Nastroje popsuły dwa istotne czynniki, powiązane ze sobą. Pierwszym było ostrzeżenie wystosowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Uważa ona, że pandemia Covid-19 przyspiesza w skali globalnej, a świat wkracza w nową i niebezpieczną fazę rozprzestrzeniania się koronawirusa przy wprowadzonych środkach bezpieczeństwa. Potwierdzają to m.in. doniesienia z Chin, jak i z samych Stanów Zjednoczonych, gdzie w ostatnich dniach odnotowano wzrost nowych infekcji w kilku stanach. I tu wkroczyło Apple, które poinformowało, że z uwagi na zagrożenie zdecydowało o ponownym zamknięciu części swoich sklepów. Obostrzenie dotyczy – przynajmniej na razie – 11 placówek z czterech stanów Arizony, Florydy oraz w Północnej i Południowej Karolinie.

Inwestorzy przestraszyli się widma nowej fali koronawirusa. Co prawda wielu polityków, w tym prezydent Donald Trump twierdzi, że nie będzie ponownego zamykania gospodarki, jednak będzie to musiało wiązać się z radykalnym zwiększeniem liczby zachorowań i zgonów.
Podaż motywowana też była do działania komentarzami Jerome Powella, szefa Fed. W piątek powiedział, że ożywienie gospodarcze po pandemii będzie trudne i nie będzie szybkiej poprawy.
Pod koniec sesji atmosfera nieco poprawiła się, i próbę odrobienia strat podjął obóz byków. Udało mu się jednak odrobić tylko część strat i tylko Nasdaq mógł na finiszu pochwalić się symbolicznym zyskiem. Na zamknięciu sesji indeks największych blue chipów Dow Jones tracił 0,80 proc. Wskaźnik szerokiego rynku S&P500 zniżkował o 0,56 proc. Technologiczny Nasdaq drożał o 0,03 proc.