Analiza bilansu pozwala zminimalizować ryzyko

Jarosław Kostrzewa
opublikowano: 2002-07-08 00:00

Wartość i jakość posiadanych przez spółki aktywów to chyba najbardziej zaniedbany obszar badań i analiz. Rzadko który z inwestorów przejmuje się obecnie tym, co spółka posiada w bilansie po stronie winien. Zapominają, że to, co znajduje się w rachunku wyników, jest tworzone właśnie przez pozycje, które znajdują się w bilansie.

Ostatnie wydarzenia dotyczące spółek na rynkach amerykańskim i europejskim (m.in. afery Enronu i WorldComu) dobitnie przekonują, że uważne śledzenie zestawień finansowych w bilansach spółek w kolejnych latach jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie, pozwala wyłapać wszelkie anomalie, jeśli takowe oczywiście występują.

Dzięki tego typu analizie, jesteśmy w stanie chronić swój kapitał przed niemal pewnymi stratami związanymi z nietrafioną inwestycją. W celu znalezienia punktu zaczepienia można na początek oszacować wartość likwidacyjną aktywów spółki. Bardzo przydatna w tym przypadku jest metoda opracowana przez Grahama i Dodda, twórców analizy fundamentalnej, którzy przyporządkowali poszczególnym aktywom odpowiednią wartość likwidacyjną. Odpowiednie zestawienie wielkości zostało zaprezentowane w tabeli.

Aktywa najbardziej płynne, takie jak gotówka i papiery wartościowe, są wyceniane według wartości bilansowej. W miarę spadku płynności poszczególnych aktywów rośnie dyskonto w stosunku do wartości bilansowej. Największe dyskonto posiadają nieruchomości, maszyny, inwestycje w toku, co należy tłumaczyć tym, że są to aktywa najtrudniej zbywalne, których cena sprzedaży może w znacznym stopniu odbiegać od wartości bilansowej. Wyliczona w ten sposób wartość aktywów powinna zostać pomniejszona o wszystkie zobowiązania. Uzyskany wynik pozwala na oszacowanie rynkowej wartości aktywów netto.

Nie należy się przy tym dziwić, że w przypadku niektórych spółek otrzymamy wartości ujemne. Warto również zauważyć, że taka kalkulacja wartości aktywów jest zbliżona do sposobów, jakie stosują banki dla zabezpieczenia swoich interesów. Jeśli przykładowo jakaś firma chce zaciągnąć w banku kredyt wysokości 100 tys. zł, to bank, w zależności od rodzaju firmy, będzie wymagał odpowiednio wysokiego zabezpieczenia spłaty kredytu. Może to być zabezpieczenie w postaci budynków, maszyn produkcyjnych czy też środków transportu. Lecz, aby otrzymać wyżej wymieniony kredyt, firma będzie musiała zabezpieczyć na rzecz banku majątek trwały przykładowo o wartości co najmniej 200 tys. zł, ponieważ takie współczynniki stosuje bank. W ten właśnie sposób bank chroni swoje interesy. Bankierzy zdają sobie bowiem sprawę z tego, że gdyby doszło do pewnych nieprzewidzianych trudności ze spłatą kredytu, to w przypadku zbyt niskiego zabezpieczenia mogą ponieść stratę. Kredytodawcy wiedzą doskonale, że zabezpieczona na majątku firmy kwota 200 tys. zł będzie nie do uzyskania w przypadku zbycia tych aktywów na wolnym rynku. Ale jeśli zaproponują potencjalnemu nabywcy cenę przykładowo o 50 proc. niższą, istnieje wtedy szansa, że zostanie ona zaakceptowana, a tym samym odzyskają w stu procentach kredyt udzielony firmie.

Rynkowa wartość aktywów netto jest jednym z wielu parametrów służących do wyceny spółek. Z tym, że można stosować tę metodę w dwojaki sposób, w zależności od uzyskanego wyniku (czy będzie to wartość dodatnia czy ujemna). W przypadku wielkości dodatniej należy podzielić ją przez ilość akcji wyemitowanych przez spółkę. Uzyskany wynik, czyli rynkowa wartość aktywów netto przypadająca na jedną akcję, będzie określał skalę niedowartościowania akcji notowanych na giełdzie. Zwłaszcza w przypadku, gdy cena akcji spadła poniżej wyliczonej przez nas wartości rynkowej aktywów netto. Jeśli natomiast oszacowana wartość aktywów netto przyjęłaby wielkości ujemne, jest to sygnał, że finansowanie długiem zaszło w spółce za daleko i trzeba wzmóc czujność, by nie zostać na koncie z akcjami, które w każdej chwili mogą gwałtownie stracić na wartości ze względu na utratę płynności finansowej przez spółkę.