Amerykańska korekta osłabiła rynki europejskie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-01-13 00:00

Piątkowa sesja w USA zakończyła się nieciekawie, choć niedźwiedzie wcale nie miały łatwego zadania. Przez środkowe trzy godziny spadki były nieznaczne, a Nasdaq nawet rósł. I to wszystko pomimo bardzo złych informacji: nie tylko dane makro były niekorzystne dla byków, na rynek trafiła cała fala obniżonych rekomendacji.

Spadał również kurs Alcoa — spółka podała wyniki, ale prognoza była nieco słabsza niż oczekiwali analitycy. Poza tym nadal drożała ropa. Jeśli spojrzeć na te wszystkie informacje, to można tylko się dziwić, że spadki (szczególnie na Nasdaq) były takie małe. Pamiętajmy jednak, że zaczyna się sezon wyników, a nadzieje inwestorów są bardzo duże. Dopóki po dobrych wynikach rynek nie zacznie spadać, nadzieje będą się utrzymywały i pomagały obozowi byków.

Jeśli ktoś myśli, że piątkowe dane będą miały jeszcze znaczenie, to się myli. Rynek już się z nich otrząsnął. Sondaż przeprowadzony podczas weekendu przez bardzo poważaną Blue Chip Economic Indicators pokazał, że ekonomiści po raz trzeci podnieśli prognozy wzrostu dla USA na ten rok — tym razem z 4,4 do 4,6 proc. PKB. To normalnie byłoby pozytywną informacją dla rynku, ale tym razem pojawiły się dwa „jeśli”. Otóż taki wzrost ma nastąpić, jeśli nie będzie ataku terrorystycznego w stylu 11 września i jeśli osłabienie dolara nie przerodzi się w panikę. Ponieważ w czasie pierwszych dwóch sesji tygodnia nie było danych makro i wyników istotnych spółek, to stawiałbym na małe zmiany indeksów.

Wczoraj w Eurolandzie rynek był pozbawiony kierunku, chociaż nastawienie było lekko negatywne. Piątkowe spadki w USA były większe niż zakładali Europejczycy. Dlatego już sam początek sesji był negatywny, ale potem giełdy uspokoiły się i czekały na małych minusach na to, co dalej wymyślą Amerykanie. Teraz większy wpływ może na akcje wywierać rynek walutowy.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że w piątek Bank Japonii wydał 10 mld USD sprzedając swoją walutę, by nie pozwolić na zbyt duże osłabienie dolara. Ale pomogło to tylko na chwilę. Świadomość, że nawet takie pieniądze nie wzmacniają dolara, może wzmocnić grających na jego osłabienie.

Lekką korektę wywołało wczorajsze spotkanie szefów banków centralnych (szczyt G-10) i oświadczenie Jean-Claude Trichet, szefa ECB, który powiedział, że w żadnym razie nie jest obojętny wobec osłabienia dolara. To jednak tylko słowa i gracze mogą nadal osłabiać dolara czekając na interwencję. Nie jest wykluczone, że podczas dzisiejszej wizyty w Bundesbanku Alan Greenspan, szef Fed, powie coś, co wpłynie na rynek walutowy, a przez to i na rynek akcji.

U nas, w sytuacji, kiedy nastroje na świecie były słabe, zanosiło się na sesję korekcyjną i wydawało się, że tylko zakres tej korekty jest nieznany. Zaczęło się rzeczywiście od spadku, ale potem straty szybko zostały odrobione, a końcówka była bardzo pozytywna. O ponad 20 pkt podniósł indeks na fixingu dziwny wzrost kursu Pekao (12,7 proc.) — to nie było normalne zakończenie sesji. Obroty były nieduże, więc ruchy nie były istotne, ale dobrze świadczył o rynku brak agresywnej podaży. Ostatnie sesje są sesjami przejściowymi — pokazują, że rynek jest niezdecydowany, ale nie doprowadzają do przełomu. Na razie po prostu trzeba ograniczyć się do obserwacji rynku.

Zmieniłbym zdanie tylko wtedy, gdyby przy dużych obrotach indeks ruszył mocno w górę i pokonał 1688 pkt., albo spadł. Problem pojawiłby się, gdyby pękła linia trendu na WIG-20 (1620). Wtedy oscylator CCI przynajmniej dotknąłby linii „0”, co stawiałoby sprawę na ostrzu noża. Większy spadek dałby sygnał sprzedaży, a odwrót— kupna.

Przypominam również, że jeśli baza na kontraktach będzie się zmniejszała, to w dowolnej chwili można oczekiwać ataku arbitrażu i małej paniki. To jest istotne zagrożenie dla rynku – szczególnie w końcówce sesji, gdyby giełdy USA miały zamiar zaczynać na minusach. Generalnie sytuacja jest niejasna i przed powstaniem technicznych sygnałów sprzedaży/kupna nie należy podejmować ważnych decyzji.