Amerykanie stawiają na inne konie

  • Marek Rogalski
21-05-2012, 00:00

31 maja Irlandczycy opowiedzą się w referendum, czy zgadzają się na przyjęcie nowego paktu fiskalnego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby głosowanie nie dotyczyło czegoś, co i tak za chwilę zostanie zmienione.

Gdyby irlandzki rząd mógł przenieść referendum na początek lipca, to chętnie by to zrobił. Wiele wskazuje na to, że to, co będzie przedmiotem głosowania, zostanie wkrótce zmienione.

Mowa o nowym pakcie fiskalnym, zaakceptowanym przez przedstawicieli 25 rządów w końcu stycznia, dziecku Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego, które już jest niechciane na europejskich salonach. Kilka dni temu nowy minister finansów Francji przyznał, że jego kraj nie zaakceptuje paktu w obecnym kształcie, gdyż powinien on umiejętnie bilansować kwestie oszczędności i wspierania wzrostu gospodarczego.

Po specjalnej telekonferencji europejskich polityków zwołanej przed szczytem G-8 rzecznik niemieckiego rządu przyznał, iż istnieje pewna zbieżność celów, co pokazuje, że Angela Merkel będzie musiała pójść na kompromisy dla „wspólnego, europejskiego dobra”. Zresztą pozycja niemieckiej kanclerz mocno słabnie w kraju, a pewnym sygnałem jest fakt, że przed szczytem G-8 prezydent Barack Obama rozmawiał głównie z włoskim premierem Mario Montim czy też nowym francuskim prezydentem Francois Hollande’em. To pokazuje, na które konie Amerykanie stawiają teraz w Europie…

Niemniej to, że Irlandczycy będą tak naprawdę głosować nad tym, czy zgadzają się na kompromisową, francuską wersję paktu fiskalnego (chociaż oficjalnie możemy poznać ją dopiero po unijnym szczycie zaplanowanym na 28-29 czerwca)sprawia, że jedno z głównych zagrożeń dla rynków znika. Według ostatnich sondaży na „tak” jest 37 proc., a przeciw 24 proc.

Odrzucenie czynnika irlandzkiego sprawia, że motorem dla rynków na najbliższe tygodnie pozostanie kwestia hiszpańska oraz grecka. W tej drugiej okazuje się, że sytuacja może się jeszcze diametralnie zmienić (ostatni sondaż faworyzuje reformatorską koalicję ND i PASOK), a w temacie Hiszpanii w krótkim okresie wiele zostało już powiedziane. Rynki mają zatem miejsce do odbicia, które może potrwać nawet do połowy czerwca.

To realne, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że chwilowo piłka znów jest po stronie decydentów, a Europejski Bank Centralny (EBC) musi wykonać jakiś ruch podczas posiedzenia zaplanowanego na 6 czerwca. Jest jasne, że tylko EBC ma możliwości i fundusze, aby czasowo powstrzymać eskalację eurokryzysu. Nie należy też zapominać, że w odwodzie jest też Fed, który 20 czerwca może zdecydować o kolejnym programie stymulacji gospodarki, jeżeli uzna, że rozwój wypadków w Europie może stać się poważnym problemem także dla sytuacji w USA.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski główny analityk DM BOŚ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Amerykanie stawiają na inne konie