Sobotni finał piłkarskiej Ligi Mistrzów, w którym na stadionie w Madrycie zmierzą się Inter Mediolan i Bayern Monachium przyniesie łącznie 351,5 mln EUR zysku - wynika z raportu „Heart of sports commerce” przygotowanego na zlecenie sponsora LM firmy Mastercard. Raport opracował prof. Simon Chadwick, specjalista biznesu sportowego na Uniwersytecie Coventry.
Niepewność podbija stawkę
W tegorocznym finale zabraknie murowanych i naszpikowanych gwiazdami faworytów, a zagrają dwa kluby, na które przed sezonem mało kto stawiał. To paradoksalnie wzmaga zainteresowanie i potencjalne wpływy ekonomiczne z meczu. Do stolicy Hiszpanii ściągną rzesze niemieckich i włoskich fanów, a większemu zainteresowaniu telewidzów będzie sprzyjał nowy, weekendowy termin rozgrywania spotkania. Do tej pory finały odbywały się w połowie tygodnia.
Brak faworyta w sobotniej potyczce też sprzyja zwiększeniu zysków. Obie drużyny długo nie występowały w meczu tej rangi, więc wytypowanie triumfatora jest trudniejsze. Gdyby jednym z finalistów była Barcelona lub Real Madryt, sytuacja byłaby znacznie bardziej klarowna.
Bukmacherzy zacierają ręce, właściciele pubów i restauracji także, o mediach sprzedających czas reklamowy już nawet nie trzeba wspominać. Największa kasa wpłynie jednak na konto klubów. Zyski zwycięskiego zespołu osiągną kwotę 120 mln EUR, a przegranego 70 mln EUR.
Gospodarka dostanie kopa
Efekt ekonomiczny, jaki wygeneruje finał LM można porównać tylko z Super Bowl, finałem ligi futbolu amerykańskiego. Zasięg piłki nożnej jest jednak dużo większy, to sport szalenie popularny także w Azji i Afryce.
Największe pieniądze przyniesie jednak rynkom europejskim, bo mecz wzbudza większe lub mniejsze zainteresowanie de facto w każdym kraju Europy. Gospodarka europejska (nie licząc klubów, miast uczestników i gospodarza finału) zarobi według raportu Mastercard 94 mln EUR, czyli o 19 mln EUR więcej niż przed rokiem. I to w jeden wieczór.
„The Special One” kontra reszta świata
Finał budzi skrajne emocje wśród piłkarskich fanów, bo spotykają się w nim zespoły i trenerzy po przejściach. W składach obu ekip aż roi się od nazwisk niechcianych w innych, bogatszych klubach. Każdy ma coś do udowodnienia. Każdy chce pokazać, że niedocenienie było błędem.
Najwięcej skrajnych komentarzy prowokuje charyzmatyczny trener Interu Jose Mourinho. Portugalczyka połowa Europy kocha, druga połowa nienawidzi. Trener obraża rywali, innych menedżerów, media i kibiców. Odnosi jednak sukcesy. W tym roku zdobył już z Interem mistrzostwo i Puchar Włoch. Na rynku piłkarskim już huczy od plotek, ile wyłoży Real Madryt, by ściągnąć do siebie tego trenera.
Na razie jednak czas na finał. To walka o chwałę, gigantyczną kasę i pamięć fanów. Początek widowiska o 20:45.
ŁO