W ciągu ostatnich dni złoty pozostawał pod silnym
wpływem rynków zagranicznych. Doniesienia z Polski jedynie w niewielkim
stopniu oddziaływały na kształtowanie się wartości rodzimej waluty. W środę Rada
Polityki Pieniężnej decydowała w sprawie wysokości stóp procentowych w naszym
kraju. Zostały one zgodnie z oczekiwaniami pozostawione bez zmian. W komunikacie
wystosowanym po podjęciu decyzji Rada poinformowała, iż z oceną sytuacji
panującej obecnie w polskiej gospodarce należy wstrzymać się do publikacji
kolejnych danych makroekonomicznych. Pierwsze tego typu istotne doniesienia z
Polski poznamy dopiero 14 listopada, kiedy to zostanie podana wysokość inflacji
CPI. Tym samym nie padła żadna sugestia co do kolejnych posunięć Rady. Pewną
wskazówkę dał natomiast jeden z bardziej "jastrzębich" przedstawicieli tej
instytucji Jan Czekaj. Stwierdził on, że w listopadzie podniesienie stóp
procentowych jest bardziej prawdopodobna niż utrzymanie ich na dotychczasowym
poziomie. Nie wyklucza również kolejnych podwyżek w 2008 roku, co oznacza, iż
RPP będzie w dalszym ciągu prowadzić restrykcyjną politykę pieniężną. Za taki
sposób postępowania instytucję tę krytykuje jeden z liderów partii, która
wejdzie prawdopodobnie w skład koalicji rządzącej, Marek Sawicki. Stwierdził on,
że RPP, dokonując kolejnych podwyżek kosztu pieniądza, szkodzi polskiej
gospodarce. Wobec tego, w jego opinii, należy zastanowić się nad zmianą składu
tej instytucji.
Próby przebicia ostatnich minimów przez kursy USD/PLN oraz
EUR/PLN były wywoływane przede wszystkim oczekiwaniami na obniżkę stóp
procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz samym faktem dokonania tej obniżki.
Interwencja amerykańskiego Komitetu Otwartego Rynku przyczyniła się do
chwilowego spadku awersji do ryzyka na czym zyskały waluty rynków wschodzących w
tym polski złoty. Jednak zapowiedź, iż być może będzie to ostatnie w tym roku
cięcie kosztu pieniądza w USA szybko ostudziła zapał inwestorów i skłoniła ich
do wyprzedaży m.in. naszej waluty. Do nieznacznego osłabienia złotego w
pierwszej połowie minionego tygodnia przyczynić się mogły również ostatnie
transakcje importerów. Przed końcem miesiąca w celu realizacji płatności na
większą skalę zakupywali oni zagraniczne waluty.
Jednak, mimo niewielkiego
osłabienia, złoty w dalszym ciągu pozostaje bardzo silny. Zdaniem wiceminister
finansów Katarzyny Zajdel-Kurowskiej obserwowane przed tygodniem znaczne
umocnienie polskiej waluty było efektem pozytywnego przyjęcia przez inwestorów
wyniku przedterminowych wyborów parlamentarnych, co jednak nie oznacza, że jego
dynamika w dalszej perspektywie utrzyma się na tak wysokim poziomie.
Po
silnym umocnieniu przychodzi zwykle czas na korektę. Zasada ta, jednak
prawdopodobnie nie zrealizuje się jeszcze w przyszłym tygodniu. Co prawda dwie
nieudane próby przebicia psychologicznych barier przez kursy USD/PLN oraz
EUR/PLN oznaczają, że potencjał polskiej waluty do dalszej aprecjacji wyczerpuje
się i możliwe jest jej nieznaczne osłabienie. Jednak w dłuższej perspektywie
złoty będzie pozostawał mocny. Na fakt ten wskazuje m.in. ostatnia projekcja
inflacji przygotowana przez NBP. Zgodnie z nią, przy zakładanym braku zmian stóp
procentowych, na koniec IV kwartału bieżącego roku dynamika wzrostu cen będzie
wyższa niż zakładane 2,5% a w pierwszej połowie 2009 wyniesie 3,5%. Dane te
prawdopodobnie skłonią Radę Polityki Pieniężnej do kolejnej interwencji w
postaci podwyżki kosztu pieniądza, co przełoży się na dalsze umocnienie polskiej
waluty.
Centralnym wydarzeniem minionego tygodnia na rynkach światowych, zarówno ze
względu na wagę, jak i moment publikacji (środa) była decyzja amerykańskiego
Komitetu Otwartego Rynku w sprawie wysokości stóp procentowych w Stanach
Zjednoczonych. Spodziewając się obniżki o 25 punktów bazowych inwestorzy
utrzymywali wartość amerykańskiego dolara na nowoustanowionych minimach. Kurs
EUR/USD kształtował się wtedy na poziomach 1,44-14470. W momencie, gdy
oczekiwania ich się spełniły, dolar uległ dalszemu osłabieniu, a kurs EUR/USD
ustanowił nowe szczyty powyżej wartości 1,45. Jednak komunikat wystosowany po
decyzji o cięciu stóp procentowych szybko ostudził zapał inwestorów. Stwierdzono
w nim, że obecnie w Stanach Zjednoczonych ryzyko inflacji równoważy ryzyko
spowolnienia wzrostu gospodarczego wobec czego nie należy spodziewać się
kolejnych obniżek kosztu pieniądza w tym kraju. Słowa te sprawiły, że dolar
uległ umocnieniu, a kurs EUR/USD powrócił do poziomu 1,44. Jednak nie na długo.
