Antybiotyki rozgrzewają branżę mięsną

U naszych sąsiadów poruszenie, u nas po cichu powstający rynek. Mięso i wędliny pochodzące z hodowli, w których wyeliminowano antybiotyki, to nowy biznes. Jak perspektywiczny? Zdania są skrajnie różne

Czwarty największy niemiecki producent wędlin, Reinert Westfälische Privat Fleischerei, wprowadza szum na rynku nową linia przetworów mięsnych ze świń z hodowli, w której nie używano antybiotyków. Dostarcza mu je jeszcze większy gigant, bo Danish Crown, największy producent wieprzowiny w Europie. A ten „bezantybiotykowy” ruch doprowadza branżę do pasji — piszą dziennikarze WirschaftsWoche. Tymczasem bez takich emocji ta kategoria produktów powstaje i w Polsce.

Maciej Duda, właściciel Pig Farmera
Wyświetl galerię [1/3]

RÓŻNE STANOWISKA:

Maciej Duda, właściciel Pig Farmera Fot. Marek Wiśniewski

Naturalny krok

Latem zeszłego roku pierwsze testy w sieci Netto robiło pomorskie Prime Food, obecnie działające pod szyldem Goodvalley. I szybko poszło znacznie szerzej.

— Zdecydowanie jest już moment na budowę takiego rynku w Polsce. Nad projektem pracowaliśmy kilka lat, zbierając doświadczenia w eksporcie. Dziś widzimy, że Polacy szukają tego typu produktów, więc budujemy tu tę kategorię. Nasze mięso z hodowli bez użycia antybiotyków jest dostępne w największych sieciach handlowych jako stała pozycja asortymentowa — w Tesco, Netto, Carrefourze, Aldi i czasowo w Kauflandzie. Produkt testują też wybrane sklepy Biedronki w większych miastach. Zakończyliśmy właśnie dużą telewizyjną kampanię reklamową i w najbliżej przyszłości rozpoczniemy pracę nad kolejną. Jeszcze w tym roku do mięsa dołączą wędliny — to naturalny krok do poszerzenia portfela. Debiut nastąpi w Polsce i na naszych rynkach eksportowych — mówi Paweł Nowak, dyrektor zarządzający Goodvalley.

Naśladowców, przynajmniej tych dużych, szybko może nie znaleźć.

— Brak antybiotyków w hodowli to kolejny z trendów takich jak bio, brak glutenu i inne. Polska jednak cały czas jest rynkiem, na którym klienci porównują jakość do ceny i chcą kupować korzystnie. To oznacza, że trudno przełożyć wyższe koszty produkcji na cenę. Cały czas śledzimy ogólnoeuropejskie i ogólnoświatowe trendy i tworzymy zgodne z nimi kolejne nowe produkty, ale to bardziej ciekawostki, kwestia prestiżu i bycia na czasie niż biznes. To tak jak z falą popularności wegańskiej alternatywy dla wędlin. Są firmy, które w to wchodzą, my też, ale z punktu widzenia masowego producenta to za mało — nie zbudujemy tu większych wolumenów sprzedaży — uważa Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia.

Paweł Nowak przekonuje jednak, że mięso pochodzące z bezantybiotykowej hodowli jest w stanie rozwinąć się w Polsce na większą skalę.

— Polaków wyróżnia na tle innych krajów bardzo małe zaufanie do produktów mięsnych. M.in. powrót do klasycznych metod hodowli, wyeliminowanie pasz GMO i antybiotyków to elementy, które to nikłe zaufanie odbudowują — dodaje dyrektor zarządzajacy Goodvalley. Krzysztof Woźnica podkreśla kwestię rentowności takiego biznesu.

— W przypadku produkcji bio czy bez antybiotyków, dochodzi kwestia nie tylko wyższych kosztów hodowli, ale braku możliwości sprzedaży wszystkich elementów zwierzęcia jako ekologicznych. O ile na schab bio znajdą się klienci, o tyle na kości już nie, więc te sprzedawane są w normalnych cenach, co obniża rentowność takich projektów — twierdzi szef Zakładów Mięsnych Silesia.

Paweł Nowak pytany o to, jak nowa produkcja podkopuje konwencjalną, z której przecież Goodvalley słynie, przekonuje, że wiele wskazuje, że to ona może stać się największą biznesowa nogą firmy.

Przyszłościowa sprawa

W przypadku niemieckiego Reinerta, jak donosi WirtschaftsWoche, w kolejce stoją już hodowcy takich świń. Na razie antybiotyki całkowicie wyeliminowało 36, a następni czekają, by przystąpić do projektu.

— To przyszłościowa sprawa i coś, czym polscy rolnicy powinni się zainteresować. Kluczowe jest wyczucie właściwego momentu, by nie wejść ani za wcześnie, ani za późno. My na dziś takich planów nie mamy, ale bacznie przyglądamy się rynkowi, a ten zmienia się dynamicznie — uważa Maciej Duda, prezes Duda Holding, do którego należy Pig Farmer.

Wyróżnianie produktów mięsnych poprzez wyeliminowanie antybiotyków z procesu hodowli zwierząt to nie nowość na polskim rynku, kilka lat temu głośno przerabiała to branża drobiarska. Potem o sprawie ucichło. Farmio, założone przez byłego prezesa i współwłaściciela Agros- Novy, zadebiutowało z kurczakiem z takiej hodowli w 2014 r. i zapowiadało testy wędlin z takiego mięsa.

— Popyt na wędliny był umiarkowany, więc odłożyliśmy na chwilę te plany. Rozwijamy natomiast cały czas sprzedaż biokurczaka. Tak naprawdę w Polsce wciąż brakuje świadomości konsumenckiej odnośnie antybiotykoodporności i powiązania jej z jedzeniem. Ten, kto pierwszy zbuduje tę świadomość, pociągnie za sobą cały spożywczy rynek, bo antybiotyki mogą przecież zostać wyeliminowane z szeregu produktów. Dziś tego typu kategorie to nawet mniej niż nisza — mówi Artur Węgłowski, wiceprezes Farmio.

 

Straszenie czy nie

Gdy Farmio wystartowało z promowaniem kurczaka z hodowli, z której wyeliminowano antybiotyki, branża drobiarska zaczęła głośno skarżyć się, iż określenie „wolny od antybiotyków” sugeruje, że pozostałe kurczaki go mają, a przecież — zgodnie z prawem — mieć nie mogą. Drobiarze poskarżyli się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów przekonując, że to stosowanie „praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów”, ale sprawa nie miała ciągu dalszego. Farmio to nie jedyny gracz, który ma taki produkt w ofercie — wolnorosnącego kurczaka żywionego karmą bez GMO i z chowu bez antybiotyków promuje Drosed.

Zatwierdzona praktyka

Podawanie zwierzętom antybiotyków w trakcie choroby nie jest niczym dziwnym. Weterynarze podkreślają, że sprawują nadzór nad produkcją mięsa w Polsce i gwarantują, że produkt jest bezpieczny. Po zastosowaniu antybiotyków obowiązuje okres karencji. Prawo definiuje też najwyższe dopuszczalne stężenia, by mięso było bezpieczne dla konsumentów. Oznacza to, że dopuszczalne są minimalne pozostałości po ich zastosowaniu, a ich wysokość jest określana przez światowe grono naukowców i – jak podkreślają weterynarze – jest bezpieczna dla zdrowia konsumentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Antybiotyki rozgrzewają branżę mięsną