Czytasz dzięki

Amerykańscy wykładowcy na skraju biedy

  • Marek Mejssner
opublikowano: 16-04-2015, 08:40

Ponad 25 proc. wykładowców pracujących na umowy czasowe w USA musi korzystać z pomocy państwa, ze względu na bardzo niskie zarobki. Są to najczęściej bony żywnościowe, ulgi podatkowe i Medicaid dla rodzin - alarmuje Labor Center przy University of California.

Procent pracowników w poszczególnych zawodach pobierających pomoc publiczną
Zobacz więcej

Procent pracowników w poszczególnych zawodach pobierających pomoc publiczną UC

Według naukowców z Berkeley, którzy wykonali badania, w USA tworzy się "nowa klasa biednych", złożona z naukowców często profesorów, niewielkich najczęściej stanowych uczelni. "Widzimy rosnącą pauperyzację statusu profesorskiego. Coraz szerzej na uczelnie wchodzi ograniczanie zatrudnienia i obniżki płac oraz proponowanie umów czasowych i przedłużanie ich w nieskończoność" - powiedziała NBC News Carol Zabin, dyrektor ds. badań w Labor Center. Jak stwierdziła prof. Zabin "przy wszystkich narzekaniach na marnotrawstwo i brak kreatywności w Unii Europejskiej, w europejskich placówkach edukacyjnych coś takiego po prostu nie mogło by mieć miejsca".

Wyniki badań Labor Center są bowiem nieprzyjemne dla systemu szkolnictwa w USA:

- 1 na 5 rodzin wykładowców pracujących na umowy czasowe musi korzystać z adresowanego do najbiedniejszych programu ulg podatkowych Earned Income Tax Credit

- część rodzin otrzymuje bony żywnościowe "czasowo", a 7 proc. wszystkich rodzin musi pobierać je stale

- część rodzin wykładowców pracujących na umowy niestałe "czasowo" korzysta z Medicaid, a 7 proc. rodzin i 6 proc. dzieci z takich rodzin musi korzystać z nich stale.

Około 100,000 osób z rodzin wykładowców pracujących na umowy czasowe (w tym oni sami) musi stale korzystać z jakiejś formy pomocy publicznej skierowanej do najbiedniejszych. Jest to 25 proc. wszystkich wykładowców pracujących na niestałe umowy.

Co ciekawe, owe oszczędności, których dokonują bardzo często college i małe szkoły wyższe o statusie towarzystw lub placówek edukacyjnych prowadzonych przez fundacje, generują ogromne koszty, które spadają na barki państwa. Według badań naukowców z University of California pomoc publiczna dla wykładowców pracujących na umowy czasowe oraz ich rodzin kosztuje podatników w USA 468 mln USD rocznie, zaś ponad połowę z tych kosztów, bo 274 mln USD pochłania Medicaid

Jak stwierdzają naukowcy, do grupy "nowych biednych uczonych" dostają się najczęściej osoby, które po ukończeniu uczelni zrobieniu doktoratu nie mogą otrzymać stałego zatrudnienia w jakimkolwiek instytucie czy na uczelni.

Naukowcy z Kalifornii stwierdzili w wypowiedziach dla NBC News, że najczęściej o pożądanej przez  wszystkich "position" nie decydują osiągnięcia naukowe lecz znajomości w kręgach akademickich, biznesu lub "pochodzenie z rodziny od pokoleń uprawiającej zawód naukowca". W efekcie młodemu naukowcowi bez tego typu koneksji zostaje emigracja - co młodzi amerykańscy badacze coraz częściej wybierają - lub praca czasowa w college'u jako wykładowca. Jednak właśnie taka praca najczęściej staje się pułapką i spycha naukowca do stałego statusu "nowego biednego" z którego nie może się wyrwać. Podstawą jego egzystencji staje się bowiem umowa czasowa, wciąż przedłużana, z bardzo niską stawką, bez możliwości otrzymania stałego zatrudnienia, bez programu emerytalnego czy zdrowotnego.

NBC News podaje przykład dr Alyssy Colton. Pracowała ona od 2008 roku w College of St. Rose w Albany, stan Nowy Jork od 2008 roku, gdzie była zatrudniona w pełnym wymiarze godzin na umowę czasową do 2012 roku. Liczyła na umowę stałą po zakończeniu tego okresu, ale college zaoferował jej tylko umowę czasową na tych samych warunkach, ale za ułamek poprzedniego wynagrodzenia, bez programu emerytalnego i zdrowotnego.

Dr Colton, matka dwóch nastoletnich córek, której mąż - właściciel małej firmy zbankrutował na skutek kryzysu, musiała zgodzić się na tą propozycje i jak sama mówi, wpadła w ten sposób w spiralę biedy. Pracuje obecnie na zasadzie wciąż przedłużanej umowy czasowej, na takich samych warunkach jak w czasie kontraktu na pełny wymiar godzin. Jak obliczyła, jej stawka godzinowa wynosi 10 USD - tyle samo ile płaci się kelnerkom w miejscowym Starbucksie, ale wykładowca od 20 lat Colton "nie ma już po prostu zdrowia do takiej pracy fizycznej".

W efekcie dr Colton korzysta wartych 600 USD miesięcznie bonów żywnościowych a jej córki-nastolatki muszą korzystać z Medicaid. W zeszłym roku dochody rodziny były tak niskie iż skorzystała ona z Earned Income Tax Credit, zaś jej dom została zajęty przez bank z powodu braku spłaty kredytów.

Według organizacji związkowej Service Employees International Union, sytuacja jest jeszcze gorsza niż sądzą naukowcy z University of  California. Według jej danych ok. 29 proc. wykładowców pracujących na umowy czasowe i 5 proc. wykładowców zatrudnionych na stałe osiąga dochody nie wyższe niż 150 proc. federalnego poziomu ubóstwa. 15 kwietnia br. dwa związki zawodowe - pracowników przemysłu motoryzacyjnego The United Auto Workers i nauczycieli oraz wykładowców - American Federation of Teachers - urządziły w kampusach i największych miastach USA akcje protestacyjną przeciwko "poniżającym warunkom zatrudnienia i płacy" pracowników zatrudnionych na umowy czasowe w tym wykładowców, żądając podwyżek stawek godzinowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Mejssner

Polecane