Amerykańskim piekarzom brakowało jaj do wypieków, więc tamtejsi przetwórcy zaczęli podbierać konsumentom jaja z półek. Ceny w USA poszybowały o kilkaset procent, spożywcy alarmowali, że należy szybko otworzyć rynek na import (dopuszczona do sprzedaży jaj na amerykańskim rynku była wtedy tylko Kanada), a Europa rzuciła się do produkcjii uzupełniania braków z myślą, że zajmie przynajmniej rynki eksportowe, na których działali wcześniej Amerykanie. Tak ponad rok temu wyglądały światowe perypetie producentów jaj.

Dzięki temu ceny drgnęły, a również nasi producenci zaczęli liczyć na lepszy czas. Zwłaszcza, że jeszcze dwa lata wcześniej płakali nad cenowym dołkiem, z powodu którego nie byli w stanie pokrywać bieżących kosztów i wybijali stada kur. Dobra passa szybko się skończyła. W lipcu średnia cena jaj konsumpcyjnych w UE była o 23 proc. niższa niż rok wcześniej, a w Polsce było jeszcze gorzej — bo spadła o 27,3 proc. — podają analitycy banku BGŻ BNP Paribas.
Natomiast jaja do przetwórstwa były w zeszłym miesiącu o 34,7 proc. tańsze niż przed rokiem. „Trudno jest jednoznacznie ocenić spadkową tendencję w cenach jaj na rynku unijnym i polskim. Po części wynikają one z sytuacji na amerykańskim rynku, gdy nastąpiła szybsza niż przewidywano odbudowa stad kur niosek po epidemii ptasiej grypy, co przełożyło się na spadki cen na tamtejszym rynku.
Być może część producentów żywności, którzy wykorzystywali do swoich wyrobów jaja, znalazła ich zamienniki, co ograniczyło popyt (...) a w Polsce dodatkowo pogłowie kur niosek było w czerwcu o 7,6 proc. wyższe niż przed rokiem. Mogło to wpłynąć na wielkość produkcji jaj i w jakiś sposób tłumaczyć tak głębokie spadki cen w kraju” — czytamy w raporcie BGŻ BNP Paribas. Rafał Ratajczak, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz, potwierdza, że najpierw nastąpiło uzupełnianie stad, a potem nadprodukcja.
— Holendrzy i Hiszpanie zapełnili luki na amerykańskim rynku i dobrze na tym zarobili, a potem zainwestowali tym mocniej w produkcję licząc, że sytuacja potrwa dłużej. Dzięki temu my więcej sprzedaliśmy w Europie, w miejscu, które zajmowali oni. Ten rok to rok nadprodukcji — mówi Rafał Ratajczak. W pierwszych dwóch miesiącach 2016 r. wyeksportowaliśmy 46,8 tys. ton jaj w skorupkach za ponad 46,4 mln EUR, co oznacza 47 proc. wzrost pod względem wolumenu tonażu. Najwięcej odebrali ich Niemcy, Holendrzy i Włosi.
— Do dużych spadków cen w ostatnich miesiącach nasi producenci podeszli jednak racjonalnie — starsze kury przeznaczyli do uboju. Na przełomie lipca i sierpnia wydaje się, że uzyskaliśmy równowagę, tzn. popyt zrównoważył się z podażą, a ceny nie są już tak niskie, więc nie dokładamy do produkcji.
Zazwyczaj ceny polskich jaj są nieco niższe od tych z zachodniej Europy. W tej chwili wygląda to odwrotnie w kilku krajach m.in. Hiszpanii, co pokazuje, że oni najwyraźniej nie opanowali sytuacji — dodaje Rafał Ratajczak. Jesteśmy szóstym producentem jaj w UE. Rocznie produkujemy ich około 13,4 mld sztuk, przy czym za 1,6 mld odpowiada mała przyzagrodowa produkcja. © Ⓟ