Strategia sobie, a życie sobie. Warszawski Aplisens, producent aparatury kontrolno-pomiarowej, planował coroczne zwiększanie przychodów o 15 proc., licząc, że sprzedaż na rynkach unijnych będzie rosnąć w tempie około 30 proc., a w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw — o 20 proc. Tymczasem w pierwszym półroczu płynący na Wschód potok polskich mierników zamienił się w rwącą rzekę — sprzedaż wzrosła o 51,3 proc., sięgając wartości 14,3 mln zł.
— Realny wzrost jest trochę mniejszy, bo sprzedaż do Rosji realizujemy poprzez spółkę logistyczną, co wpływa na spłaszczenie marż, ale na Wschodzie — dzięki wysokim cenom ropy i gazu — kryzysu nie widać. Weszliśmy też do Kazachstanu i mamy spore oczekiwania wobec tego rynku — mówi Adam Żurawski, prezes i główny akcjonariusz (17,34 proc.) Aplisensu. Od stycznia do czerwca spółka miała 35,9 mln zł przychodów (wzrost o 22,9 proc.) i 6,4 mln zł zysku netto (+ 18,8 proc.). Prezes ma nadzieję, że już wkrótce na eksport będzie szło ponad 60 proc. jej przetworników ciśnienia czy czujników temperatury.
— Na zachodzie Europy dobrze radzi sobie nasza spółka w Niemczech, zgodnie z oczekiwaniami działa też niedawno uruchomiony oddział w Czechach. Gorzej jest we Francji i nie wykluczam, że tamtejszą spółkę zależną będziemy musieli dokapitalizować — mówi Adam Żurawski.
Największe nakłady w najbliższym czasie pochłonie jednak budowa zakładu w Radomiu, który ma kosztować 30 mln zł i ruszyć w 2014 r. Aplisens ma tam przenieść część produkcji z Warszawy, bo tu zakład dochodzi do kresu możliwości rozbudowy.
— W ciągu kilku najbliższych dni wybierzemy głównego wykonawcę, decydujemy teraz między dwoma kandydatami z najlepszymi ofertami. Budowa powinna ruszyć we wrześniu — mówi prezes Aplisensu.