deficyt

W tym tygodniu na złotego powinny mieć wpływ trzy elementy. Pierwsze dwa to decyzja FT o tym, czy kupuje 10 proc. TP SA i, co ważniejsze, dane o deficycie obrotów bieżących. Jeśli chodzi o deficyt, to średnie oczekiwania lokują się nieco powyżej 700 mld USD. Problemy są dwa: czy eksport zacznie słabnąć pod wpływem wciąż silnego złotego i czy tendencja wzrostu importu potwierdzi się. Prognozy deficytu wahają się od 550-1100 mld USD.

Trzeci element to powódź. Podobno skala katastrofy jest mniejsza niż w 1997 roku, ale wtedy gospodarka nie była w tak opłakanym stanie. Obecnie, skutki, nawet mniejsze, mogą być bardziej bolesne dla finansów państwa. Trzeba jednak czekać na pierwsze szacunki całości szkód. Kierunek ruchu złotego zależy więc od czynników, które trudno w tej chwili oszacować. Prawdopodobny jest zarówno spadek do poziomu 4,40 za dolara, jak i wzrost do 4,16. Ja zakładam, że będzie osłabienie.

Nie można również zapominać o czynniku zewnętrznym. Rating kredytowy Argentyny został po raz drugi w tym miesiącu obniżony przez agencję Moody’s do poziomu Pakistanu i Mołdawii. Agencja obawia się, że ten kraj nie będzie w stanie zniwelować deficytu budżetowego i spłacić długów. W tym tygodniu powinna zostać podjęta ostateczna decyzja o cięciach w wydatkach. Nie podejrzewam, że już nastąpi katastrofa, ale bomba tyka...

Oprócz danych o deficycie obrotów bieżących będziemy mieli jedną decyzję makro w Eurolandzie. ECB będzie we czwartek decydował o tym, czy obniży stopy procentowe. Większość analityków oczekuje, że nie zostaną zmienione, ale ECB już raz potrafiło rynek zaskoczyć. Obniżenie stóp miałoby pozytywny wpływ na nasz rynek oczekujący podobnej akcji ze strony RPP.

Analiza

Indeks WIG-20 spadł w ubiegłym tygodniu do poziomu 1114 pkt. (zabrakło 3 proc. do mojego celu 1080). W piątek nie tylko pokonał opór na 1175, ale i średnią 15-sesyjną, z którą nie mógł się uporać od blisko dwóch miesięcy oraz linię trendu spadkowego o podobnej długości trwania. Przy okazji otworzył okno hossy. Wszystko na sporym obrocie. Czyli z punktu widzenia analizy technicznej wzrost musi być kontynuowany. Problem jedynie w tym, że ostatnio AT generuje bardzo dużą ilość fałszywych sygnałów. Uważam, że wzrost jest możliwy, ale wyłącznie przy bardzo sprzyjających warunkach zewnętrznych. Zakładam, że może to być jedynie korekta dwumiesięcznego spadku. W optymistycznym wariancie mogłaby zaprowadzić rynek do oporu na 1320 pkt. W realistycznym do 1260. Można sobie wyobrazić zygzak korekcyjny: wzrost do oporu na 1230 pkt, korekta i trzecia falka korekcyjna do 1260 pkt. Dla WIG byłby to ruch powrotny do przebitej linii trendu — nie wyżej niż 14 300 pkt.

Taki korekcyjny wzrost nie jest jednak pewny. Aby wystąpił, potrzeba efektu sierpnia w USA. Byłby to uśmiech losu dla OFE. W prasie pojawiła się informacja o dramatycznie małych wpłatach dokonywanych przez ZUS do OFE w lipcu. To bardzo zła wiadomość — polscy, duzi inwestorzy nie mają wystarczającej ilości nowego kapitału, żeby ocalić rynek (jeżeli w ogóle tego chcą). Dalej będzie gorzej, bo kłopoty budżetu będą narastały. Taki wzrost pozwoliłby funduszom pozbyć się części akcji, ulokować w obligacjach i poczekać na IV kwartał, kiedy spokojnie odkupią akcje taniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gazele - oferta rekalamowa / Ameryka może wpłynąć na światowe rynki akcji