Analitycy stracili wiarę w Eurocash

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2014-03-04 07:00

Rosnąca konkurencja i ograniczone perspektywy rozwoju sprawiają, że hurtownik może stać się czerwoną latarnią wśród blue chipów.

2014 to rok, w którym kurs Eurocashu w końcu... runie o około 50 proc. — tak niespełna miesiąc temu Piotr Zielonka z Ipopemy ocenił perspektywy akcji największego hurtownika spożywczego w Polsce. Tak źle jeszcze nie jest, ale akcjonariusze Eurocashu do zadowolonych nie mogą należeć — papiery spółki są na najniższym poziomie od listopada 2012 r. Analitycy zalecają, by się ich pozbywać. Wszystko przez konkurencję ze strony dyskontów i marketów, otwierających nowe placówki i jednocześnie tnących ceny.

„Wyniki za IV kwartał były mocno rozczarowujące, EBITDA za ten okres wyniosła 124 mln zł, czyli 28 proc. poniżej konsensusu. Sądzimy, że ciężka sytuacja rynkowa, narzucające niskie marże w sektorze, utrzyma się również w 2014 r.” — ocenia Łukasz Wachełko z DI Investors, który w poniedziałek, 3 marca, obniżył cenę docelową Eurocashu z 37 zł do 34 zł.

Rekomendację dla spółki ściął ostatnio także Morgan Stanley, HSBC i Erste Securities — ci ostatni najmocniej, do zaledwie 28 zł.

— Słabe wyniki Eurocashu, które wyraźnie rozczarowały rynek, spowodowane były trudną sytuacją branży — dużą konkurencją i słabnącymi marżami. Nie widać nadziei, by warunki w tym roku miały się radykalnie odwrócić — tak Eurocash, jak i Jeronimo Martins sygnalizowały, że pierwszy kwartał tego roku nie jest lepszy od poprzednich.

Biorąc pod uwagę szybki rozwój sieci przez konkurentów, choćby takich jak Biedronka i Żabka, Eurocash będzie musiał również intensywnie inwestować. W tej sytuacji wycenianie jego akcji z premią do Jeronimo Martins jest nieporozumieniem — mówi Marek Czachor, analityk Erste Securities.