Amerykańskie inwestycje przerosły TFI

Indeksy za oceanem co rusz biją nowe rekordy. Polskie fundusze amerykańskich akcji wypadają na tym tle blado. Potrafią nawet… przynosić straty

Już w 2013 r. główne amerykańskie indeksy giełdowe pobiły rekordy z 2007 r. Obecnie walczą o ustanawianie coraz to nowych historycznych maksimów. Tylko w ostatnich dwunastu miesiącach indeks S&P 500 wzrósł o 24,4 proc., a Nasdaq Composite — o 31,9 proc. Tymczasem średnia stopa zwrotu z 9 polskich

funduszy akcji amerykańskich rozliczanych w złotych wyniosła w tym okresie niespełna 13 proc. Usatysfakcjonowani mogą być tylko klienci ING BSK Indeks S&P 500, prowadzonego przez Amundi Polska TFI dla ING Banku Śląskiego. Jak sugeruje nazwa, produkt ma odzwierciedlać zachowanie indeksu S&P 500. W ostatnich dwunastu miesiącach zarobił 24 proc., czyli dziesiąte punktu procentowego poniżej wzrostu indeksu.

— Biorąc pod uwagę opłatę za zarządzanie, która wliczona jest w wycenę jednostki, różnica nie wydaje się duża — komentuje z satysfakcją Hubert Kmiecik, dyrektor departamentu zarządzania aktywami w Amundi Polska TFI. Na drugim biegunie jest Pioneer Akcji Amerykańskich. To jedyny fundusz w grupie, który w ostatnich dwunastu miesiącach nie wyszedł nawet na zero.

Agata Stępniewska, dyrektor zespołu ds. komunikacji marketingowej Pioneer Pekao TFI, zastrzega jednak, że fundusz nie zabezpiecza ryzyka kursowego, a ujemna stopa zwrotu to efekt umocnieniazłotego. W ostatnich dwunastu miesiącach zyskał on względem dolara 17,8 proc. To niemal tyle, ile wyniosła stopa zwrotu jednostek funduszu wycenianych w dolarach — które również są w sprzedaży.

Nie jesteśmy ETF-em

Z dokumentów udostępnianych klientom przez TFI oraz naszych rozmów z przedstawicielami instytucji finansowych wynika jednak, że polskie fundusze co do zasady zabezpieczają ryzyko kursowe w funduszach akcji amerykańskich.

Koszt hedgingu to różnica między stopami procentowymi w Polsce i za oceanem. — Wpływ zachowania złotego na wyniki funduszy nie powinien być więc istotny. Hedging kosztuje, ale w skali ponad 20-procentowego ruchu indeksów jest to czynnik o relatywnie niewielkim znaczeniu — twierdzi Tomasz Karsznia, dyrektor zarządzający portfelami akcji w Metlife TFI. Przyczyn rozbieżności w ruchach amerykańskich indeksów i wynikach polskich funduszy trzeba więc szukać w strukturze inwestycji.

— Pierwszą i podstawową przyczyną różnic jest to, że indeksy są ciągnięte do góry przez niewielką liczbę spółek. Gdybyśmy z indeksu S&P 500 wyjęli 20 spółek, okazałoby się, że jego stopa zwrotu jest zupełnie inna — tłumaczy Łukasz Majkowski, analityk inwestycyjny Esaliens TFI. Podkreśla, że za znaczną część wzrostu odpowiadają pasywnie zarządzane fundusze ETF. Albo wprost kopiują one skład określonego indeksu, albo konstruują portfel tak, by kopiował ruchy indeksu, mając jednak nieco inny skład.

To ostatnie można osiągnąć, koncentrując się na spółkach o największej wadze w indeksach, a pomijające najmniejsze. W obu przypadkach pieniądze ETF-ów płyną przede wszystkim do spółek mających największy udział w indeksach. W efekcie one rosną najbardziej i w kolejnym kroku ich udział w indeksie też. To wywołuje efekt śnieżnej kuli.

Różne spółki na różne czasy

Polskie TFI, co do zasady, nie kupują samodzielnie amerykańskich akcji. Przelewają pieniądze klientów do funduszy zagranicznych. Niektóre do tylko jednego, inne — do kilku. Są to zarówno fundusze z grup kapitałowych, do których należą polskie TFI, jak i zupełnie obce. — Wyniki funduszy zagranicznych składają się na wyniki polskich funduszy, a fundusze bazowe często nie kopiują indeksów.

Jeżeli polski fundusz inwestuje w kilka zagranicznych, to np. dwa z nich mogą odzwierciedlać skład któregoś z głównych amerykańskich indeksów, ale pozostałe mogą specjalizować się w spółkach o określonym profilu. Jeśli takie spółki dobrze się zachowują, to wyniki polskiego funduszu mogą być lepsze od indeksu. Jeśli jednak indeks ciągnie do góry inny typ spółek, to wyniki indeksu będą lepsze — wyjaśnia Tomasz Karsznia.

Typ nie musi przy tym oznaczać konkretnej branży, ale np. podział na spółki value (wartość) i growth (wzrostowe). Pierwsze mają solidny model biznesowy i przepływy gotówkowe, drugie — głównie perspektywy budzące duże nadzieje.

— W ostatnich 2-3 latach spółki value radziły sobie gorzej niż growth — m.in. dlatego, że z powodu polityki amerykańskiego banku centralnego finansowaniebyło śmiesznie tanie. W rezultacie wiele spółek, które w innej sytuacji miałyby problemy z przetrwaniem, mogło się bez trudu kredytować — zaznacza Łukasz Majkowski.

Czy argumentacja przedstawicieli polskich TFI jest wiarygodna? Większość funduszy otwartych akcji amerykańskich powstała stosunkowo niedawno — jeden nie ma nawet roku, a pięcioletnią historię mają tylko trzy. Indeks S&P 500 wzrósł w tym czasie o 89,2 proc., a Nasdaq Composite — o 136,8 proc. Z trójki polskich funduszy o odpowiednio długiej historii wyniki na tym poziomie zdołał osiągnąć jedynie Metlife Akcji Amerykańskich. Fundusz pokonał S&P 500, ale nie dał rady Nasdaqowi. NN Spółek Dywidendowych USA i Pioneer Akcji Amerykańskich wypracowały — odpowiednio — 61,3 i 65,1 proc. zysku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Amerykańskie inwestycje przerosły TFI