Analitycy z GPW chcą likwidacji fixingu...

Sebastian Gawłowski
31-01-2001, 00:00

Analitycy z GPW chcą likwidacji fixingu...

...uważają jednak, że jest to jedynie półśrodek, który nie pomoże małym spółkom

Plany warszawskiej giełdy związane z ewentualną likwidacją notowań w systemie jednego fixingu wzbudzają na rynku sporo emocji. Jest to przy tym jedna z niewielu inicjatyw GPW, która spotyka się z tak dużym poparciem analityków. Twierdzą oni jednak, że proponowane zmiany są niewystarczające.

Od początku działania nowego systemu giełdowego (listopad 2000 r.) notowania jednolite wzbudzały kontrowersje. Wielu obserwatorów rynku wskazywało, że pozostawienie spółek w tym systemie skaże je na marginalizację. Niewątpliwie mieli oni rację, świadczy o tym poziom obrotu na papierach 89 emitentów kwotowanych w systemie jednokrotnego ustalania kursu. Na notowania, w których uczestniczy blisko 40 proc. spó- łek obecnych na GPW, przypada niewiele ponad 1 proc. wartości obrotu na całym rynku.

Półśrodek

Analitycy krytykując notowania jednolite wskazują na brak przejrzystości tego systemu i przejrzystości zawieranych transakcji.

— Drobny inwestor zajmując pozycję na akcjach naraża się na niebezpieczeństwo ustawiania kursów przez silniejszych graczy. Ryzyko inwestowania w akcje fixingowe jest dużo wyższe niż na notowaniach ciągłych — ocenia Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny PBK Asset Management.

Biorąc te zarzuty pod uwagę, GPW przymierza się do reorganizacji systemu notowań, która ma wejść w życie na początku drugiego kwartału. Prawdopodobnie emitenci kwotowani w systemie jednego fixingu zostaną przeniesieni do kwotowań z podwójnym ustalaniem kursu. Analitycy, pozytywnie odnosząc się do tego projektu, uważają jednak proponowane zmiany za niewystarczające.

— Inicjatywę uważam za słuszną, ale mimo wszystko jest to półśrodek. Moim zdaniem, wszystkie spółki obecne na GPW powinny znajdować się w notowaniach ciągłych, który to system jest systemem w pełni rynkowym, klarowniejszym i prostszym od notowań jednolitych — twierdzi Alfred Adamiec.

Zdanie to podziela Sebastian Słomka, kierownik działu analiz BDM PKO BP.

— Fixing nie daje takiej elastyczności jak notowania ciągłe, w których, posługując się najprostszym przykładem, można wycofać złożone zlecenie w dowolnym momencie — dodaje Sebastian Słomka.

Pojawiają się jednak głosy sceptyczne, krytykujące pomysł wprowadzenia wszystkich spółek do systemu notowań ciągłych.

— Notowania ciągłe nie są najlepszym miejscem dla małych spółek. Nic nie zmieni faktu, że większość obrotu koncentruje się na dwudziestu największych firmach na giełdzie — mówi Rafał Gębicki, dyrektor inwestycyjny banku Concordia.

Lepsza kontrola

Jeśli giełda zdecyduje się na wprowadzenie spółek przeniesionych z pojedynczego fixingu do systemu notowań z dwoma fixingami, gracze będą mieli możliwość złożenia nowych zleceń tego samego dnia po południu. Część specjalistów uważa, że druga szansa dostosowania się do sytuacji na rynku jest niezbędna.

— Istnieje wtedy możliwość zareagowania na informacje napływające z obszarów, które wpływają na koniunkturę giełdową. Jeden fixing to za mało, aby w pełni kontrolować sytuację rynkową — podkreśla Tomasz Ćwintal, analityk DM BPH.

Gracze nie cenią

Zmiany w systemie notowań same w sobie nie zwiększą atrakcyjności inwestycyjnej małych spółek. Analitycy są zgodni, że nikłe zainteresowanie mniejszymi firmami z GPW jest też kwestią ich kondycji i rozmiarów.

— Problem leży przede wszystkim w niedużej kapitalizacji takich spółek. Stwarza to bariery dla szerokiego grona inwestorów — gdyby nie one, mielibyśmy do czynienia ze znaczącym obrotem na ich walorach — mówi Tomasz Ćwintal.

Z kolei Alfred Adamiec uważa, że gracze nie cenią spółek z fixingu, słabo oceniając możliwości ich potencjału i rozwoju.

Kryterium, którym kierują się inwestorzy instytucjonalni przy wyborze celów jest przede wszystkim płynność papierów.

— Obrót na mniejszych spółkach generują aktywni gracze z mniejszymi pieniędzmi. W centrum zainteresowania funduszy i innych inwestorów instytucjonalnych są firmy o kapitalizacji rzędu 150 mln USD (około 615 mln zł według aktualnego kursu) i płynności walorów ponad 100 mln zł — przypomina Rafał Gębicki.

Liczba spółek z pojedynczego fixingu, w których akcjonariacie pojawiają się fundusze emerytalne, jest symboliczna. Dodatkowo są to inwestycje dokonane jeszcze przed wprowadzeniem nowego systemu notowań.

Natomiast Alfred Adamiec zaznacza, że główną wadą spółek, o niskim free float, to niepoddawanie się analizie technicznej.

— Bezużyteczny dla inwestorów staje się zyskujący coraz większą popularność instrument przewidywania ruchów cen akcji — dodaje doradca inwestycyjny PBK AM.

Radą na znikomy poziom obrotów mogliby być animatorzy, jednak i w tym przypadku analitycy nie widzą większych szans na przełamanie niemocy na fixingu.

— Animatorzy nie zechcą wykonywać swoich zadań, jeśli nie będzie się im to po prostu opłacało — konkluduje Sebastian Słomka.

Dystans między dużymi a średnimi spółkami wyraźnie rośnie. Zmniejsza się krąg inwestorów, którzy chcą zarobić na walorach małych spółek, dzięki którym warszawska giełda może pochwalić się największą liczbą emitentów wśród giełd regionu. Działania zmierzające do zwiększenia aktywności graczy na walorach tych firm są niezbędne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sebastian Gawłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Analitycy z GPW chcą likwidacji fixingu...