Amerykański konsument się obudził, europejski śpi

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-10-17 20:00

Największy konsument towarów na świecie – amerykański – przebudził się po wielu miesiącach letargu. Nie przeszkadzają mu wysokie stopy procentowe i drożejące paliwo. To może być dobra wiadomość dla całej globalnej gospodarki, choć kłopot polega na tym, że konsument europejski wciąż śpi. Boi się wysokich stóp procentowych i wysokiej inflacji, a może czeka, aż inflacja bardziej spadnie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Dane o sprzedaży detalicznej pokazały we wtorek bardzo pozytywny obraz popytu na towary (i usługi restauracyjne) w Stanach Zjednoczonych. Sprzedaż wzrosła nominalnie o 0,7 proc. m/m. To już trzeci z rzędu miesiąc solidnej dynamiki. Ostatni raz taka seria wydarzyła się półtora roku temu. Korygując te dane o inflację, otrzymujemy wzrost o 0,3 proc. m/m – też solidny. Jak widać na końcu wykresu, sprzedaż w USA ruszyła ostatnio z miejsca po kilku miesiącach stagnacji.

Jest to istotna zmiana, ponieważ w ostatnim roku konsumenci na całym świecie byli pod dużą presją i cięli wydatki na towary. Wysoka inflacja redukowała realne dochody, wysokie stopy procentowe zniechęcały do zaciągania kredytów, a zakupy dóbr trwałych z okresu pandemii powodowały, że niepotrzebne były nowe meble, elektronika czy sprzęt AGD. Możliwe, że ten okres recesji konsumenckiej mija, a Amerykanie dali pierwszy sygnał.

Niestety, w Europie sytuacja wygląda znacznie gorzej. Nie ma jeszcze danych za wrzesień, ale dane do sierpnia pokazywały obraz spadającej sprzedaży detalicznej. Co gorsza, jej spadek był ostatnio nawet szybszy niż na wiosnę, mimo że negatywny wpływ inflacji powinien stopniowo znikać. Tej różnicy nie tłumaczą odmienności metodologiczne w mierzeniu sprzedaży detalicznej (w USA wchodzi do niej nieco więcej kategorii).

Co się dzieje z europejskim konsumentem? Można postawić dwie hipotezy.

Po pierwsze, europejski konsument może wciąż obawiać się wysokich cen, szczególnie energii. Inflacja wprawdzie spada, ale jest wyższa niż w Stanach Zjednoczonych, a ryzyko kryzysu energetycznego nie zostało całkowicie zniwelowane. Konsumenci w najzamożniejszych krajach, jak Niemcy, mogą więc po prostu zwiększać stopę oszczędzania w reakcji na odbicie realnych dochodów, zamiast zwiększać zakupy.

Po drugie, europejski konsument może czekać na… spadek cen. W warunkach malejących oczekiwań inflacyjnych konsumenci odkładają decyzje o zakupie dóbr trwałych, ponieważ liczą na obniżenie cen oraz korzystają z wysokich realnych stóp procentowych do zwiększenia oszczędności. O tym mechanizmie pisał kilka tygodni temu Jakub Łaszkowski, analizując różne kanały, którymi oczekiwania inflacyjne wpływają na decyzje zakupowe gospodarstw domowych. Badania pokazują, że osoby zmniejszające oczekiwania co do inflacji, a jednocześnie posiadające potencjał zakupów dużych towarów, mogą w okresie dezinflacji odkładać decyzje o poważniejszych wydatkach.

Bez względu na to, które wyjaśnienie jest lepsze, w ciągu nadchodzących kwartałów powinno dojść do ożywienia konsumpcji również w Europie. Wzrost dochodów konsumentów jest wyraźny, oczekiwania inflacyjne spadną, a później zaczną się stabilizować. Przyszły rok dla konsumpcji powinien być lepszy.