W czwartek rynek przeszyła informacja, że Citigroup, największy amerykański
bank, z powodu strat w sektorze kredytowym, będzie prawdopodobnie zmuszony do
obniżenia dywidendy. Dodatkowo kilka domów maklerskich obniżyło rekomendacje dla
jego akcji, co spowodowało, że ich wartość osiągnęła poziom najniższy od
czterech lat. Doniesienia te po raz kolejny rozpaliły nadzieje inwestorów na
obniżki stóp procentowych, mimo że jeszcze dzień wcześniej szef FED Ben Bernanke
stwierdził, iż są one mało prawdopodobne. Wartość dolara kolejny raz spadła, a
kurs EUR/USD znów zbliżył się do poziomu 1,45. Dość silnie wzrosła awersja do
ryzyka, co przełożyło się na spadki na giełdach w Stanach Zjednoczonych i Azji
oraz na umocnienie japońskiego jena.
Informacja o kłopotach Citigroup wraz z
obniżką kosztu pieniądza w USA, w dużej mierze zdyskontowaną już w poczynaniach
inwestorów, były jedynymi czynnikami przemawiającymi za osłabieniem
amerykańskiej waluty. Pojawiły się natomiast liczne sygnały wskazujące, że dolar
powinien choć chwilowo się umocnić. W środę poznaliśmy ze Stanów Zjednoczonych
pierwsze szacunki wzrostu PKB za trzeci kwartał. Zgodnie z nimi jego dynamika
utrzymała się na poziomie nieco wyższym niż w miesiącach kwiecień-czerwiec i
wyniosła 3,9%. Dane te świadczą, iż gospodarka USA w dalszym ciągu ma się dobrze
i do tej pory nie widać wyraźnych objawów przelania się kłopotów rynku
nieruchomości na inne sektory. Jeszcze bardziej optymistyczny był piątkowy
raport z amerykańskiego rynku pracy. Przedstawiony w nim najistotniejszy
wskaźnik, tj. liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych osiągnął w
październiku zaskakująco wysoką wartość 166 tys. Dla porównania we wrześniu, po
rewizji, odnotowano 96 tys., a w październiku oczekiwano spadku do poziomu 80
tys. Dane te, choć świadczą o dobrym stanie tamtejszego rynku pracy i
jednocześnie znacznie oddalają kolejne obniżki stóp procentowych w Stanach
Zjednoczonych, nie przyczyniły się do aprecjacji amerykańskiej waluty. Wręcz
przeciwnie, po chwilowym umocnieniu, wartość dolara ponownie spadła, a kurs
EUR/USD ustanowił nowy szczyt na poziomie 1,4525. W pewnym stopniu fakt ten
można tłumaczyć strukturą poznanych danych. Otóż okazuje się, iż znaczny wzrost
zatrudnienia dokonał się jedynie w sektorze usług. Inne dziedziny odnotowały
natomiast dość niskie wartości.
Umocnić dolara nie zdołały również dane z USA
na temat zamówień w przemyśle, mimo że we wrześniu odnotowano 0,2% wzrost
dynamiki przy oczekiwanym spadku o 0,5%. W obliczu tych faktów trudno wskazać
czynnik, który może obecnie przyczynić się do umocnienia amerykańskiego dolara,
a co za tym idzie korekty kursu EUR/USD. Zwłaszcza, że w przyszłym tygodniu nie
poznamy istotnych danych makro ze Stanów Zjednoczonych. Warty wspomnienia jest
jedynie indeks ISM oraz dynamika cen eksporterów i importerów. O wiele więcej
danych napłynie natomiast ze strefy euro. Poznamy m.in. decyzje Europejskiego
Banku Centralnego w sprawie wysokości stóp procentowych, wstępne szacunki
wzrostu PKB, inflację PPI oraz sprzedaż detaliczną. Szczególnie ważny okazać się
może komunikat po decyzji ECB. Co prawda oczekuje się, że koszt pieniądza w
strefie euro zostanie pozostawiony bez zmian, ale w komentarzu po spotkaniu tej
instytucji J. C. Trichet może zasugerować, iż możliwe są rychłe podwyżki stóp na
tym obszarze. Jeśli sugestia taka padnie, obniży się prawdopodobieństwo korekty
EUR/USD. Do przyszłego piątku kurs tej pary walutowej będzie zmierzał w kierunku
1,46.
Sporządził:
Tomasz Regulski
Departament Doradztwa i Analiz
DM TMS
S.A.