Tradycyjne metody nauki języka obcego umożliwiają opanowanie słownictwa i zasad gramatycznych, nie kreują jednak zbyt wielu sytuacji, w których teoretyczną wiedzę można wykorzystać w praktyce. A ponieważ język jest „żywy”, nie wszystkie książkowe reguły da się bezpośrednio przenieść do realnej rozmowy z obcokrajowcem, który w przeciwieństwie do lektora używa skrótów, wyrażeń potocznych, mówi szybko i z akcentem uzależnionym od regionu, z którego pochodzi. Założyciele Angloville, Michał Kelles-Krauz i Michał Żak, postanowili temu zaradzić, a swój pomysł zamienić w biznes. W 2011 r. uruchomili swoją pierwszą „angielską wioskę”. Teraz chcą je wprowadzać również za granicą.
![ANGIELSKI POZA KLASĄ: Michał Żak i Michał Kelles-Krauz, pomysłodawcy
Angloville, chcą pomóc w przełamaniu bariery w mówieniu
po angielsku. Chętnych zapraszają więc do organizowanych
w Polsce „angielskich wiosek” i zamiast podręczników proponują im
żywe konwersacje z native speakerami. [FOT. TP] ANGIELSKI POZA KLASĄ: Michał Żak i Michał Kelles-Krauz, pomysłodawcy
Angloville, chcą pomóc w przełamaniu bariery w mówieniu
po angielsku. Chętnych zapraszają więc do organizowanych
w Polsce „angielskich wiosek” i zamiast podręczników proponują im
żywe konwersacje z native speakerami. [FOT. TP]](http://images.pb.pl/filtered/8b4177ce-cb67-470d-9c62-e688dae52438/540ddc1b-b8ce-5505-88d2-f68d762a4323_w_830.jpg)
Nauka żywego języka
Obecnie współpracują z kilkoma hotelami w Polsce, które na czas kursów językowych wynajmują w całości. Tworzą w nich swoiste enklawy, do których przyjeżdżają native speakerzy z całego świata. Kierują się podstawową zasadą: w „wioskach” mówi się wyłącznie w języku angielskim.
— Wychodzimy z klas językowych i odtwarzamy realne, anglojęzyczne środowisko. Zamiast klasycznych zajęć, proponujemy rozmowy jeden na jeden z native speakerami, co pozwala pokonać barierę mówienia w języku obcym. Uczestnikom naszych kursów dajemy możliwość sprawdzenia swojego poziomu znajomości języka angielskiego i treningu w sytuacjach bardzo zbliżonych do tych, z jakimi spotkają się za granicą, w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii. W związku z tym nasze kursy kierujemy do osób już znających język, chociaż w stopniu średnio zaawansowanym, nie prowadzimy nauki od podstaw — wyjaśnia Michał Kelles-Krauz.
Zapraszani do udziału w programie native speakerzy to wolontariusze, ale pomysłodawcy Angloville przekonują, że w ich formule nauki liczy się żywy język, który w praktyce nie jest przecież wyjęty wprost z podręcznika.
— W ubiegłym roku w wioskach Angloville zamieszkało ok. 500 osób. Co ciekawe, uczestnikami kursów byli nie tylko Polacy, przyjeżdżali także Hiszpanie, Niemcy, Czesi czy Białorusini — zaznacza Michał Żak.
Biznes po angielsku
W ofercie Angloville są też kursy dla biznesu, organizowane zarówno w „wioskach”, jak i w bardziej tradycyjnej formie, np. w siedzibie firm.
— Z naszych usług skorzystały np. Philips, Nordea Bank, BRE Bank, Grupa Allegro, Coca Cola, Echo Investment — zaznacza Michał Żak.
W ofercie Angloville są programy dla dorosłych, ale również dla młodzieży. Koszt sześciodniowego wyjazdu do „wioski” przekracza kwotę 3,5 tys. zł. Obecnie zespół rozważa jednak możliwość wprowadzenia również tańszych pakietów, co pozwoliłoby bardziej rozpowszechnić usługę. Myśli też o wprowadzeniu jej poza Polską.
— W 2013 r. Angloville otworzyło swój oddział w czeskiej Pradze, a w pierwszej połowie 2014 r. planowane jest otwarcie biura w Berlinie i wejście na rynek niemiecki — zapowiada Michał Żak. Na razie Angloville działa jako pion Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości przy Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Zespół przymierza się jednak do wyjścia spod skrzydeł organizacji i założenia własnej spółki.