Analitycy ostrożnie oceniają nowe szacunki dotyczące budżetu 2008

ISB
11-09-2007, 14:38

Analitycy bardzo ostrożnie oceniają prognozy i szacunki resortu finansów. Podkreślają przede wszystkim fakt, że jest to budżet tworzony pod presją kampanii wyborczej i wcale nie jest pewne, iż założenia nie ulegną jeszcze zmianie.

We wtorek rząd przyjmie ostateczną wersję założeń do przyszłorocznego budżetu, poinformował resort finansów. Według nieoficjalnych informacji deficyt budżetowy zostanie zmniejszony do 28,1 mld, wzrosną natomiast dochody oraz wydatki.

Według nieoficjalnych informacji w projekcie budżetu na przyszły rok założono deficyt budżetowy na poziomie 28,16 mld zł, czyli o około 2 mld zł mniej niż kotwica budżetowa w wysokości 30 mld zł. Przyszłoroczne dochody mają wynieść około 247 mld zł, a wydatki około 275,15 mld zł. Wcześniej rząd przyjął założenia przewidujące 30-mld deficyt przy przychodach i wydatkach na poziomie odpowiednio 241,6 mld zł i 271,6 mld zł.

Dodatkowo rząd planuje, że przyszłoroczne potrzeby pożyczkowe budżetu państwa wyniosą 45 mld PLN. W projekcie przyjęto, że realny wzrost PKB w 2008 roku wyniesie 5,5% wobec planowanych wcześniej 5,7%. Nie ma natomiast ulec zmianie prognoza średniorocznej inflacji, którą oszacowano na 2,3%.

Analitycy bardzo ostrożnie oceniają prognozy i szacunki resortu finansów. "Trudno uwierzyć, że jest to ostateczna wersja założeń do budżetu na 2008 r. Trwa kampania wyborcza i można oczekiwać jeszcze wielu zmian, szczególnie po stronie wydatków" - uważa ekonomistka Raiffeisen Bank Polska Marta Petka.

Jeszcze bardzie nieufny jest główny ekonomista Banku Pekao SA. "Obniżenie dynamiki PKB wydaje się zgodne z rachunkiem ekonomicznym, ale już podniesienie prognozy wydatków i wpływów przy niższym deficycie i wzroście jest trudne do wyjaśnienia. Generalnie ten budżet to próba zamydlenia oczy, kiełbasa wyborcza" - powiedział Andrzej Bratkowski.

Według niego, budżet na 2008 rok jest zdecydowanie gorszy niż tegoroczny. W ubiegłym roku resort finansów przyjął, zgodnie z regułami sztuki, bardzo konserwatywne założenia. Dzięki temu w trakcie roku wicepremier i minister finansów Zytę Gilowską spotykają bardzo miłe niespodzianki jak niższy deficyt oraz wyższe dochody.

"W tym roku planując budżet przedstawiono dość optymistyczne założenia i jego sytuacja będzie bardzo napięta" - wyjaśnia Bratkowski.

Natomiast ekonomista Banku Zachodniego WBK Piotr Bujak ocenia propozycje Gilowskiej za kontynuację niefrasobliwości kolejnych ministrów.

"To będzie kolejny budżet straconej szansy, ponieważ jest tworzony w najgorszym momencie kampanii wyborczej. Obecnie, gdy mamy wysoki wzrost gospodarczy, nie widać niebezpieczeństwa, ale gdy dynamika PKB spadnie o 1-2 punkty, to mówiąc wprost - leżymy" - podsumowuje Bujak.

Możliwe jednak, że do załamania nie będzie potrzeba kryzysu światowego. Wystarczą pomysły polskich polityków, co zauważyła nawet Zyta Gilowska.

"Grożą nam poważne problemy z budżetem, jeżeli Senat poprze i zgodzi się na zwiększenie ulgi prorodzinnej do 1145 zł na każde dziecko. Jeśli tak się nie stanie, to w przyszłorocznym budżecie może zabraknąć 2 mld zł" - wyliczyła minister finansów.

Zgodnie z konstytucją, rząd musi do końca września przekazać projekt Sejmowi, a 20 dni wcześniej, czyli najpóźniej dziś, musi on zostać przedstawiony do zaopiniowania Komisji Trójstronnej.

W budżecie na 2007 rok zaplanowano wydatki na poziomie 258,95 mld zł, zaś dochody 228,95 mld zł. Jednak według zapowiedzi resortu finansów, na koniec tego roku deficyt będzie o kilka miliardów złotych niższy niż planowane 30 mld zł. (ISB)

Lesław Kretowicz

lk/tom

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ISB

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Analitycy ostrożnie oceniają nowe szacunki dotyczące budżetu 2008