Środowa sesja wpisała się w obowiązujący scenariusz na rynkach akcji. Nastroje inwestorów, zwłaszcza akcjonariuszy małych i średnich spółek, z dnia na dzień są coraz gorsze. WIG20, grupujący największe spółki z GPW, zdołał wybronić się przed pogłębieniem dołków. Wskaźniki mWIG40 i sWIG80 nie miały tyle szczęścia.
Inwestorzy pozbywają się walorów średnich i małych spółek z coraz mniejszymi oporami. Dlatego w środę obydwa wskaźniki obniżyły loty o 3,3 i 3,2 proc. Martwi, że coraz szybszemu spadkowi towarzyszą rosnące obroty. W przypadku mWIG40 wartość handlu była o 48 proc. wyższa niż na poprzedniej sesji, także spadkowej. Indeks zjechał do 3745,47 pkt. Ostatnio w tym rejonie przebywał pod koniec pierwszej dekady stycznia, ale w trakcie sesji był nawet niżej niż na początku roku (patrz s. 24).
Nieco lepiej radzi sobie WIG20, przez co należy rozumieć wolniejsze tempo spadku. Indeks blue chipów zniżkował o 0,88 proc., do 3525,75 pkt. W trakcie sesji nie doszło do testu minimum 3475 pkt z ubiegłego czwartku, choć okoliczności sprzyjały niedźwiedziom. Indeksy Eurolandu traciły nawet po 2 proc. Na ich tle zachowanie WIG20 było nawet niezłe. Na horyzoncie zbiera się jednak kolejny front burzowy.
Jakby tego było mało, amerykański indeks Dow Jones stoi nad przepaścią. Niewiele dzieli go od pogłębienia ostatnich dołków. Gdyby tak się stało, da to techniczny impuls reszcie giełd światowych do kontynuacji spadków. Przedsmak rozwinięcia skrzydeł bessy dała wtorkowa sesja na giełdach azjatyckich, gdzie japoński Nikkei poszedł w dół prawie o 2,5 proc., zaś Hang Seng stracił ponad 4 proc.
Artur Szymański