Sprzedaż nowych samochodów w Stanach Zjednoczonych spadła w ubiegłym miesiącu mocniej niż spodziewali się analitycy. Skutek? Ministerstwo skarbu USA będzie musiało wydać więcej na ratowanie General Motors (GM) i Chryslera przed upadkiem.
Łączna sprzedaż aut zmniejszyła się w lutym aż o 41 proc. licząc rok do roku, do 9,1 mln sztuk. Analitycy spodziewali się, że do klientów trafi o 400 tys. aut więcej. To najgorszy wynik od grudnia 1981 r., a spadek największy od 1967 r. – podała firma Autodata. Niechlubnym rekordzistą okazał się GM, największy producent aut w USA. Jego sprzedaż wyhamowała aż o 53 proc. Niewiele lepiej wygląda sytuacja u pozostałych dwóch konkurentów. Ford, drugi gracz na rynku, sprzedał o 48 proc. mniej samochodów, a Chrysler, producent numer 3 w USA – o 44 proc. Sporo, ale nieco mniej, spadł popyt na azjatyckie auta. Sprzedaż Toyoty i Nissana skurczyły się po 37 proc., a na Hondy o 38 proc.
Tak gigantyczne straty są wynikiem pogarszającej się sytuacji tamtejszej gospodarki (w IV kw. PKB USA skurczył się o 6,2 proc. r/r, czyli najmocniej od 1982 r.).
Skutkuje to rosnącym bezrobociem, co odstrasza Amerykanów od zakupu nowych aut i zaciągania kredytów, mimo niespotykanych dotychczas upustów oferowanych przez producentów.
- Branża motoryzacyjna coraz mocniej doświadcza recesji – mówi Efraim Levy, analityk agencji ratingowej Standard & Poor's.
Zdaniem analityków, zapaść oznacza, że administracja Baracka Obamy, będzie musiała wydać więcej, aby uratować amerykańskie motokoncerny przed upadkiem. Rząd przeznaczył już na pożyczkę dla GM i Chryslera 17,4 mld USD. To jednak zbyt mało i koncerny domagają się dodatkowych 21,6 mld USD. A mogą chcieć jeszcze więcej.
- Jak duża pomoc będzie potrzebna do utrzymania firm na powierzchni na razie nie wiadomo, bo popyt na auta nadal będzie spadał – mówi Stephen Apivey, analityk motoryzacyjny firmy konsultingowej Frost & Sullivan.